Choć już nie jesień....

14.01.04, 12:50
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,
Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną
I światła szarego blask sączy się senny...
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...

Wieczornych snów mary powiewne, dziewicze
Na próżno czekały na słońca oblicze...
W dal poszły przez chmurną pustynię piaszczystą,
W dal ciemną, bezkresną, w dal szarą i mglistą...
Odziane w łachmany szat czarnej żałoby
Szukają ustronia na ciche swe groby,
A smutek cień kładzie na licu ich miodem...
Powolnym i długim wśród dżdżu korowodem
W dal idą na smutek i życie tułacze,
A z oczu im lecą łzy... Rozpacz tak płacze...

To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,
Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną
I światła szarego blask sączy się senny...
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...

Ktoś dziś mnie opuścił w ten chmurny dzień słotny...
Kto? Nie wiem... Ktoś odszedł i jestem samotny...
Ktoś umarł... Kto? Próżno w pamięci swej grzebię...
Ktoś drogi... wszak byłem na jakimś pogrzebie...
Tak... Szczęście przyjść chciało, lecz mroków się zlękło.
Ktoś chciał mnie ukochać, lecz serce mu pękło,
Gdy poznał, że we mnie skrę roztlić chce próżno...
Zmarł nędzarz, nim ludzie go wsparli jałmużną...
Gdzieś pożar spopielił zagrodę wieśniaczą...
Spaliły się dzieci... Jak ludzie w krąg płaczą...

To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,
Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną
I światła szarego blask sączy się senny...
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...

Przez ogród mój szatan szedł smutny śmiertelnie
I zmienił go w straszną, okropną pustelnię...
Z ponurym, na piersi zwieszonym szedł czołem
I kwiaty kwitnące przysypał popiołem,
Trawniki zarzucił bryłami kamienia
I posiał szał trwogi i śmierć przerażenia...
Aż, strwożon swym dziełem, brzemieniem ołowiu
Położył się na tym kamiennym pustkowiu,
By w piersi łkające przytłumić rozpacze,
I smutków potwornych płomienne łzy płacze...

To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,
Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną
I światła szarego blask sączy się senny...
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...
    • candycandy Re: To ja teraz zaleśmianię na srebrno... 14.01.04, 16:54
      Nastała noc, spragniona wymian
      Mroku na dreszcze w półśnie rosy.
      Dąb bałwochwalczo wierzy w Tymian,
      We wpływ Tymianu - na niebiosy.

      Światła na trawie mrą pokotem -
      Śmierć świateł wzrusza leśne knieje.
      Północ przedawnia się pod płotem,
      A płot - przyszłością gwiazd srebrnieje.

      Gdzie jest bezdroże? A gdzie - droga?
      Gdzie - dech po śmierci? Ból - po zgonie?
      Więc nie ma tchu i nie ma Boga?
      I nie ma nic - a księżyc płonie?

      Księżyc to - wioska ogromniasta,
      Gdzie ciszę ciuła brat mój - Srebroń,
      Co siebie własnym snem przerasta,
      Więc mu istnienia w srebrze - nie broń!

      To - niepoprawny Istnieniowiec!
      Poeta! Znawca mgły i wina.
      Nadskakujący snom - manowiec,
      Wieczności śpiewna krzątanina.

      W sieć rymów łowi srebrne myszy,
      I srebrny chwast i srebrną jabłoń -
      I rzuca strzępy srebrnej ciszy
      Na księżycową błoń czy prabłoń...

      "Śmierci! - powiada - Mrok nas słyszy!
      Nie śmiej się w niebo i nie błaznuj!" -
      I rzuca strzępy modrej ciszy
      Na księżycowy znój czy praznój...

      "Jam ten - powiada - co mgłą dyszy
      I wie, że Bóg to - łza i zamieć!" -
      I rzuca strzępy złotej ciszy
      Na księżycową miedź czy pramiedź...

      Pełno tam dolin, wzgórz, bajorów,
      Modrych rozwiśleń i udniestrzeń,
      I niby scena bez aktorów,
      Rozpacza pusta w świetle przestrzeń.

      I szepce Srebroń w dal znikomą:
      Nie samym świtałem mrok się żywi -
      Wszyscy jesteśmy nieszczęśliwi,
      Lecz po co srebrnieć? - Nie wiadomo...

      Nim śmierć w źdźbło mroku przeistoczy
      Pomysł mych łez - i zarys ducha -
      Niech mi gwiazdami spyla oczy
      Nicości złota rozsypucha!" -

      I gdy tak mówi - nicość właśnie
      Kłami połyska - zła i szczera -
      I jeszcze jedna gwiazda gaśnie -
      I jeszcze jeden Bóg umiera.
      • sloggi Re: Erotica... 14.01.04, 16:57
        W malinowym chruśniaku

        W malinowym chruśniaku, przed ciekawych wzrokiem
        Zapodziani po głowy, przez długie godziny
        Zrywaliśmy przybyłe tej nocy maliny.
        Palce miałaś na oślep skrwawione ich sokiem.

        Bąk złośnik huczał basem, jakby straszył kwiaty,
        Rdzawe guzy na słońcu wygrzewał liść chory,
        Złachmaniałych pajęczyn skrzyły się wisiory
        I szedł tyłem na grzbiecie jakiś żuk kosmaty.

        Duszno było od malin, któreś, szapcząc, rwała,
        A szept nasz tylko wówczas nacichał w ich woni,
        Gdym wargami wygarniał z podanej mi dłoni
        Owoce, przepojone wonią twego ciała.

        I stały się maliny narzędziem pieszczoty
        Tej pierwszej, tej zdziwionej, która w całym niebie
        Nie zna innych upojeń, oprócz samej siebie,
        I chce się wciąż powtarzać dla własnej dziwoty.

        I nie wiem, jak się stało, w którym okamgnieniu,
        Żeś dotknęła mi wargą spoconego czoła,
        Porwałem twoje dłonie - oddałaś w skupieniu,
        A chruśniak malinowy trwał wciąż dookoła.
        • wgfc Re: Erotica... 14.01.04, 17:09
          > W malinowym chruśniaku

          To mój ulubiony erotyk.
          • szampon4jajeczny Re: Erotica... 14.01.04, 18:39
            grechuta i rodowicz to śpiewali razem.
            • candycandy Re: Lovesong (by Robert Smith) 14.01.04, 19:08
              Kiedykolwiek jestem z tobą sam na sam, sprawiasz, że czuję się w domu.
              Sprawiasz, że czuję się znów całością.
              Kiedykolwiek jestem z tobą sam na sam, sprawiasz, że znów czuje się młody. Że
              znowu ogarnia mnie wesołość.

              Nieważne jak daleko - będę cię zawsze kochał. Nieważne jak długo zostanę - będę
              cię zawsze kochał. Jakichkolwiek słów bym nie wypowiedział - będę cię zawsze
              kochał. Będę cię zawsze kochał.

              Kiedykolwiek jestem z tobą sam na sam, sprawiasz, że czuję się wolny.
              Sprawiasz, że czuję się czysty.

              I nieważne jak daleko - będę cię zawsze kochał. Nieważne jak długo zostanę -
              będę cię zawsze kochał. Jakichkolwiek słów bym nie wypowiedział - będę cię
              zawsze kochał. Będę cię zawsze kochał.
              • sloggi Re: Lullaby (by Robert Smith) 15.01.04, 08:51
                On candystripe legs spiderman comes
                Softly through the shadow of the evening sun
                Stealing past the windows of the blissfully dead
                Looking for the victim shivering in bed
                Searching out fear in the gathering gloom and
                Suddenly! a movement in the corner of the
                Room! and there is nothing I can do when i
                Realise with freight that the spiderman is having
                Me for dinner tonight

                Quietly he laughs and shaking his head creeps
                Closer now closer to the foot of the bed and
                Softer than shadow and quicker than flies his
                Arms are all around me and his tongue in my
                Eyes "be still be calm be quiet now my precious
                Boy don't struggle like that or I will only love
                You more for it's much too late to get away or
                Turn on the light the spiderman is having you
                For dinner tonight"

                And I feel like I'm being eaten by a thousand
                Million shivering furry holes and I know that in
                The morning I will wake up in the shivering cold
                And the spiderman is always hungry...
                • candycandy Re: Lullaby (by Robert Smith) 16.01.04, 17:11
                  Sloggi, znowu mnie pająkiem straszysz?
    • wedrowiec2 Dwoje ludzieńków 14.01.04, 17:06
      Często w duszy mi dzwoni pieśń, wyłkana w żałobie,
      O tych dwojgu ludzieńkach, co kochali się w sobie.

      Lecz w ogrodzie szept pierwszy miłosnego wyznania
      Stał się dla nich przymusem do nagłego rozstania.

      Nie widzieli się długo z czyjejś woli i winy,
      A czas ciągle upływał - bezpowrotny, jedyny.

      A gdy zeszli się, dłonie wyciągając po kwiecie
      Zachorzeli tak bardzo, jak nikt dotąd na świecie!

      Pod jaworem - dwa łóżka, pod jaworem - dwa cienie,
      Pod jaworem ostatnie, beznadziejne spojrzenie.

      I pomarli oboje, bez pieszczoty, bez grzechu,
      Bez łzy szczęścia na oczach, bez jednego uśmiechu.

      Ust ich czerwień zagasła w zimnym śmierci fiolecie,
      I pobledli tak bardzo, jak nikt dotąd na świecie!

      Chcieli jeszcze się kochać poza własną mogiłą,
      Ale miłość umarła, już miłości nie było.

      I poklękli spóźnieni u niedoli swej proga,
      By się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga.

      Więc sił resztą dotrwali aż do wiosny, do lata
      By powrócić na ziemię - lecz nie było już świata.
Pełna wersja