11-latka urodziła dziecko

21.01.04, 12:55
11-letnia dziewczynka urodziła w Charkowie zdrowego, niemalże 4-kilogramowego
chłopca. Lekarze do ostatniej chwili wierzyli, że poród będzie naturalny, ale
okazało się konieczne cesarskie cięcie. Młoda matka czuje się dobrze.

To najmłodsza matka w 12-letniej historii niepodległej Ukrainy - mówią
o rekordzistce miejscowi dziennikarze.

Dziewczynka trafiła do szpitala w listopadzie ubiegłego roku. Była wówczas
w ósmym miesiącu ciąży. Ojcem dziecka jest sąsiad, który, gdy tylko się
dowiedział o ciąży dziewczynki, wyjechał w nieznanym kierunku, prawdopodobnie
w rejon Kaukazu, skąd pochodzi. Jest obecnie poszukiwany przez milicję.
[onet.pl]
    • bbkk Re: 11-latka urodziła dziecko 21.01.04, 14:10
      Boże! Sloggi skąd znajdujesz takie makabreski?
      • inka.7 Re: 11-latka urodziła dziecko 21.01.04, 14:16
        o to samo miałam spytac wink
        chociaz niektóre wiadomosci wynajdywane przez Sloggiego potrafią naprowadzic na
        ciekawe pomysły, np. ta o stringach dla facetów, ale na co to naprowadziło
        powiem przy innej okazji, w każdym razie moze sie okazac ze winna jestem
        Sloggiemu szampana...wink
        • sloggi Re: 11-latka urodziła dziecko 22.01.04, 16:14
          Zamiast szampona może jakieś fajne winko?
          • inka.7 Re: 11-latka urodziła dziecko 23.01.04, 08:50
            jak dla mnie ok, czerwone moze byc ?
            • sloggi Re: 11-latka urodziła dziecko 23.01.04, 08:51
              Oczywiście, że może - ale nie wytrawne.
              • inka.7 Re: 11-latka urodziła dziecko 23.01.04, 09:07
                swojskie, domowe, smakuje jak sok, ale swoje robi, zwłaszcza kiedy sie wstaniewink
                takie mysle jest najlepsze, co myslisz ?
                • sloggi Re: 11-latka urodziła dziecko 23.01.04, 09:12
                  inka.7 napisała:

                  > swojskie, domowe, smakuje jak sok, ale swoje robi, zwłaszcza kiedy sie
                  wstaniewink
                  takie mysle jest najlepsze, co myslisz ?

                  Jeśli masz dostęp do takich specjałów - to oczywiście, że mam na nie smak. Moja
                  Babunia zawsze robiła wino z czarnej porzeczki, to było wino. Później była
                  bitwa, bo przed pierwszym pzelewaniem wszyscy chcieli podjeść tego moszczu.
                  • inka.7 Re: 11-latka urodziła dziecko 23.01.04, 09:20
                    nie, z Babunią nie zamierzam konkurowac, jakims cudem babcie wszystko potrafia
                    duzo lepiej
    • adhamah Re: 11-latka urodziła dziecko 22.01.04, 15:49
      Matko! Gdzie Ty to znajdujesz?
      Kiedys czytałem o najmodszej babci w Polsce, miała 33 lata gdy nią została.
      Jeśli dziecko tego dziecka dobrze się postara to może pobiją polski rekord smile
      • vika411 Re: 11-latka urodziła dziecko 22.01.04, 16:26
        Nie martwcie sie dziewczyny! Niedlugo w brukowcach sie ukaze wiadomosc, ze
        najmlodsza matka zaszla w ciaze juz w lonie babki noworodka. Ciekawe co wtedy
        powiecie?smile)))))
        • vika411 Re: 11-latka urodziła dziecko 22.01.04, 16:29
          vika411 napisała:

          > Nie martwcie sie dziewczyny! Niedlugo w brukowcach sie ukaze wiadomosc, ze
          > najmlodsza matka zaszla w ciaze juz w lonie babki noworodka. Ciekawe co wtedy
          > powiecie?smile)))))
          A...zapomnialam nadmienic, ze do ruskich wszelkiej masci wszystko jest podobne!
          W koncu to oni wymyslili juz dawno cos co nazywa sie MATRIOSZKIsmile
          Przemyslcier to sobie.
    • wgfc Obniża się granica inicjacji 19.06.04, 11:43
      Przypadkiem odnalazła mi się strona o sprawie sprzed roku, która miała miejsce
      w Łodzi. Skoro materiały "seksualne" są łatwo dostępne, a jak się "to" robi
      można dowiedzieć się z pierwszego lepszego filmu, seks dzieciaków i ciąże 11
      latek przestają mnie dziwić.

      Dom krzywdy...

      Dom krzywdy
      Małgorzata Kozerawska 16-01-2003,
      żródło: Gazeta Wyborcza

      Sześciolatki wykorzystywane seksualnie przez dziesięciolatków. Dziesięciolatki
      pobite za to przez siedemnastolatków. To się zdarzyło w łódzkim domu dziecka. Z
      przerażeniem stwierdzam, że istnieje tu jakieś drugie życie, o którym nie mamy
      zielonego pojęcia - z przygnębieniem mówi jeden z wychowawców

      W Domu Dziecka nr 5 przy ul. Małachowskiego w Łodzi grupa średniaków
      wykorzystywała seksualnie młodsze dzieci.

      Dyrekcja potwierdza, że kilku dziesięciolatków najprawdopodobniej naśladowało
      zachowania podpatrzone u dorosłych albo z filmów pornograficznych, które
      oglądali przed przyjściem do placówki. Ofiarami byli cztero- i sześcioletni
      chłopcy. Był to jednak jednorazowy epizod - głupia zabawa.

      Nam udało się ustalić, że patologiczne zachowania seksualne zdarzały się już
      wcześniej, a ostatni proceder trwał co najmniej kilka miesięcy. Wreszcie
      najstarsi chłopcy, tworzący tzw. starszyznę, nie wytrzymali i postanowili
      dokonać samosądu. Zbili pasem sześciu chłopców, którzy wykorzystywali maluchy.
      Przywódca grupy, która biła, 19-letni, poruszający się na wózku Piotr Yasin
      został za karę wyrzucony z domu. Pozostali bijący otrzymali ostre nagany. Nie
      potrafią się z nimi pogodzić. - Przecież tamci dopuścili się najgorszych
      świństw na niewinnych dzieciach. My tylko wymierzyliśmy sprawiedliwość, bo
      dorośli nie umieli tego zrobić.

      - Z roku na rok jest w dzieciach coraz więcej agresji. Ale takiej eskalacji
      przemocy nie mogłam tolerować - wyjaśnia dyrektor Bożena Radzikowska. - Pobite
      dzieci miały całe pupy sine.

      - Cóż, dyrekcja postanowiła ukarać za siniaki na pupie, bo były najbardziej
      widoczne - ubolewa dr Aleksandra Robacha, regionalny konsultant ds.
      seksuologii. - Nie jestem zwolennikiem kar, ale jeśli już karać, to obie grupy
      chłopców.

      Głupie zabawy nocą

      Na podstawie relacji kilku chłopców i wychowawców, którzy poprosili o
      anonimowość, udało nam się odtworzyć przebieg zdarzeń z pewnej listopadowej
      nocy. Grupa chłopców w wieku od siedmiu do dwunastu lat bawiła się w zapalanie
      i gaszenie światła. W zabawie uczestniczył też sześciolatek. W pewnym momencie
      mu się znudziło i poprosił o zapalenie światła. Wtedy starsi chłopcy
      powiedzieli, że i owszem, ale pod warunkiem, że "weźmie im do buzi". Dziecko
      zgodziło się i wykonało polecenie. Za jakiś czas poskarżyło się starszemu
      bratu, a ten - wychowawcom. Wychowawcy przeprowadzili własne dochodzenie, a
      dzieci swoje. Przy okazji wyszło na jaw, że dziwaczne zachowania seksualne
      trwają w domu dziecka parę miesięcy. - średniacy kazali przychodzić tym małym
      do pokoju i brać do buzi swoje genitalia - opowiada inny uczestnik samosądu. -
      A najohydniejsze jest to, że czterolatkowi zrobił to własny brat. Aż się
      zatrząsłem ze złości, kiedy się dowiedziałem.

      Inne dzieci widziały, jak mały chłopiec rozbierał w szafie jakieś dziecko.
      Przyznał się, że wcześniej podejrzał, jak to samo robił kolega. Jeden ze
      średniaków regularnie dokuczał maluchowi, z którym mieszkał w pokoju. Rozbierał
      się do naga, wskakiwał mu do łóżka, kładł się na nim, wchodził pod kołdrę i
      dusił.

      Pasy na całe życie

      Napięcie w domu dziecka rosło. Wychowawcy wciąż mieli w pamięci wydarzenie
      sprzed dwóch lat. W grudniu 2000 roku 17-letni Łukasz W. został przyłapany na
      próbie zgwałcenia 14-letniej głuchoniemej dziewczynki. Mimo to przez następne
      kilka miesięcy nadal mieszkał w domu dziecka i spotykał swoją ofiarę. Wreszcie
      trafił za kratki, bo wpadł również za kradzieże, włamania i pobicie.

      Wtedy dziecięca społeczność placówki nie zareagowała. Seks wśród starszych
      nastolatków różnych płci jest uważany za coś normalnego.

      Teraz było inaczej. - Co mali chłopcy byli winni, że zmuszali ich do takich
      świństw? - nie może zrozumieć jeden z uczestników samosądu. - Pedalstwo jest
      najwredniejsze z wszystkich przestępstw.

      Kiedy jeden z wychowawców postanowił przenieść do innego pokoju średniaka
      najczęściej oskarżanego o dziwne zachowania seksualne wobec młodszych chłopców,
      narastające napięcie wybuchło. - W bidulach życie zorganizowane jest
      w "podziemiach", czyli w grupach - tłumaczy Piotr Yasin, który jako jedyny
      zgodził się na ujawnienie nazwiska. - Jeśli znasz jednego, który coś
      przeskrobał, to wiesz, jaka za nim stoi grupa. Szybko doszliśmy do tego, kto
      wykorzystywał maluchy. I postanowiliśmy ich ukarać. Przecież to jasne, że jeśli
      teraz krzywdzili małych, to kiedy dorosną, będą gwałcić ludzi w parku.
      Musieliśmy to ukrócić.

      W samosądzie uczestniczyli: 17-letnia dziewczyna i sześciu chłopców w wieku od
      16 do 19 lat. Ponieważ bijących było siedmioro, postanowiono, że każdy uderzy
      trzy razy. W sumie 21 pasów przez spodnie na jedną pupę. Żeby nie było słychać
      krzyków, głowy chłopców zakryto poduszką.

      Rano sprawa się wydała. Dyrektorka natychmiast zgłosiła pobicie w VI
      komisariacie na Widzewie. Ale nie poinformowała, co wcześniej średniacy zrobili
      maluchom. Sprawę prowadzi sekcja dochodzeniowo-śledcza. - Dzieci miały sine
      tyłki. Jak po uderzeniu pasem - mówi jeden z policjantów i zagląda do
      obdukcji. - Lekarz stwierdził "zasinienie powodujące naruszenie czynności
      narządu ciała na czas nie dłuższy niż siedem dni".

      Grozi za to dwa lata. O tym, dlaczego dzieci zostały pobite, śledczy dowiedział
      się podczas przesłuchania jednego z podejrzanych. - Myślę, że to jest
      okoliczność łagodząca - uważa.

      Ale dyrekcja domu dziecka nie zastosowała taryfy ulgowej. Wszyscy uczestnicy
      samosądu dostali ostre nagany za "zachowanie niegodne człowieka i wprowadzanie
      subkultury więziennej". Piotr Yasin musiał się spakować i został odwieziony do
      schroniska dla bezdomnych. - Miałem pięć minut, żeby się wynieść. Zawieźli mnie
      do Schroniska im. św. Brata Alberta, później pewnie trafię do domu opieki
      społecznej. Chcą mnie do tego zmusić, bo wtedy przepadnie mi wyprawka i prawo
      do samodzielnego mieszkania - mówi rozżalony.

      Część wychowawców uważa, że kara spotkała go zasłużenie. - Piotr od lat nie
      przestrzegał regulaminu. Pił, stosował używki, uciekał z placówki. Nie chciał
      się uczyć ani rehabilitować. Mam całą teczkę jego przewin. Po drugiej naganie
      miałam prawo usunąć go z placówki - przekonuje dyrektor Radzikowska.

      Dostało się także wychowawcom, którzy nie przeszkodzili w samosądzie. Prócz
      ostrych słów od dyrekcji opiekun nocny otrzymał naganę, a stróżowi odebrano
      premię. Na tym sprawa oficjalnie się skończyła.

      Istnieje drugie życie

      Część wychowawców jest wciąż zszokowana tym, co stało się w placówce. Przede
      wszystkim nie rozumieją dziwacznych zachowań seksualnych dzieci i tego, że
      dyrektorka jakoby tego nie zauważyła.

      - Myślałem, żeby pójść do prokuratora. Ale sam nie jestem święty, dlatego
      zadzwoniłem do was - mówi Piotr Yasin. - Nie chcę, żeby ta sprawa została
      wyciszona. A wszystko na to wskazuje.

      - To nieprawda - mówi oburzona dyrektor Radzikowska. - Staramy się niczego nie
      przeoczyć, tylko nie zawsze to się udaje. A przecież nie wolno bić dzieci. W
      tym przypadku naprawdę zdaję sobie sprawę z wagi problemu. Dlatego wszystkie
      dzieci: pobite, wykorzystujące i wykorzystywane oraz starsi wychowankowie,
      którzy chcieli skorzystać z pomocy, zostali poddani fachowej terapii. Mamy
      doskonałego psychologa i pedagogów. Sytuacja w placówce powoli wraca do normy.

      Psycholog Małgorzata Wachowska- -Cybusz ma wieloletnie doświadczenie w pracy z
      dziećmi i długo potrafi opowiadać o mechanizmach przemocy. - Dzieci trafiające
      do placówki są p
      • wgfc Re: Obniża się granica inicjacji - cd. 19.06.04, 11:45
        - Dzieci trafiające do placówki są po bolesnych przejściach i mają wiele urazów
        w sferze psychicznej, a ponieważ sobie z nimi nie radzą - w sytuacji napięć,
        konfliktów czy nawet zwykłej nudy - prezentują szereg zaburzeń zachowania. I
        tak właśnie się stało podczas jednej z zabaw, kiedy doszło do dziwnych zachowań
        seksualnych.

        Psycholog przyznaje, że były to zachowania patologiczne i że zdarzały się już
        wcześniej, co skończyło się wydaleniem wychowanka z placówki. - Mam nadzieję,
        że takie sytuacje już się nie powtórzą, ponieważ cały czas prowadzimy terapię z
        dziećmi i uczymy, jak zastępować agresję innymi, pozytywnymi sposobami
        postępowania - przekonuje Małgorzata Cybusz.

        - Po tej sprawie z przerażeniem stwierdzam, że w naszym domu dziecka istnieje
        jakieś drugie życie, o którym my nie mamy zielonego pojęcia - z przygnębieniem
        mówi jeden z wychowawców.



        --------------------------------------------------------------------------------

        Dlaczego dzieci to robiły?

        Rozmawiała Małgorzata Kozerawska 19-01-2003

        Większość tych dzieci, które molestowały najmłodszych, musiała doznać w
        przeszłości czegoś podobnego. Może nawet w tym domu dziecka - mówi seksuolog dr
        Aleksandra Robacha

        Dlaczego zbiliśmy średniaków?

        - Tego, co się stało z tymi małymi chłopcami, nie mogliśmy zostawić. Wychowawcy
        byli bezradni. Zresztą, co oni mogą zrobić - pogadać albo ograniczyć
        kieszonkowe? To nie jest żadna kara. średniacy znów robiliby te świństwa. A jak
        dostaną pasem, zapamiętają na całe życie - mówi jeden z najstarszych
        wychowanków, którzy dopuścili się samosądu.

        - Później kazaliśmy im klęczęć na korytarzu i "wkręcać żarówki". To znaczy
        musieli podnieść ręce i udawać, że je wkręcają - tłumaczy Piotr Yasin. - Po
        półgodzinie powiedziałem żartem, że kto mi weźmie do buzi, może już nie
        klęczeć. Zgłosili się wszyscy. Dla nich to nie było nic zaskakującego - dodaje
        jeden z jego kolegów

        Dom dla 80 dzieci

        W Domu Dziecka nr 5 mieszka prawie 80 dzieci - od czterech do dziewiętnastu
        lat. Pokoje są dwu- i trzyosobowe, dyrekcja stara się, by zajmowały je dzieci z
        podobnych grup wiekowych. Co dzieje się w pokojach wieczorami i nocą, gdy w
        dużym budynku zostaje jeden, góra dwóch opiekunów? - Korytarze w domu są bardzo
        długie, na każdym piętrze po kilkanaście drzwi. Ja sam często się mylę,
        próbując odszukać jakieś dziecko - tłumaczy jeden z wychowawców. - A o tym,
        żeby ich upilnować, kiedy zaplanują coś głupiego, już w ogóle nie ma mowy

        360 domów

        W Polsce jest 360 domów dziecka, mieszka w nich 19,5 tys. dzieci. Połowa z tych
        placówek jest stanowczo za duża, bo liczy powyżej 50 wychowanków - szacuje
        towarzystwo Nasz Dom, które wspiera i reformuje placówki opiekuńcze.
        • wgfc Re: Obniża się granica inicjacji - cd. 19.06.04, 11:47
          Jak zatrzymać falę

          Małgorzata Kozerawska GW 17-01-2003

          Wszyscy są wstrząśnięci historią z łódzkiego domu dziecka. Resort pracy domaga
          się wyjaśnień i naprawy sytuacji w tej placówce. Podobnie szefowa sejmowej
          komisji sprawiedliwości

          W "Gazecie" opisaliśmy wstrząsające wydarzenia, jakie miały miejsce w domu
          dziecka przy ul. Małachowskiego w Łodzi. Cztero- i sześciolatki były tam
          wykorzystywane seksualnie przez dziesięcioletnich chłopców z grupy średniaków.
          Kiedy to się wydało, zareagowali najstarsi, 18-letni wychowankowie - zbili
          pasem dziesięciolatków. "Gazecie" o wszystkim opowiedział przywódca samosądu
          Piotr Yasin. - W bidulu (tak wychowankowie nazywają dom dziecka) małolaty
          wołały kilkuletnie maluchy do pokoju i kazały im "brać do buzi". Nie chcę, żeby
          ta sprawa została wyciszona - mówił poruszony. Z jego relacji wynika, że
          dyrekcja placówki zachowywała się biernie. Za karę wyrzuciła Yasina (jest
          niepełnosprawny i porusza się na wózku). Pozostałych chłopców, którzy
          uczestniczyli w biciu, ukarała naganami. Według dyrekcji dziwne zachowania
          seksualne wychowanków "były głupią zabawą", w której naśladowali dorosłych.

          Innego zdania jest regionalny konsultant ds. seksuologii w Łodzi. - "Branie do
          buzi" i pobicie to zachowania z tej samej kategorii przemocy - mówi dr
          Aleksandra Robacha. - Mamy tu do czynienia z falą, która jest charakterystyczna
          dla środowisk zamkniętych, jak wojsko czy więzienie. To przerażające, że
          wychowawcy są bezradni.

          Czy to przypadek wyjątkowy? - Nie prowadzimy badań, co się dzieje w domach
          dziecka - mówi Victoria Biederman, z-ca dyrektora w departamencie pomocy
          społecznej resortu pracy. - Zbieramy tylko informacje statystyczne: ile jest
          domów, ile w nich dzieci i kadry, jakie są warunki. Kontrole i nadzór nad
          domami dziecka należą w województwach do wydziałów polityki społecznej.

          Dyr. Biederman przyznaje, że nigdy nie słyszała o równie drastycznym
          przypadku: - Placówka jest źle prowadzona i musi być jak najszybciej
          zreorganizowana. Trzeba znaleźć na to jakiś sposób.

          Resort pracy przesłał do Łodzi faks z pytaniem, co zamierza zrobić wojewódzki
          wydział polityki społecznej w tej sprawie. "Gazecie" nie udało się w piątek
          porozmawiać z szefami domu dziecka. Mówi Barbara Szczepańska z wojewódzkiego
          wydziału polityki społecznej nadzorująca placówki opiekuńcze dla dzieci: - Jest
          problem i chcemy go rozwiązać. W połowie przyszłego tygodnia przeprowadzimy
          kontrolę w domu dziecka. Porozmawiamy z dyrektorką i wychowawcami.

          - To niesłychane, że o tak drastycznych sprawach dowiadujemy się z prasy - mówi
          Katarzyna Piekarska (SLD), przewodnicząca sejmowej komisji sprawiedliwości i
          praw człowieka. - Gdzie w tym wszystkim jest nadzór ministerstwa? Obawiam się,
          że wydarzenia opisane przez was to wierzchołek góry lodowej. Tej sprawy nie
          możemy zostawić. Konieczne są badania nad zjawiskiem przemocy w domach dziecka
          i szersza opieka psychologiczna - mówi Piekarska, która zamierza zgłosić w
          Sejmie interpelację w tej sprawie.



          --------------------------------------------------------------------------------

          Wydarzenia potwierdzone

          Rozmawiała Małgorzata Kozerawska 19-01-2003

          Rozmowa z Mirosławem Kaczmarkiem, dyrektorem zespołu badań i analiz biura
          rzecznika praw dziecka, szefem ekipy wizytującej dom dziecka przy ul.
          Małachowskiego w Łodzi.

          Małgorzata Kozerawska: Wizytacja już się zakończyła. Czy potwierdziliście
          państwo wydarzenia opisane przez "Gazetę"?

          Mirosław Kaczmarek: Na pewno miały miejsce dwa wydarzenia: doszło do zachowań o
          charakterze seksualnym wobec najmłodszych wychowanków domu dziecka i do
          samosądu. To znaczy najstarsi wychowankowie pobili tych wykorzystujących
          maluchy. Poza tym w przeszłości doszło do innych incydentów, w których
          przejawiały się dziwne zachowania seksualne dzieci. Zostały jednak
          zbagatelizowane. Wszystko razem daleko wybiega poza przyjęte normy i jest
          naganne.

          Zatem opisane przez nas zachowania nie są "normalne dla wieku", jak twierdzi
          dyrekcja placówki?

          - Nie, to był wypadek nadzwyczajny. Ale to nie znaczy, że nie mógł się zdarzyć.
          Większość tego typu zachowań występuje w dużych zbiorowiskach dzieci i
          młodzieży. A dom przy ul. Małachowskiego jest właśnie taką placówką, bo
          przebywa w niej blisko 80. wychowanków.

          Jeśli był to wypadek nadzwyczajny, to chyba należało go oficjalnie zgłosić i
          poszukać pomocy?

          - Oczywiście. To był błąd, że próbowano poradzić sobie z problemem własnymi
          siłami. Między innymi dlatego, że nie ma określonych procedur, jak postępować w
          podobnych sytuacjach. Trzeba stworzyć przepisy, które nakażą dokładnie
          udokumentować takie wydarzenie nadzwyczajne, przeprowadzić postępowanie
          wyjaśniające i zawiadomić nadzór. Ten powinien doradzić, jak rozwiązać problem.
          Takie szczegółowe przepisy są w edukacji. Kiedy domy dziecka przeszły z MEN do
          opieki społecznej powstała dowolność. I tak było w tym przypadku. Każdy coś
          robił, ale nie to, co trzeba.

          Kto zawinił? System, czy ludzie?

          - Zbadaliśmy, na ile wychowawcy i pedagodzy angażują się w pracę z dziećmi,
          współpracują ze szkołą. Było z tym różnie, jak w każdym środowisku. Chciałbym
          uniknąć oskarżeń personalnych. Ogólnie wiadomo, że wszędzie tam, gdzie są dobre
          relacje i więzi między dorosłymi opiekunami i dziećmi nie dochodzi do tak
          skrajnych przypadków. W tym domu dziecka młodzież wzięła sprawy w swoje ręce. A
          zatem dobrej współpracy i zaufania nie było. Zlekceważono wcześniejsze sygnały
          i zachowania świadczące, że dzieci przejawiają w sposób niewłaściwy
          zainteresowania sferą seksu i intymności. Już wtedy należało się zastanowić,
          gdzie tkwi przyczyna. Mogły to być doświadczenia wyniesione z domu rodzinnego,
          ale przez kilka lat pobytu dziecka w placówce opiekunowie powinni się z tym
          problemem uporać. Tak się nie stało. Co więcej, dorośli okazali się zupełnie
          bezradni.

          Dlaczego?

          - Bo podczas studiów na pedagogice sygnalizuje się, że dzieci mogą przejawiać
          dziwne zachowania seksualne, ale nie mówi się, co z nimi zrobić. Jak rozmawiać
          z młodzieżą. Dlatego wychowawcy niechętnie ujawniają takie sprawy i starają się
          je bagatelizować. Wiem o tym, bo w innych placówkach - gdzie wystąpiły podobne
          problemy - reakcje wychowawców były identyczne jak w Łodzi.

          Zło tkwi również w przygotowaniu metodycznym kadry na polskich uczelniach.
          Przez wiele lat nauczano, że należy wychowywać przez oddziaływanie grupy. I
          pomylono oddziaływanie socjalizacyjne grupy na jednostkę z wpływem starszego
          brata, czy siostry. Ja to nazywam zsocjalizowanym "Korczakiem". W efekcie pewne
          rozstrzygnięcia konfliktów oddawano w ręce "starszym" grupy. Idee korczakowskie
          zostały strywializowane. I choć dziś uważamy, że proces wychowania zachodzi
          przede wszystkim między konkretnym wychowawcą i konkretnym dzieckiem plus
          oddziaływanie grupy - wielu pedagogów tego nie rozumie i nie potrafi
          zastosować. Dlatego dzieci czasem wyręczają dorosłych.

          Co będzie z domem dziecka przy ul. Małachowskiego w Łodzi?

          - Musimy pomóc placówce, bo to, co dotąd zrobiła własnymi siłami, jest
          niewystarczające. Chcemy tam skierować swoich doświadczonych terapeutów i
          seksuologów. Ale przede wszystkim potrzebny jest spokój. Publikacje o dość
          ostrych tytułach nie poprawiają atmosfery. Dzieci czują się naznaczone, boją
          się i wstydzą wychodzić poza dom. Kadra też.

          Wolałabym, aby dzieci wstydziły się tego, co zrobiły, a dorośli, że nie
          potrafili im wcześniej pomóc. Wstydzenie się, bo dziennikarz o czymś napisał,
          jest stawianiem problemu na głowie. Ta sprawa uświadomiła chyba wszystkim, jak
          mało wiemy, co dzieje się w placówkach opiekuńczych dla dzieci. Czy rzecznik
          praw dziecka ma zamiar coś z tym zrobić?

          - W 2001 roku wizytowaliśmy zakłady poprawcze i schroniska dla nieletnich. Na
          ten rok zaplanowaliśmy podobne działania w domach dziecka i w ośrodkach szkolno-
          • wgfc Re: Obniża się granica inicjacji - cd. 19.06.04, 11:48
            W 2001 roku wizytowaliśmy zakłady poprawcze i schroniska dla nieletnich. Na ten
            rok zaplanowaliśmy podobne działania w domach dziecka i w ośrodkach szkolno-
            wychowawczych. Można powiedzieć, że publikacja w "Gazecie" przyspieszyła
            realizację tych zamierzeń, a łódzka placówka została w trybie interwencyjnym
            włączona do planu.

            Co chcecie państwo sprawdzić?

            - Przede wszysctkim, czy przestrzegane są prawa dziecka w relacjach z dorosłymi
            i między wychowankami. I czy dorośli oraz instytucje wywiązują się ze swoich
            obowiązków. W Polsce jest ponad 300 domów dziecka, wybierzemy grupę
            reprezentatywną - zarówno pod względem liczebności jak i rozmieszczenia.
            Sprawdzimy, czy oprócz deklarowanego przez kadrę "ciepełka" jest w tych
            placówkach ciepła atmosfera dla dzieci. To jedno z najważniejszych pytań, na
            które chcemy odpowiedzieć. Myślę, że prezentacja raportu nastąpi we wrześniu.



            --------------------------------------------------------------------------------

            Dyrektorka z naganą, wychowawczynie wyrzucone

            Małgorzata Kozerawska 28-02-2003, źródło Gazeta Wyborcza

            Dwie wychowawczynie muszą szukać nowej pracy, a dyrektorka dostała tylko naganę
            z wpisaniem do akt. Taką decyzję podjął wiceprezydent Łodzi Karol Chądzyński po
            zapoznaniu się z wynikami kontroli w Domu Dziecka nr 5 przy ul. Małachowskiego.

            A wszystko to po publikacjach w "Gazecie", które wstrząsnęły całą Polską. W
            kilkutygodniowym śledztwie ustaliliśmy, że w Domu Dziecka nr 5 w Łodzi od lata
            2002 r. powtarzały się patologiczne zachowania wychowanków wobec kilkuletnich
            maluchów. Chłopcy w wieku 10-12 lat zmuszali najmłodsze dzieci, aby brały do
            buzi ich genitalia. Jeden ze średniaków regularnie molestował malca, z którym
            mieszkał w pokoju. Personel wiedział o tym, ale nie reagował. Wreszcie 17
            listopada 2002 r. nie wytrzymali najstarsi wychowankowie i ukarali
            molestujących, bijąc ich pasem. Przywódca samosądu, 19-letni niepełnosprawny
            Piotr Yasin, został za to wyrzucony do schroniska dla bezdomnych, pozostali
            otrzymali nagany.

            Dyrekcja bagatelizowała wydarzenia i ograniczała je do jednego epizodu.
            Regionalny konsultant ds. seksuologii, dr Aleksandra Robacha, nie miała jednak
            wątpliwości: - "Branie do buzi" i pobicie to zachowania z tej samej kategorii
            przemocy. Mamy tu do czynienia z falą charakterystyczną dla środowisk
            zamkniętych, jak wojsko czy więzienie.

            Publikacja wywołała natychmiastowy odzew. Resort gospodarki i pracy zlecił
            przeprowadzenie kontroli przez nadzór wojewody. Także rzecznik praw dziecka
            wysłał swoich wizytatorów. - Nie słyszałem o równie drastycznym przypadku.
            Kadra zachowała się bardzo nieprofesjonalnie - mówił Paweł Jaros.

            W sprawie łódzkiego domu dziecka i zjawiska fali przewodnicząca sejmowej
            komisji sprawiedliwości Katarzyna Piekarska wystąpiła z interpelacją do
            Ministerstwa Gospodarki, Pracy i Polityki Społecznej Niebawem kontrolerów do
            Łodzi przyśle NIK.

            Po sześciu tygodniach od publikacji wiceprezydent Łodzi Karol Chądzyński podjął
            decyzje personalne. Choć kontrole rzecznika praw dziecka i z nadzoru
            wojewódzkiego potwierdziły w pełni zjawiska opisane przez "Gazetę", Chądzyński
            odniósł się tylko do faktów z nocy 17 listopada 2002 r.

            Dyrektor Bożena Radzikowska otrzymała naganę z wpisaniem do akt "za brak
            nadzoru nad prawidłowością przebiegu pracy nauczycieli pełniących tej nocy
            dyżur". - To prawda, że dyrektor odpowiada za kadrę. Ale jeśli kadra nie
            informowała pani dyrektor o nieobyczajnych zachowaniach dzieci, to nie można
            jej bardziej surowo ukarać. Tym bardziej że wcześniej miała dobrą opinię -
            wyjaśnił Chądzyński.

            Dwie wychowawczynie, które miały dyżur w dniu samosądu, muszą szukać nowej
            pracy. Chądzyński: - Zostaną zwolnione za brak informacji i przyzwolenie, by
            najstarsi wychowankowie wzięli sprawy w swoje ręce.

            Naganę z wpisaniem do akt dostaną wychowawczyni z nocnej zmiany i dozorca.

            - Zwróciłem też uwagę pracownikom Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, że w
            chwili ujawnienia przez prasę patologicznych zachowań zamiast przyczynić się do
            naprawy karygodnej sytuacji, oceniali chłopaka, który o wszystkim doniósł
            prasie. On nie był w porządku, ale brudne mydło też pierze - powiedział
            prezydent Chądzyński.

    • gagunia Re: 11-latka urodziła dziecko 19.06.04, 14:39
      sloggi napisał:

      Lekarze do ostatniej chwili wierzyli, że poród będzie naturalny, ale
      > okazało się konieczne cesarskie cięcie.
      >

      naturalny porod?? smile to albo ci na onecie nezle namieszali, albo ukraincom juz
      sie w tych ukrainskich glowach niezle miesza. nawet jak juz jest dojrzala do
      zajcia w ciaze, to porod naturalny jest zbyt duzym obciazeniem dla
      jedenastoletniego organizmu i wiaze sie z duzym ryzykiem powiklan zarowno dla
      matki jak i dziecka. w polsce jest to niedopuszczalne. w takich przypadkach
      zawsze lekarz zleca rozwiazanie przez cesarke.
Pełna wersja