Zdycha czy umiera?

26.01.10, 09:23
Ponioslo mnie dzisiaj na "loże" i przeczytałem tam wątek o "umieraniu" psa.
Gdy byłem maly babcia miała takiego, sterego kundelka. Gdy nadszedł juz jego
czas zacząłem wyć, że Kajtek umiera. Pamietam jaki wykład mi babcia zrobila,
wręcz mnie skrzyczala. "Pies nie umiera, pies zdycha a zwierzęta gospodarskie
"padają" - Umiera tylko człowiek."
Od tamtej pory minęło ponad 50 lat, ale nadal razi mnie gdy ktoś mowi ,ze
zwierze umiera.
Jak to jest w Waszej "okolicy"?
    • iwa_ja Re: Zdycha czy umiera? 26.01.10, 09:39
      Dla mnie pies czy kot zdychał dopóki na moich kolanach nie umierał mój własny Rudi.
      Umiera pies, którego kochamy. Zdycha, zdaniem tych, którzy nigdy naprawdę nie
      byli przywiązani do swojego zwierzęcia...
      • piotr-55 Re: Zdycha czy umiera? 26.01.10, 09:47
        iwa_ja napisała:

        Zdycha, zdaniem tych, którzy nigdy naprawdę nie
        > byli przywiązani do swojego zwierzęcia...

        Trudno mi sie z Tobą zgodzic. Wydaje mi sie ,ze jest to kwestia pojęć a nie
        uczuc, ale rozumiem tez zdanie przeciwne. Sam bylem bardzo przywiazany do trzech
        kotow i jednego psa, ale nigdy nawet mi do glowy nie przyszło pomyslec , że
        umierały.
        • agulaszek Re: Zdycha czy umiera? 26.01.10, 09:52
          moze to kwestia pokolenia może wychowania, moja babcia też by mi chyba dała
          scierą przez łeb gdybym powiedziala, że zwierze umiera
          • piotr-55 Re: Zdycha czy umiera? 26.01.10, 10:00
            myslę, że to kwestia jakoś związana tez z religia. Nie jestem katolikiem ,ale
            wiem, ze jest w katolicyżmie mowa o "cudzie narodzin" i " powadze śmierci". To
            moze byc jakos powiązane. Szkoda, że nie ma tu Gipsy, ona jest mocna w te
            klocki, zaraz by nas oświeciła.
            • sibeliuss Re: Zdycha czy umiera? 26.01.10, 10:06
              Określona grupa ludzi też zdycha, tego jestem pewny.
              • rudka.a Re: Zdycha czy umiera? 26.01.10, 10:10
                W odniesieniu do ludzi, to określenie jest pogardliwe...
                • piotr-55 Re: Zdycha czy umiera? 26.01.10, 10:18
                  Tośta, koleżanko ameryki nie odkrylibig_grinbig_grinbig_grin
                  O to własnie chodzi. Wiele osob , swoim zyciem, zasługuje sobie na pogarde,
                  chociaz w pismie powiedziano "nie oceniaj". No, ale nie wszyscy musimy "pisma"
                  "sluchac".
                  • rudka.a Re: Zdycha czy umiera? 26.01.10, 10:23
                    piotr-55 napisał:

                    > Tośta, koleżanko ameryki nie odkrylibig_grinbig_grinbig_grin


                    Żem na wszelki wypadek napisała, gdybys miał inne zdanie big_grin
              • piotr-55 Re: Zdycha czy umiera? 26.01.10, 10:12
                gdybym sie nie bał , że mnie Pieskuba rozszarpiebig_grin to bym powiedzial ,ze duuuuza
                część, o ile nie wiekszośc. Takie roawazania zawsze kojarza mi sie z piosenka
                Stanislawa Grzesiuka : "...[b]jakie życie ,taki zgon..."zdechł jak pies"(jest
                nawet takie powiedzenie "zdechł jak pies". Teraz dopiero mi sie przypomnialo).
                • pieskuba Re: Zdycha czy umiera? 26.01.10, 10:14
                  Ja jestem łagodny pies :o)
                  • piotr-55 Re: Zdycha czy umiera? 26.01.10, 10:20
                    Zapamietamsmile
                    Ja raczej jestem kot, i juz mi sie ogon jeżyl big_grinbig_grinbig_grinbig_grin ale skoro jestes lagodny
                    to "spuszcze troche powietrza" z siebie smile
                    • pieskuba Re: Zdycha czy umiera? 26.01.10, 10:33
                      Szczególnie łagodny wobec kotów :o)
              • gazeta_mi_placi Re: Zdycha czy umiera? 26.01.10, 11:49
                To prawda.
      • agulaszek Re: Zdycha czy umiera? 26.01.10, 09:50
        dla mnie tez mój Misiek umarł, zreszta dla mnie zawsze zwierzęta umierają,
        odchodzą, opuszczają nas ale nie zdychają ten wyraz ma dla mnie wyjatkowo
        pejoratywne znaczenie
        • rudka.a Re: Zdycha czy umiera? 26.01.10, 10:01
          Jak to jest w Waszej "okolicy"?


          Zdycha...gdyby stało sie teraz coś z moim Borysem powiedziałabym, że
          zdechł, a nie umarł...chociaż to mój pupilek smile
          • agulaszek Re: Zdycha czy umiera? 26.01.10, 10:21
            czyli to jednak kwestia pojmowania oddźwieku słowa

            i głaskanko dla Boryska smile
            • rudka.a Re: Zdycha czy umiera? 26.01.10, 10:25
              agulaszek napisała:

              > czyli to jednak kwestia pojmowania oddźwieku słowa
              >
              > i głaskanko dla Boryska smile


              Nie inaczej smile) jak tam Szczurek?wink))
              • piotr-55 Re: Zdycha czy umiera? 26.01.10, 10:27
                Ty tego pingwina ubij jak psa, bo mnie wku...a <zły>
                • rudka.a Re: Zdycha czy umiera? 26.01.10, 10:58
                  Im bardziej jesteś wq....zdenerwowany, tym więcej ich się
                  klonuje big_grinbig_grin
                  • piotr-55 Re: Zdycha czy umiera? 26.01.10, 11:01
                    wezme zaraz kałacha i upierdnicze wszystkie... razem z wiewiórą big_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grin
                    • rudka.a Re: Zdycha czy umiera? 26.01.10, 11:08
                      ..żebys nie
                      musiał tego odszczekiwać
                      tongue_outtongue_out
      • bubster Re: Zdycha czy umiera? 10.02.10, 10:44
        Też tak sądze. Umiera zwierze, na którym nam zależalo, z którym
        byliśmy emocjonalnie związani.
    • pieskuba Re: Zdycha czy umiera? 26.01.10, 09:59
      Zwierzęta umierają. Aczkolwiek moja babcia też miała na ten temat
      inne zdanie. Jednak, w przeciwieństwie do Ciebie nie przejęłam
      poglądów babci.
      • piotr-55 Re: Zdycha czy umiera? 26.01.10, 10:02
        pieskuba napisała:

        Jednak, w przeciwieństwie do Ciebie nie przejęłam
        > poglądów babci.

        I oczywiście uwazasz ,ze własnie o tyle jestes ode mnie lepsza ?

        • anmanika Re: Zdycha czy umiera? 26.01.10, 10:04
          Dla mnie ten kto ma duszę i uczucia - umiera. Każdy właściciel psa, kota itepe
          wie, że ich ukochane stworzenia mają i duszę i uczucia.
        • pieskuba Re: Zdycha czy umiera? 26.01.10, 10:10
          Ależ jak najdalsza jestem od takiego myślenia! Jeśli tak to
          zrozumiałeś to na wszelki wypadek przepraszam. Po prostu nie
          zgodziłam się z babcią, pozostałam przy swoim zdaniu. Twoja babcia
          miała najwyraźniej większy dar przekonywania :o)
          • piotr-55 Re: Zdycha czy umiera? 26.01.10, 10:15
            A to ok.
            Tak, moja babcia miała ogromny wplyw na moje wychowanie.
            Praktycznie zgadzam sie w 100% z jej pogladami, z jednym maleńkim wyjątkiem- ja
            nie jestem antysemitą.
            • anoagata Re: Zdycha czy umiera? 26.01.10, 10:40
              Dla mnie umieranie kojarzy się z ceremonią pogrzebową,natomiast gdy zdechnie to
              wystarczy *to* zakopać.Byłam świadkiem rozmowy jak mąż powiedział do żony-jak
              zdechne to mozesz mnie zakopać pod płotem.
              • piotr-55 Re: Zdycha czy umiera? 26.01.10, 10:49
                anoagata napisała:

                > Dla mnie umieranie kojarzy się z ceremonią pogrzebową,natomiast gdy zdechnie to
                > wystarczy *to* zakopać.

                Bardzo celnie to ujęłaś, myślę identycznie, chociaz dopiero teraz to skojarzyłem. smile

                Byłam świadkiem rozmowy jak mąż powiedział do żony-jak
                > zdechne to mozesz mnie zakopać pod płotem.

                Przy takiej mundrości to i tak mial za duze wymagania.
                Powinien kobicinie wystarczyc 160litrowy worek i pojemnik MPO.
                • anoagata Re: Zdycha czy umiera? 26.01.10, 11:11
                  No niby tak ale wywóz kosztuje,natomiast takie zakopanie jest już zupełnie gratis.
    • damakier1 Re: Zdycha czy umiera? 26.01.10, 11:21
      Wszystko, co się rodzi również umiera. Rodzą się i umierają ludzie,
      zwierzęta, rośliny a i pojęcia. Nikogo nie razi powiedzenie
      umiera las, umarła tradycja
      itp. Problem jest tylko w
      odniesieniu do zwierząt. Isnieje dość powszechny pogląd, że ma
      znaczenie religijne - odbierając zwierzęciu prawo do umierania
      zaznacza się, że jest ono, w odróżnieniu od człowieka,
      pozbawione duszy. Ja jednak myślę, że potrzeba znalezienia odrębnego
      określenia na umieranie zwierzęcia, wzięła się z tego, jak ludzie
      zwierzęta traktują. Trudno by było przykuć psa łańcuchem do lichej
      budy i trzymać go tam tak długo aż umrze. Co innego, gdy zdechnie
      , wtedy można spokojnie przykuć następnego. Zdychanie, w
      odróżnieniu od umierania nie niesie ze sobą tragizmu i majestatu
      śmierci. Istota, która zdycha nie zasługuje na współczucie ani
      szacunek. Nie musimy czuć wstydu ani wyrzutów sumienia za to, jakie
      życie zgotowaliśmy naszemu psu zanim zdechł.
      Zwierzęta gospodarskie padają. To bardzo trafne określenie,
      bo to, co je spotyka - to absolutny upadek. Trudno by było
      ludziom wysłać w daleką podróż do ubojni transport zwierząt w
      straszliwym ścisku, bez wody i karmy, wiedząc, że będą one ze stresu
      i wycieńczenia padały w drodze tak długo, aż umrą. Doprowadzić swym
      okrutnym działaniem zwierzę do śmierci? - to podłe! Co innego, gdy
      ono tylko padnie.

      Nie chce, broń Boże, sugerować, że każdy, kto się wzdrga przed
      użyciem zwrotu umiera w stosunku do zwierzęcia jest sadystą i
      okrutnikiem. Słowa wchodzą do języka długo i krętymi ścieżkami. Ich
      znacznia ewoluują w długotrwałych procesach. W końcu zagnieżdżają
      sie w mowie i po prostu ich używamy...
      Ale jestem głęboko przekonania, że ta potrzeba odebrania zwierzęciu
      prawa do umierania nawet w sferze językowej, w dużym stopniu wzięła
      się właśnie z tego, o czym napisałam.
      • ewa9717 Re: Zdycha czy umiera? 26.01.10, 11:42
        Moje psy umarły. I - umierają inne zwierzęta, bez względu na to, co
        ktoś mówi.
      • piotr-55 Re: Zdycha czy umiera? 26.01.10, 12:10
        damakier1 napisała:
        Trudno by było
        > ludziom wysłać w daleką podróż do ubojni transport zwierząt w
        > straszliwym ścisku, bez wody i karmy, wiedząc, że będą one ze stresu
        > i wycieńczenia padały w drodze tak długo, aż umrą. Doprowadzić swym
        > okrutnym działaniem zwierzę do śmierci? - to podłe! Co innego, gdy
        > ono tylko padnie.

        Chyba sie trochę zagalopowałas.
        Pojęcie "upadku" zwierzat gospodarskich ma swoja konotacje conajmniej od
        XIXwieku, kiedy jeszcze nikomu nawet do głowy nie przychodziło "transportowanie
        zwierzat w strasznych warunkach"! Wowczas zwierzęta "biło " sie albo na miejscu
        ,albo w rzeźni ,do ktorej zwierzeta były "pedzone" na wlasnych nogach.
        A poza tym pojecie "padadniecia" zwierzat jest chyba oficjalnym stwierdzeniem
        faktu przez sluzby weterynaryjne.
        >
        > Nie chce, broń Boże, sugerować, że każdy, kto się wzdrga przed
        > użyciem zwrotu umiera w stosunku do zwierzęcia jest sadystą i
        > okrutnikiem. Słowa wchodzą do języka długo i krętymi ścieżkami. Ich
        > znacznia ewoluują w długotrwałych procesach. W końcu zagnieżdżają
        > sie w mowie i po prostu ich używamy...
        > Ale jestem głęboko przekonania, że ta potrzeba odebrania zwierzęciu
        > prawa do umierania nawet w sferze językowej, w dużym stopniu wzięła
        > się właśnie z tego, o czym napisałam. Nie bardzo widze zwiazek z podlościa o
        ktorej piszesz.
        Natomiast przypadki ktore opisujesz sa zwykłym przestepstwem i podlegaja pod
        kodeks karny ,a nie oceny moralne czy, tym bardziej, slowno-językowo- pojeciowe.
        • damakier1 Re: Zdycha czy umiera? 26.01.10, 12:40
          piotr-55 napisał:
          > Chyba sie trochę zagalopowałas.
          > Pojęcie "upadku" zwierzat gospodarskich ma swoja konotacje
          conajmniej od
          > XIXwieku, kiedy jeszcze nikomu nawet do głowy nie
          przychodziło "transportowanie
          > zwierzat w strasznych warunkach"! Wowczas zwierzęta "biło " sie
          albo na miejscu
          > ,albo w rzeźni ,do ktorej zwierzeta były "pedzone" na wlasnych
          nogach.

          Podałam po prostu jeden z przykładów, akurat współczesny. Nie miej
          złudzeń, że "bicie na miejscu" albo "pędzenie na własnych nogach"
          było daleko bardziej humanitarne.

          > A poza tym pojecie "padadniecia" zwierzat jest chyba oficjalnym
          stwierdzeniem
          > faktu przez sluzby weterynaryjne.

          No jest, ale rozmawiamy o tym dlaczego razi nas forma "umieranie" w
          stosunku do zwierząt i wolimy nawet w mowie potocznej używać
          urzędowego pojęcia "padnięcie".

          > Natomiast przypadki ktore opisujesz sa zwykłym przestepstwem i
          podlegaja pod
          > kodeks karny ,a nie oceny moralne czy, tym bardziej, slowno-
          językowo- pojeciowe

          Tak? To przejedź się do pierwszej lepszej fermy wielkoprzemysłowej.

          Czy tego chcesz, czy nie - w dyskusji o semantyce i o języku w ogóle
          nie unikniemy odnoszenia się do "życia", bo język jest życia
          odzwierciedleniem.


      • matti.x Re: Zdycha czy umiera? 26.01.10, 12:58
        Nie chcę, broń Boże, sugerować, że się z Tobą nie zgadzam, zwłaszcza, że się zgadzam smile

        Niemniej… w tym, co piszemy dostrzegam pewną opozycję okoliczności: z jednej strony mamy właścicieli zwierząt posiadanych dla towarzystwa, bliskości, itd. (jak po polsku powiedzieć „pet”?), z drugiej zwierzęta gospodarskie, z trzeciej wreszcie te, które są właśnie w drodze do ubojni.

        Jeśli zwierzę gospodarskie umiera, to idąc twoim tropem, gospodarz je zabija. Czy to go czyni zabójcą? Z kolei, jeśli co roku zdarza mu się zabić świnię, krowę, królika, musi się na tę okoliczność jakoś emocjonalnie uodpornić. Ja jestem dzieckiem miejskim, ale z tego co wiem, na wsiach bywało i tak, że prosiło się o taką przysługę czy to sąsiada, czy kogoś z rodziny, kto się zwierzętami na co dzień nie opiekował.

        Z podobnie zasłyszanych historii wynika też, że ten sam gospodarz, któremu pies zdycha a nie umiera, bynajmniej nie musi go wiązać łańcuchem do lichej budy. Owszem, za parę miesięcy pies pewnie zdechnie, bo już mu stuknęło osiem wiosen, ale póki co, gospodarz po powrocie do domu, zanim sam siądzie do stołu, najpierw zapyta: „A pies jod?

        Ogólne pytanie jest więc takie: na ile nasza mięsożerność może być humanitarna i czy przypadkiem nie jest to oksymoron? A jeśli jest, to w którym miejscu tego języka, który nam długotrwale ewoluuje należałoby znaleźć miejsce na uczciwość rozsądnie wyważoną względem poprawności politycznej czy też innych zabiegów, których celem bardziej niż ulżenie doli zwierząt może się okazać ulżenie doli własnego sumienia?
        • piotr-55 Re: Zdycha czy umiera? 26.01.10, 13:32
          co do "bicia" zwierzat gospodarskich to nie slyszałem zeby "bil' ktos inny z
          powodow "sentymentalnych". Jesli "bije" ktos obcy to przewaznie dlatego ze
          gospodarz po prostu nie umie. Wbrew pozorom wcale nie jest ot takie proste. Kure
          czy kaczke zabije byle jełop, ale zabić świnie tak zeby niczego nie zniszczyc i
          nie zanieczyscic to juz nie jest taka prosta sprawa. Nie mowie juz o bydle,
          gdzie zabicie krowy czy 700 kg byka, bez specjalistycznego sprzetu, i sporych
          umiejetnosci moze byc niebezpieczne dla życia. Pamietam jak kiedys mielismy
          ogromna maciore, miala ze 400kg. Była strasznie zła, atakowała ludzi, rzucała
          sie na żerdzie jak tylko czlowieka zobaczyła. A musisz wiedziec, że taka swinia
          moze odgryźć czlowiekowi noge jednym kłapnieciem ryja. W koncu nas zeźlila i
          postanowilismy ja ubić. ale miała taka zła slawe ,ze nawet wiejski'rzezak" nie
          chcial jej zabic a i my sie balismy. W koncu, rada w rade, postanowilismy ja
          zastrzelic z posiadanego "Margolina". Tak tez zrobilismy, bez wiekszych zreszta
          problemow. Nie wiem jak ,dowiedział sie o tym znajomy lesniczy. Przyjechał i
          sklął nas od najgorszych. z potoku słow i przeklenstw wywnioskowałem, ze
          shańbilismy bron i kule, bo do swini sie nie strzela. Swinie zabija sie kołkiem
          i nozem. Tak ,ze to nie jest takie proste z tym zabijaniem zwierzat
          gospodarskich. Tez jestem miastowy, ale przez kilka lat, po stanie wojennym,
          mialem społkę rolna.
          • matti.x Re: Zdycha czy umiera? 26.01.10, 13:43
            Jeśli chodzi o sentymenty, to oczywiście nie stwierdzę skali. Zupełnie
            przypadkiem to wyszło, przy okazji jakichś rozmów, dwukrotnie. Poza tym, sam
            miałem możność obserwować (w pewnym, ahem, zakresie) jak teść poprosił zięcia o
            ubicie czterech królików, a także oskórowanie (czy jak to się nazywa) oraz
            wykonanie całej reszty czynności powiązanych. Prosił nie dlatego, że sam nie
            umie. Tyle, że to nie rolnik, ale małomiasteczkowy działkowiczsmile.

            O ile miałem niejaką trudność w uczestniczeniu (biernym) w całej procedurze, to
            jakoś potem trudności w szamaniu okazały się mniejsze.
        • damakier1 Re: Zdycha czy umiera? 26.01.10, 13:58
          matti.x napisał:

          > Jeśli zwierzę gospodarskie umiera, to idąc twoim tropem, gospodarz
          je zabija. C
          > zy to go czyni zabójcą? Z kolei, jeśli co roku zdarza mu się zabić
          świnię, krow
          > ę, królika, musi się na tę okoliczność jakoś emocjonalnie
          uodpornić.
          Tu chyba trafiłeś w sedno! Musiał człowiek to zwierzęce
          umieranie jakoś inaczej nazwać dla własnej higieny psychicznej.
          Generalnie ludzie są "nie w porządku" wobec zwierząt i stąd pewnie
          była potrzeba "pomniejszenia" zwierzęcego umierania również
          semantycznie. Tyle, że ci, którzy mają zwierzęta za towarzyszy życia
          bywają skłonni do "uczłowieczania" ich i im zwierzęta
          raczej "umierają". Ci, którzy traktują zwierzęta wyłącznie użytkowo
          raczej z tym się nie godzą. Ale oczywiście są od tej reguły wyjątki,
          nawet bardzo liczne. W każdym razie absolutnie nie oceniałabym
          człowieka i jego stosunku do zwierząt wyłącznie po tym, jakiego
          terminu w stosunku do śmierci zwierzęcia użyje.
          • matti.x Re: Zdycha czy umiera? 26.01.10, 14:42
            Zauważ, ile mamy potocznych określeń na śmierć człowieka, który nie jest nam
            bliski: kipnął, przekręcił się, walnął w kalendarz, wyjechał nogami do przodu ...
            Ile ciekawostek się zdarza w języku lekarskim. Z zasłyszanych: "zatrzymał się w
            tramwaju" (zatrzymanie akcji serca), "po trzech miesiącach gryzła korzonki",
            "pacjent pogarsza", itd.

            Śmierć nas przekracza. A jeśli nie zdarza się blisko, łatwiej od niej
            uciekać poprzez dystans emocjonalny, który przejawia się w słowie.
    • katja_24 Re: Zdycha czy umiera? 26.01.10, 11:48
      Moj pies umarl. Byl czlonkiem rodziny, wychowalam sie przy nim i
      bardzo go kochalam.
      Psa, ktorego mam teraz, tez bardzo kocham i kiedy przyjdzie koniec
      jego zywota, na pewno nie powiem, ze zdechl. Okropne slowo,
      pozbawione uczucia i jakiejkolwiek godnosci.
      • piotr-55 Re: Zdycha czy umiera? 26.01.10, 12:02
        katja_24 napisała:

        Okropne slowo,
        > pozbawione uczucia i jakiejkolwiek godnosci.

        Tu sie nie zgadzam. Nie ma "zlych" słow, to tylko zbior liter. To my nadajemy im
        takie ,a nie inne znaczenie. Dla Ciebie slowo to ma wydzwiek pejoratywny, braku
        szacunku. A dla mnie nie, dla mnie po prostu oznacza TYLKO kres zycia awierzęcia
        domowego.
        Ale intencje rozumiem.
        • ewa9717 Re: Zdycha czy umiera? 26.01.10, 12:52
          Czy chcesz, czy nie, są złe słowa, nawet jeśli są tylko - jak ty
          uważasz - zbiorem liter. Owszem, kiedyś być może nadaliśmy im to
          złe znaczenie i się utrwaliło, wyrażają pogardę. Są słowa, które
          ranią. Takim jest też "zdechnij" traktowane często jako przekleństwo.
          • piotr-55 Re: Zdycha czy umiera? 26.01.10, 12:57
            jest powiedzenie " obyś tak zdechl"!
            ale odnosi sie ono tylko do ludzi. Oznacza "odmowe" człowieczenstwa, pogarde dla
            danej istoty ludzkiej ,a nie dla zwierząt.
        • katja_24 Re: Zdycha czy umiera? 26.01.10, 12:59
          Dokladnie, dla mnie to slowo jest nacechowane bardzo negatywnie,
          dla Ciebie nie. I w porzadku.
    • kriss67 Re: Zdycha czy umiera? 26.01.10, 13:40
      Moje kotki, które juz do Kociego Raju, zdecydowanie umarły...
    • the_dune Re: Zdycha czy umiera? 26.01.10, 15:01
      mówię, że odchodzi
      jakoś "zdychanie" nie pasuje mi do zwierząt, które były przy mnie, w mojej
      rodzinie wiele lat...
      hmmm, ciekawy temat, muszę pomyśleć, czy kury też odchodzą crying
      • kriss67 Re: Zdycha czy umiera? 26.01.10, 15:04
        Kury to ..hm..kończą w garnku..
        • czarna9610 Re: Zdycha czy umiera? 26.01.10, 17:07
          Jest jeszcze jedno określenie pies padł i brzmi lepiej niz zdechł.
          • sibeliuss Re: Zdycha czy umiera? 26.01.10, 17:13
            Unikam dosadności, mimo że to zwierzę - to jest przykre gdy
            odchodzi, bo czasami zwierzak jest o wiele lepszym kompanem niż
            niejeden człowiek.
          • skiela1 Re: Zdycha czy umiera? 26.01.10, 17:24
            czarna9610 napisała:

            > Jest jeszcze jedno określenie pies padł

            Moj ojciec zawsze uzywal takiego okreslenia.
            Ja mowie zdechl.
            • dwa-filary Re: Zdycha czy umiera? 26.01.10, 20:11
              a ja mówię odszedł.
              • horpyna4 Re: Zdycha czy umiera? 26.01.10, 21:56

                To ja wspomnę o pewnej ciekawostce z dawnych lat (ponad pół wieku
                temu).

                Powszechnie uważano, że umiera to człowiek, a zwierzę zdycha. Ale
                był wyjątek: pszczoła. Pszczoła nie zdycha, pszczoła ginie. Nie
                wolno było powiedzieć, że zdycha.

                I tak mówili ludzie już wtedy mocno starsi.

                • pia.ed Re: Zdycha czy umiera? 26.01.10, 22:26

                  Moze nie tylko pszczoła ginie ... pewnie komary i muchy tez.
                  • piotr-55 Re: Zdycha czy umiera? 27.01.10, 07:42
                    tez masz racje, ale juz w troche innym znaczeniu. Pszczoła "ginęła" a muchy i
                    komary" wyginęły" smile czyli było to stwierdzenie faktu ze ich nie ma, ale nie
                    odnosiło sie do jednostek tak jak w przypadku pszczoły.
                • piotr-55 Re: Zdycha czy umiera? 27.01.10, 07:40
                  Masz racje, tak bylo, tez sobie przypominam. I nie wolno było zabic pszczoły,
                  nawet jak latała po chałupie to trzeba było otworzyc okno i wypedzic a nie
                  zabijac. (w przeciwienstwie do wszystkich innych owadow oprocz bozej krowki,
                  ktora nalezało zlapac i wyrzucic na dwor).smile
          • pia.ed Re: Zdycha czy umiera? 26.01.10, 21:54

            Pada tylko bydlo... ... ... "Jalowka Borynie padła."




            pies padł
            • anoagata Re: Zdycha czy umiera? 26.01.10, 22:12
              Moze u was w szerokim świecie to i sie umiera, natomiast u mnie na mazurskiej
              wsi to krowa,koń,kura to wszystko zdycha nic nie pada,a jezeli już padnie to
              przeważnie na rozum np dla sąsiada czy sąsiadki ostatnio,tak słyszałam.
              • matti.x Re: Zdycha czy umiera? 26.01.10, 23:17
                anoagata napisała:

                > na mazurskiej wsi to krowa,koń,kura to wszystko zdycha nic nie pada

                A jeśli na mazurską wieś Pan spuści zarazę, to całe te stada co robią - zdychają? wink
                • piotr-55 Re: Zdycha czy umiera? 27.01.10, 07:44
                  wtedy mowi sie w czasie przeszłym , ze (cos ta) ...."wyzdychało".
                • anoagata Re: Zdycha czy umiera? 27.01.10, 10:10
                  W rzeczy samej!!
    • maria10344 Re: Zdycha czy umiera? 27.01.10, 08:21
      Jeżeli w/g Twojej babci moje psy zdechły,to moja śmierć też tak powinna się nazywać;
      • piotr-55 Re: Zdycha czy umiera? 27.01.10, 08:25
        skoro sobie tego życzysz ... volenti non fit iniuria.
        • matti.x Re: Zdycha czy umiera? 27.01.10, 12:26
          piotr-55 napisał:

          > skoro sobie tego życzysz ... volenti non fit iniuria.

          Oj Piotrze. Dałeś czadu z tym topikiem. Popamiętasz sobie.
          Choćby dlatego, że dinozaury... wymarły, a nie wyzdychały tongue_out
          • piotr-55 Re: Zdycha czy umiera? 27.01.10, 13:03
            matti.x napisał:

            > piotr-55 napisał:
            >
            > > skoro sobie tego życzysz ... volenti non fit iniuria.

            No tak. post pod ktory sie wpisałem zawierał element szantazu emocjonalnego : ja
            tak ,to i o mnie ....
            nigdy nie ulegam szantazom. Tka chce, niech tak bedzie, co mnie do tego ??

            >
            > Oj Piotrze. Dałeś czadu z tym topikiem. Popamiętasz sobie.

            big_grinbig_grinbig_grin mam dobrze z tym ,ze nigdy nie czytam watkow co maja wiecej niz
            100postowbig_grin:d wiec jeszcze 35 i bede miał spokoj. big_grinbig_grin
            A inna sprawa ,ze smieszy mnie takie "osobiste" podchodzenie do watku.
            Powinien sie liczyc temat a nie kto go pisał smile ale mniejsza o to. smile
            Przeciez ja nie mam zamiaru namawiac kogos do zmiany swoich "upodoban", ja tylko
            PYTAM smile

            > Choćby dlatego, że dinozaury... wymarły, a nie wyzdychały tongue_out

            To żaden argument smile To sa pojecia pochodze z tlumaczen a te dostarczaja nam
            wielu wesołych historyjek np.: "Zamarle morze" J. Amado, Szczeki(chyba takie w
            imadle) tam gdzie powinno byc "paszcza". czy "Nędznicy' Hugo , gdzie powinno być
            "Nędzarze" smile
            Zreszta mowi sie tez dinozaury wyginęły (to dla mnie 'lepsza" forma.
    • makili Re: Zdycha czy umiera? 27.01.10, 12:19
      Moje zwierzęta zawsze umierałay...Nie zgodzę się z tobą, że słowa to
      tylko zbiór liter...słowa wyrażają emocje - a moje (emocjesmile) są
      właśnie takie smile
      • virginia06 Re: Zdycha czy umiera? 09.02.10, 14:01
        Kiedy odchodzi w niebyt istota,która kochamy,boli tak samo,jak by to
        nazwać.
    • jokker39 Re: Zdycha czy umiera? 10.02.10, 10:42
      Wątek o umierającym psie na naszym forum jest dość długi, ale nikt słowem nie
      zszedł na dyskusję czy zasadne jest mówienie, że pies umiera.
      • piotr-55 Re: Zdycha czy umiera? 10.02.10, 11:02
        ale tez i nikt na tym forum nie twierdzi ,ze jest inaczej.
        Oba watki nie maja ze soba nic wspólnego , oprócz tego ,ze uczciwie wskazałem
        źródło inspiracji.
        • jokker39 Re: Zdycha czy umiera? 10.02.10, 12:01
          Nie o tym mówię. Mówię tylko, że dla nas było oczywiste, że ulubione zwierzę
          umiera. Nie była to jakaś oderwana rozmowa, ale rozmowa z właścicielem psa.
          W języku angielskim jest jedno słowo "die". Odnosi się zarówno do ludzi i zwierząt.
          • piotr-55 Re: Zdycha czy umiera? 10.02.10, 12:11
            I temu tez sie nie sprzeciwiam. po pierwsze dlatego ,ze nie czytałem watka na
            Waszym forum a po drugie angielskiego nie znam .
            Nie widze o co mozna by ewentualnie "zaczepic" dyskusje.
            Chyba moge tylko przyjac do wiadomosci to co piszesz.
    • lelu Odchodzi 10.02.10, 10:56
      Może to pogodzi nas.
    • king.james Re: Zdycha czy umiera? 10.02.10, 12:38
      Jak dla mnie umiera. Słowo "zdycha" zostało wymyślone chyba po to, by nie wiązać
      odejścia czy to ukochanego czy też pożytecznego gospodarskiego zwierzęcia z
      jakimiś głębszymi uczuciami czy emocjami. Takie sztuczne odgrodzenie się od tego
      niewątpliwie nieprzyjemnego momentu, by nie musieć tego przeżywać, jak
      rzeczywiście odejścia kogoś bliskiego.
      • anoagata Re: Zdycha czy umiera? 10.02.10, 14:29
        Jak zwał tak zwał ale koniec z końcem wychodzi *adiu papa*.Ktoś tu wspomniał,że
        jak kochamy pasa to mówimy że umarł,być może tak jest,bo w mojej miejscowości
        gdzie mieszkam od niedawna opowiadano mi że była taka pewna zołza i jak ona
        zdechła w wieku 50 lat to nikt z sąsiadów nie poszedł na pogrzeb i rodzice jej
        zabrali ją do swojej miejscowości.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja