Kościoły szczęśliwych klientów

14.02.04, 03:03
Hipermarkety wypełniły nasze życie. Kochamy hipermarkety, galerie handlowe;
lizanie świata przez wystawową szybę to rodzinna rozrywka. Często jedyna.
Świat kolorowych półek stał się narkotykiem i sensem życia. Nawet nie musimy
kupować, wystarczy TAM być...
kiosk.onet.pl/art.asp?DB=162&ITEM=1150384&KAT=241
    • boniedydy Re: Kościoły szczęśliwych klientów 14.02.04, 03:17
      No właśnie, jak to jest? Mało znam osob, które traktują hipermarkety jako
      rodzinną rozrywkę...
      • sloggi Re: Kościoły szczęśliwych klientów 14.02.04, 16:53
        Dla mnie przyczyna takiego stanu rzeczy jest banalna - dostęp do kultury jest
        co raz droższy. Pójście do kina dwóch osób to minimum 40 PLN, dodasz do tego
        jakąs przekąske i kubełek coli i robi się z tego 60 PLN, wypad do teatru jest
        mniej wiecej tej samem wielkości wydatkiem, a po markecie mozesz łazić
        godzinami.
        Tu promocja tego, tam czegoś innego - i czas płynie. Chore, ale prawdziwe.
    • macinak Re: Kościoły szczęśliwych klientów 14.02.04, 17:01
      Mnie chodzenie po marketach nie tylko nie bawi ale wręcz przyprawia o ból
      głowy, ale już u moich rodziców stało się to nową tradycją wink i chociaż nie
      popieram tego to jednak rozumiem. Po tylu latach walki o mydło, papier
      toaletowy, czekoladę czy Relaxy, sprawia im przyjemność grzebanie w tonach
      butów,skarpetek, kolorowych papierów, cukierków itd. To nic, że kupno chleba
      zamienia się w godzinne snucie się między półkami.
      • sloggi Re: Kościoły szczęśliwych klientów 14.02.04, 17:05
        Pojawiaja się też nowe uzaleznienia, bo przeciez wchodząc do sklepu po chleb
        wychodzisz obładowana rzeczami, których tak naprawdę wcale nie musiałaś kupować.
        • macinak Re: Kościoły szczęśliwych klientów 14.02.04, 17:37
          I o to przecież chodzi. I jeszcze chodzi o to, żeby zasadniczo towar był
          kiepskiej jakości. No i jeszcze dobrze jest w drodze powrotnej zahaczyć o Mc
          Donald'sa albo inne Pizza Hut smile
          Oj cięta ja na te hamerykańskie pajace ostatnio jestem, aż strach.
          • sloggi Re: Kościoły szczęśliwych klientów 14.02.04, 17:46
            Cieta jesteś, to tak jak ja - ale czy umiesz uargumentowac ta ciętość?
            Ostatnio stoczyłem walkę słowna w autobusie, bo kobieta nadziwić sie nie mogła,
            ze kupiłem w Carrefourze powidła i ciasto (gadka w stylu, że lepiej zrobić
            samemu).
    • matmi Re: Kościoły szczęśliwych klientów 14.02.04, 19:26
      Unikam hiper- super -marketów jak ognia. Jedyna możliwoąś się tam wybrania to
      okres małego natęzenia ludzi. Wtedy jest to do zniesienia
    • geograf Re: Kościoły szczęśliwych klientów 14.02.04, 23:22
      Hm..
      Galerie handlowe lubię-albo żeby sobie popatrzeć,albo podołować,że jest ciekawa
      rzecz,na którą mnie nie stac.
      Generalnie sotatnio wybiweram się tam,aby ponabijać się z aktualnej mody...lubię
      posnuć się alejkami,do marketu wejść,posłuchać płyt, poprzeglądać gazety,
      książki, jakieś artykuły..ale rpawdą jest,że wciąga, niekiedy kupuje się
      niepotrzebne rzeczy,a po wyjściu z blaszanego pudła nogi bolą,że aż strach.

      Cóż...tak to już jest skonstruowane,że mamy tam zostawić swoje pieniądze,a my
      sami przytakujemy temu "trendowi" świadomie,bądź nie....
    • chaladia To już chyba jest temat vorbei... 15.02.04, 21:07
      Pamiętam, na początku lat '90 istotnie widywało się ludzi, którzy wchodzili do
      supermarketów (dziś powie ktoś, a cóć to były za "supermarkety" - Billa w hali
      garażowej na Chełmskiej, Hit w jakiejś niedokończonej fabryce) i błąkali się po
      nich oszołomieni podażą towarów. Po mizerii PRLu, zwłaszcza tego w wydani stanu
      wojennego, mogło tak być.
      Dziś jakoś tego nie zauważam. Do centrów handlowych chadzam z konieczności, z
      reguły wtedy, gdy nie mam szans zrobić zakupów na bazarku lub w sklepiku przy
      piekarni. Godzę się więc na zaniżony standard tego, co kupię w zamian za
      możliwość dokonania kompletnych zakupów po 19:00 lub w weekend. Nie zauważyłem
      jednak, by wśród moich znajomych wyprawa po zakupy wzbudzała jakieś
      podniecenie.
    • soova Re: Kościoły szczęśliwych klientów 15.02.04, 21:51
      Pamiętam, jak zaczął działać pierwszy Hit na Górczewskiej. Jaka byłam dumna i
      pełn poczucia własnej (wysokiej) wartości, kiedy robiłam tam zakupy. Jak bardzo
      byłam przekonana, że kupuję same potrzebne artykuły i jeszcze ile przy tym
      oszczędzam... Po jakichś 5 latach przeczytałam, że jednym z marketingowych celów
      hipermarketów jest wzbudzanie takiego wrażenia w klientach, żeby wydali więcej.
      Cóż, zimny pryszynic...

      A potem sama zawodowo przyłożyłam rękę do powstania centrum przy Głębockiej
      (Chaładzia i Sloggi wiedzą oczywiście, gdzie to jest). Jak to się dziwnie czasem
      w życiu składa... Do momentu rozpoczęcia działalności przez kino było to całkiem
      fajne centrum (bo ludzi mało).

      Wyrzutów sumienia w każdym razie nie czuję. Lubię sklepiki na moim osiedlu, ale
      szybkie przejście się po Carrefourze z listą zakupów to nie jest zły pomysł,
      zwłaszcza gdy jest godzina 20.00. Poza tym są hipermarkety lepsze i gorsze
      (jeżeli chodzi o asortyment i rozkład towarów). "Skrzyżowanie" to nadal jeden z
      tych lepszych.

      Pozdrawiam
      soova
    • luka41 Re: Kościoły szczęśliwych klientów 15.02.04, 22:58
      krotka definicja promocji - kupujemy za pol ceny cos, czego normalnie bysmy za
      darmo nie wzieli smile... czy to nie definicja zyciowych okazji??
      • geograf Re: Kościoły szczęśliwych klientów 16.02.04, 22:56
        a ja mam inną definicję promocji:
        kupując na ten produkt i widząc obniżkę widzimy ile tak naprawde ten artykuł
        jest warty...
        oj te wysokie marże, szczególnie w branży odzieżowejwink


        co do hipermarketów: oj pamiętam jak otworzyli pierwszy hipermarket w Łodzi(i
        zarówno pierwszy Carrefour w Polsce)...te zdziczałe tłumy, pełne koszyki,a nawet
        2 na rodzinę,opustoszałe rynki i sklepy osiedlowe...

        Później było otwarcie osiedlowego marketu...jeszcze wtedy sieci
        Globi...szaleństwo..tłumy,ciasno,duszno, pełne kosze...zapowiadano rychłą śmierć
        osiedlowemu warzywniakowi, spożywczemu...przez pierwszy tygodnie
        faktycznie..zwolnili po jednej pracownicy, zaczęli oszczędzac...

        a co było później? Warzywniak przestawił się w połowie na monopolowy, spożywczy
        powiększył dział mięsny (który utrzymywał przez pierwsze miesiące sklep..ludzie
        nie ufali działowi mięsnemu marketu), rozszerzył asortyment
        (papierosy,gazety,wiecej lodówek etc.)...i...Polak potrafi...

        ludziom się znudziło i w spożywczaku też potrafią stać kolejkismile (nie jest to
        spożywczak typu "Sam")
        • sloggi Re: Kościoły szczęśliwych klientów 16.02.04, 23:45
          Jeszcze inaczej - widzimy ile jest wart ten artykuł po obciążeniu nizszą marżą.
    • oldpiernik Re: Kościoły szczęśliwych klientów 17.02.04, 07:12
      Pojęcie kultury masowej zawsze budziło mój usmiechsmile
      Kiedy masz pomysł na zagospodarowanie czasu nie pójdziesz na wielogodzinny
      seans do marketu. CHodzę do kina rzadko, bo w 4 osoby (rodzina to rodzina) to
      rzeczywiscie spory wydatek, w teatrze byłem kilka razy w życiu, od czasu do
      czasu zdarza się jakiś koncert (patrz uwaga powyżej wink)...

      Z drugiej strony pracuje dużo i długo.
      Zakupy robione w markecie, pod jednym dachem, zwłaszcza zimową, wieczorną porą,
      to sposób na zaoszczędzenie czasu. Nie cierpię "łażenia po sklepach" smile

      Opinię o promocjach podzielam...tę najgorszą wink
Inne wątki na temat:
Pełna wersja