Dzieci...., to są dzieci?

03.03.10, 18:37
Uczniowie drugiej klasy katowickich Gimnazjów nr 4 i 8 najpierw na lekcjach
opowiadali dowcipy, głośno się śmiali i nie reagowali, kiedy nauczycielki
próbowały ich uspokoić. Potem obrzucali je papierkami i kredą, przewracali im
biurka i demolowali wyposażenie klas. - Czuli się tak bezkarni, że kiedy
nauczycielki apelowały o spokój, wołali do innych uczniów: "czego ta ku... od
nas chce?" - mówi jeden z oficerów katowickiej policji.
katowice.gazeta.pl/katowice/1,35019,7619936,Sad_dla_uczniow__bo_mowili_o_nauczycielce_k___.html
    • tygrysgreen Re: Dzieci...., to są dzieci? 03.03.10, 18:43
      i słusznie że stanęli przed sądem. nauczyciel jest funkcjonariuszem publicznym i
      podlega ochronie.
      • piotr-55 Re: Dzieci...., to są dzieci? 03.03.10, 19:44
        a gdyby nie byl funkcjonariuszem ,to nie podlegałby ochronie prawa i mozna by go
        było obrzucac kur.ami smile
        • dorota-s2 Re: Dzieci...., to są dzieci? 03.03.10, 20:54
          Nie wiem dlaczego tak się dzieje,przecież te dzieci ktoś
          wychowuje,rozmawia z nimi,mają domy ,rodziców,rodzeństwo i nie sądzę
          żeby w domu zachowywali się tak samo.Myślę że presja wszystkich
          środowisk w których przebywają ci młodzi ludzie może ich jeszcze
          wstawić na właściwy tor.Jak nie dwoływanie się do uczuć wyższych to
          kij i marchewka.Często w autobusach,tramwajach młodzi zachowują się
          agresywnie,są wulgarni i co najwyżej starszy dziadziuś nieśmiało
          zwróci uwagę narazając się na ich agresję ,reszta siedzi cicho i
          udaje ze nie widzi,młodzi czują się bezkarni.
        • jedzoslaw Re: Dzieci...., to są dzieci? 03.03.10, 21:00
          Zlikwidować gimnazja. Zlikwidować te gniazda bandytyzmu i żulostwa i przywrócić 8 klas w podstawówce oraz 4 lata w szkole średniej. Nie jest prawdą, że przed reformą nie było bandytyzmu w szkole. Był. Tylko, że wychowawca prowadząc taki ścierwo aż do 8 klasy znał je dobrze i potrafił nad nim zapanować. W mojej klasie podstawówkowej były lewusy i menele, ale wychowawczyni umiała nad nimi panować, znając ich od maleńkości. A co się dzieje później? Naturalna selekcja. Menelstwo szło do zawodówek, ludzie mający w życiu jakieś wyższe cele- do techników i liceów. Szmaciarze byli oddzieleni od normalnych. Nikt nikomu w drogę nie wchodził, bandyci nie przeszkadzali normalnym uczniom w nauce. A gdy w jakimś liceum pojawiał się jednak jakiś szmaciarz to po pierwszym wybryku wylatywał ze szkoły. I to była naturalna praktyka! Nie rozumiem, czy dziś nie ma takiej instytucji jak relegowanie ze szkoły? Czy to nie jest czasem uniemożliwione przez obowiązek nauki do 18. roku życia? Wystarczy usunąć ten durny przepis i ścierwo wylatuje. Ku#wa, czy w tym kraju wszystko musi być najpierw nagłośnione, obgadane, żeby cokolwiek zmienić?
          • skiela1 Re: Dzieci...., to są dzieci? 03.03.10, 21:17

            ", a trzeba podkreślić, że większość z nich pochodzi z tzw. normalnych domów."

            ciekawe co maja na mysli pod pojeciem normalnosci...

            Ja zawsze powtarzam,ze wychowuje dom.

            • tojajurek Re: Dzieci...., to są dzieci? 03.03.10, 21:29
              Normalny dom?
              To taki gdzie się chleje, bije dzieci, pracuje na czarno i kradnie w
              supermarketach.
            • anoagata Re: Dzieci...., to są dzieci? 03.03.10, 21:40
              Wlaśnie z normalnych domów albo jak to sie mówi z dobrego domu.Zaczynam wątpić w
              moje pojecie co to znaczy dobry dom.Dziś rozmawiałam z gimnazjalista,ktory
              opowiadał co się dzieje na lekcjach,włosy mam krótkie to mi bez problemu
              stanęły.Uczniowie wyciągając z plecaka co jest potrzebne na lekcję to i miedzy
              innymi wyciągają *nóż*który leży na stoliku.Ńauczycielka oczywiście bardzo
              grzecznie prosi aby to narzędzie schował.....Jedzosław masz rację rozwalić te
              gimnazja natychmiast.
              • jedzoslaw Re: Dzieci...., to są dzieci? 03.03.10, 22:28
                .Ńauczycielka oczywiście bardzo
                > grzecznie prosi aby to narzędzie schował.....

                To się w głowie nie mieści. Takie rzeczy mogły mieć miejsce w czasach przed reformą (pamiętam je dobrze, sam byłem wtedy w liceum), ale dotyczyły najgorszych zawodówek, gdzie uczęszczały największe śmiecie. Dziś te śmiecie idą do gimnazjów, zdają (lub nie) egzamin na koniec i... mają spokój. Nie dbają o nic, byle tylko dać się przechować w szkole. Zresztą, te trzy lata niczego tak naprawdę nie uczą, a 3-letnie liceum stanowi nie lada wyzwanie dla nauczycieli, którzy muszą zrobić materiał, normalnie zamykany w 4 lata (oczywiście, gimnazja to osobna jednostka, nie ma mowy, by przejąć część materiału od liceum). Chaos, syf, dno. Już pomijam, że w normalnej szkole sprzed 1999 roku gdyby uczeń wyjął nóż przy nauczycielu ten mógłby go odebrać, schować i zwrócić dopiero rodzicom, oczywiście wezwanym do szkoły. Sprawa otarłaby się o dyrektora i Radę Pedagogiczną, a groźba relegowania ze szkoły (jak to zapisane było w regulaminie szkolnym "przeniesienie do równoległrj klasy/ szkoły") byłaby całkiem realna.
                • anoagata Re: Dzieci...., to są dzieci? 03.03.10, 22:39
                  Być może w dużych miastach tego tak sie nie odczuwa ale w powiatach gdzie czasem
                  jest jedna taka szkoła i tam są wszyscy uczniowie z wsi i miasta po prostu
                  spędzeni w jedno miejsce.To jest chore,kto to wymyslił to chyba był ..
Pełna wersja