matt.j
22.05.10, 19:27
Nawiązując do poruszonego tematu artystów i ich przechodzenia na
emeryturę.
forum.gazeta.pl/forum/w,11207,111779990,111838362,Re_Janda_stracila_130_tysiecy_zlotych.html
wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,7731701,Zostane_prezes_ZASP__ale_pod_dwoma_warunkami___Szczepkowska.html
Słuchałem wywiadu i mnie nerwa brała. Z jednej strony państwo
artyści zarzucali pani z ministerstwa pracy, że poprzedni ustrój już
minął a z drugiej sami wymagają dla siebie jakiegoś socjalu nie
chcąc wziąć jednak na swoje barki odpowiedzialności za swoje życie
po skończonej karierze. Chętnie korzystają z kapitalistycznej
rzeczywistości ale obowiązków, które przyniosła ze sobą to już nie
łaska przyjąć.
Za przykład niezaopiekowanego przez państwo nieszczęśliwego artysty
dali tancerkę baletową, która kończy możliwość występowania w swoim
zawodzie w wieku 35lat.
Kobieta z ministerstwa pracy akurat dobrze im odpowiadała.
Dostała zarzuty: Dlaczego państwo nie zaopiekuje się takimi
artystami, którzy już nie mogą pracować w wyuczonym zawodzie (wg
zgromadzonych w studiu państwo powinno wykazać się inicjatywą
opiekuńczą). Pani z ministerstwa pracy mówiła, że to nieprawda bo
przecież na bezpłatne kursy dla bezrobotnych na przekwalifikowanie
idą spore unijne środki. To dostała od razu zarzut, że przecież
chyba nie wyobraża sobie, że taki oklaskiwany przez tyle lat artysta
zarejestruje się jako bezrobotny aby wybierać się na kurs, a
przecież państwo powinno mu pomóc bo przecież już na początku
kariery wiadomo, że dłużej jak do 35 roku nie może ona trwać ze
względów zdrowotnych. Odpowiedziała, że dziwi się, że skoro rodzice
i człowiek wie, że w wieku 35 lat będzie musiał się przebranżowić to
nic nie robią w tym kierunku aby uzyskał wcześniej zawód, a nie
nagle stanął w obliczu bezrobocia z rozłożonymi rękami. No to się
dowiedziała, że taki artysta trenuje od 6 rano do wieczora i nie ma
czasu na naukę innego zawodu w międzyczasie.
Kurcze, sportowcy mogą ewentualnie dostać w wieku 35 lat emeryturę
olimpijską (jeśli zdobędą medal na olimpiadzie) co oznacza, że
większość musi sobie sama zaplanować dalszą przyszłość i w jakiś
sposób zabezpieczyć się zawodowo gdy skończą karierę sportową.
Nie podoba mi się, jeśli ludziom nie chce się nic zrobić i oczekują,
że państwo się nimi zajmie pomimo, że spokojnie nadają się do innej
pracy. Dlaczego mieliby być traktowani inaczej niż inni? Dlaczego
artyści wymagają od państwa aby zaopiekowało się, znalazło pracę (i
to oczywiście nie byle jaką) jakiejś osobie? Dla mnie jest tysiąc
rozwiązań sytuacji osoby, która w wieku 35 lat musi zmienić zawód i
nie ma żadnego wykształcenia. Jednak w każdym z tych rozwiązań to
osoba najbardziej zainteresowana musi zadbać o siebie, o swój rozwój
w innym kierunku, musi chcieć i mieć determinację a nie tylko dumę,
musi myśleć i planować.
Nie uważam żeby artystą należało się tak szczególne traktowanie,
jakby byli jakimiś ponad ludźmi, ponad całym społeczeństwem. W
rzeczywistości coś mi tu tylko wania fetorkiem bardzo rozpuszczonej
elity.