sloggi
15.03.04, 11:18
serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,1965213.html
Trudno znaleźć w Łodzi ludzi do pracy, bo 99 proc. studentów nie zna
angielskiego - mówi Leonardus Amerlaan, szef centrum księgowego Philipsa
w Łodzi.
Czy my jesteśmy w Polsce, czy w kraju anglojęzycznym? Dlaczego wymaga się od
kadry mówienia w języku angielskim, a od przyjezdnych nie wymaga się
chociażby minimalnej znajomości polskiego? Pracowałem kiedyś w firmie gdzie
cały zarząd był z walizki. Przez przypadek w jakiś sobotni wieczór w jednej
z dyskotek okazało się, że stojący za moimi plecami to angol z zarządu -
kiepsko, ale mówił po polsku. Okazało się, że nie on jeden. Znajomość
polskiego była im potrzebna do rozumienia o czym my rozmawiamy.
Od tego zdarzenia bez żenady mówiłem do Jefreya po polsku. To nie jest
normalne, że pozwalane jest na stosowanie takich praktyk jak w Philipsie -
nie biega mi o jakieś złe nastawienie do obcego narodu, chodzi o ochronę mowy
ojczystej.
My Polacy nie gęsi....