Łódzki Philips - czyli o języku polskim w pracy

15.03.04, 11:18
serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,1965213.html
Trudno znaleźć w Łodzi ludzi do pracy, bo 99 proc. studentów nie zna
angielskiego - mówi Leonardus Amerlaan, szef centrum księgowego Philipsa
w Łodzi.

Czy my jesteśmy w Polsce, czy w kraju anglojęzycznym? Dlaczego wymaga się od
kadry mówienia w języku angielskim, a od przyjezdnych nie wymaga się
chociażby minimalnej znajomości polskiego? Pracowałem kiedyś w firmie gdzie
cały zarząd był z walizki. Przez przypadek w jakiś sobotni wieczór w jednej
z dyskotek okazało się, że stojący za moimi plecami to angol z zarządu -
kiepsko, ale mówił po polsku. Okazało się, że nie on jeden. Znajomość
polskiego była im potrzebna do rozumienia o czym my rozmawiamy.
Od tego zdarzenia bez żenady mówiłem do Jefreya po polsku. To nie jest
normalne, że pozwalane jest na stosowanie takich praktyk jak w Philipsie -
nie biega mi o jakieś złe nastawienie do obcego narodu, chodzi o ochronę mowy
ojczystej.
My Polacy nie gęsi....
    • brezly Re: Łódzki Philips - czyli o języku polskim w pra 15.03.04, 11:32
      To niech pan Tamerlan wezmie portiera z fimy pani Bochniarz, ono sie ostatnio
      chwalila ze u niej nawet portier zna dwa jezyki obce.
      Stanowczo: wysokie bezrobocie demoralizuje pracowdawcow, male bezrobocie -
      pracownikow.
    • babik Re: Łódzki Philips - czyli o języku polskim w pra 15.03.04, 11:33
      Póki będziemy krajem trzeciego świata , póty musimy niestety się dostosowywać
      do wymagań pracodawcy.
      Oczywiści , że w Polsce urzędowym językiem jest język polski i skurczybyki
      powinni się dostosować do nas , a nie odwrotnie.
      • gacus2 Re: Łódzki Philips - czyli o języku polskim w pra 15.03.04, 13:38
        Powiem Wam ludkowie jak ot u mnei na kolei jest:
        drzewiej poza paroma osobami nikt nie znał zachodniego języka obcego- teraz
        kiedy to ja decydowałem (w połwoei, ale zawsze) o przyjęciu nowego pracownika
        język obcy był na pierwszym miejscu. A dlaczego? Bo chociaz nadal rozmawiamy po
        polsku, to ok 80% mojej korespondencji jest w obcym języku. I trzeba sie z
        nią "zmierzyć" niestety.
    • geograf Re: Łódzki Philips - czyli o języku polskim w pra 15.03.04, 18:53
      Owszem Sloggi-taki stan rzeczy jest bulwersujący,ale trzeba sobie zdawać sprawę
      z dwóch rzeczy,które o tym stanie zadecydowały:
      1)wysokie bezrobocie (oficjalnie w Łodzi coś koło 18-20%)-jak już
      wspomniano-demoralizuje pracodawców-i nie tylko mają wysokie wymagania,ale i
      oferują niskie pensje..np. wspomniany Philips oferuje poczatkowo
      pracownikom...650 złotych NA RĘKĘ. To jest smutne.
      2)Philips wymaga znajomości angielskiego,gdyż w Łodzi tworzy centrum księgowe
      dla Europy Środkowo-Wschodniej i częsci Zachodniej-stąd potrzeba znajomości
      języków. Z Węgrem raczej po polsku nie pokonwersujesz o budżecie...

      nawiasem mówiąc to ten artykuł jest stronniczy właśnie przez brak zastanowienbia
      się dziennikarza czemu w mieście z takim bezrobociem jest z tym problem. Nie
      wierzę,że nikt nie zna angielskiego. 650 złotych za minimum 8 godzin dziennie-to
      chyba może być odstraszającym czynnikiem.

      A poza tym..Polacy jak owieczki-rzadko rpotestują,a więc pracodawcy korzystają...
      • gacus2 Re: Łódzki Philips - czyli o języku polskim w pra 15.03.04, 19:09
        650 PLN na ręke??????????? I do teog angielski? Też sie wysilili....

        To juz na kolei ( zwyżsym wykształceniem) daja 1200 PLN ( na ręke) a i tak
        uważałem ze ot mało....
        • geograf Re: Łódzki Philips - czyli o języku polskim w pra 15.03.04, 19:31
          heh.ostatnio gdzieś wyczytałem przemyślenia pewnego człeka z Łodzi szukającego
          pracę.
          Znalazł ogłoszenie. a właściwie dwa: jednej firmy, tylko,ze jedno na rynek
          warszawski,drugi łódzki.
          w Łodzi wymagali posiadania samochodu,telefonu,dyspozycyjności,wyższe
          wykształcenie, jakiegoś tam języka no i przeciętną pensję.
          Natomiast w Warszawie oferowali samochód i telefon służbowy, minimum średnie
          wykształcenie i WYŻSZĄ pensję niż w Łodzi.
          Czy to nie paranoja?
    • wgfc Re: Łódzki Philips - czyli o języku polskim w pra 26.03.04, 01:26
      Wiem, że to nie na temat, ale przeczytałem dziś,
      że w Łodzi będą robić żyletki smile
    • wgfc Re: Łódzki Philips -czyli o języku polskim w pracy 26.03.04, 08:01
      Inwestycje Szef Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej zapowiada ekspansję
      Za Gillette pójdą inni

      Po amerykańskim koncernie Gillette kolejni inwestorzy wejdą do Łódzkiej
      Specjalnej Strefy Ekonomicznej. Niemiecka firma Häring planuje wyłożyć 45
      milionów euro na centrum mechaniki precyzyjnej, tworząc ponad 300 miejsc pracy.

      Hiszpańska Grupa Alibérico wraz z Giovannim Gallim zamierza zainwestować w
      Tomaszowie Mazowieckim 32,5 mln euro w budowę hali do lakierowania zwojów
      stalowych i aluminiowych. Bosch-Siemens wybuduje fabrykę za 355 mln zł i - jak
      deklaruje - zatrudni 700 osób.

      Häring ma od dwóch lat zakład w Piotrkowie Trybunalskim, gdzie produkuje części
      precyzyjne do układów zasilania silników dla tak znanych firm jak Bosch,
      Mercedes, Volvo, Siemens. Zatrudnia tam 150 osób. Häring planował rozbudowę
      piotrkowskiej fabryki, władze łódzkiej strefy zaproponowały inną lokalizację: 8
      hektarów w Łodzi, w kompleksie Nowy Józefów Srebrna, obok planowanej fabryki
      Gillette. Pełnomocnik Häringa Jacek Gałek wykazuje jednak brak wiedzy na ten
      temat. Nie potwierdza informacji prezesa ŁSSE Andrzeja Ośnieckiego.

      Na inwestycję w Tomaszowie Mazowieckim jest zdecydowana Grupa Alibérico. -
      Hiszpanie chcą kupić 21 hektarów po zakładzie włókien chemicznych Wistom.
      Produkcję rozpoczną na przełomie 2005/2006 roku, planują zatrudnić do stu osób -
      informuje "Rz" Artur Wolski, rzecznik prasowy prezydenta Tomaszowa
      Mazowieckiego. Do inwestycji tej włączy się włoski przemysłowiec D. Giovanni
      Galli, który ma w Tomaszowie fabrykę tekstylną "Galli Poland".

      Dynamika rozwoju łódzkiej strefy jest duża. W 2002 roku pojawił się jeden
      inwestor, który zatrudnił 30 osób i wyłożył kilka milionów złotych. W 2003
      inwestycje zamknęły się kwotą 520 milionów złotych, co dało pół tysiąca miejsc
      pracy.

      - W tym roku będziemy mieli wyniki niemal trzy razy większe - zapowiada prezes
      ŁSSE Andrzej Ośniecki.

      Błażej Torański
      www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040326/ekonomia/ekonomia_a_2.html
    • biuralistka Re: Łódzki Philips - czyli o języku polskim w pra 26.03.04, 15:24
      Nie wydaje mi się to prawdopodobne. Całkiem niedawno kończyłam studia w Łodzi i
      za co najmniej podejrzane uważam takie stwierdzenia. W Łodzi, co nie da się
      ukryć, bezrobocie jest naprawdę wysokie, i nierzadko młodzi wykształceni
      ludzie, ze znajomościa języków, przyjmują pracę za najniższą pensję. O tej
      sytuacji wypowiadali się inni "łódzcy" inwestorzy zagraniczni i oni nie mieli
      takich problemów. Może zwyczajnie (znowu!) chodzi o uchylenie się Philipsa od
      zobowiązania zatrudnienia określonej liczby pracowników z Łodzi, bo przecież
      nie ma skąd ich brać!
      Nic się w tej sprawie nie zmieniło?
      • geograf Re: Łódzki Philips - czyli o języku polskim w pra 26.03.04, 15:36
        nic się nie zmieniło,to znaczy temat tak szybko zniknął,jak sie pojawił. Podejrzewam,że po takiej "reklamie" w prasie dostali góre CV do przebrania...

        mówi się,że Philips miał problemy ze znalezieniem pracowników nie tyle rpzez niskie pensje,czy rządania językowe,ale dlatego,że...szukał studentów BEZ jakiegokolwiek doświadczenia. szukał tabula rasy, by móc ukształtowac sobie pracownika od zera...a podobno było trudno o studenta bez praktykismile
Pełna wersja