agablues
22.03.04, 09:03
serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34513,1980753.html
Dwa lata, byliśmy z moim mężem na wyjeździe organizowanym przez jego firmę.
Było to spotkanie pracowników firmy z różnych krajów.Miejsce było bardzo
egzotyczne, wymarzone wakacje, nastrój radości i jedności. Poznaliśmy wtedy
Izraelkę, ona nie była tak radosna jak pozostali. Rozmawialiśmy o tym jak ona
potrafi pracować w Tel Aviwie, czy się nie boi. Uświadomiłam sobie, że ona
może wrócić do siebie i dowiedzieć się, że jej rodzina zginęła....Teraz
ilekroć słyszę co się tam dzieje, zastanawiam się czy jeszcze żyje...