Złodziejko, ukradłaś perfumy.

20.11.10, 00:30
Pani Grażyna we wtorek wybrała się na zakupy do drogerii Yves Rocher przy ul. Kapucyńskiej w Lublinie. - Chciałam zobaczyć, czy są jakieś nowe zestawy kosmetyków. Ponieważ zbliżają się urodziny mojej synowej, pomyślałam, że może kupię jej jakieś perfumy - opowiada. - W sklepie były trzy ekspedientki. Podeszłam do półki z perfumami, wzięłam jeden z testerów, bo chciałam sprawdzić zapach. Po chwili go odstawiłam i przeszłam jeszcze dookoła sklepu. Nie dotykałam niczego więcej. Zajęło to dosłownie chwilę. Kiedy już chciałam wyjść, przy wejściu jedna z pań zagrodziła mi drogę i poprosiła na zaplecze - relacjonuje klientka.


Więcej... lublin.gazeta.pl/lublin/1,35640,8683822,Zlodziejko__ukradlas_perfumy__Flakonik_stal_na_polce.html#ixzz15m2bAN2F

Mam wrazenie ,ze kazdy klient w perfumerii czy drogerii to potencjalny zlodziej.
    • voxave Re: Złodziejko, ukradłaś perfumy. 20.11.10, 04:37
      miałam taki sam przypadek,dokładnie taki sam --zaprosili na zaplecze i kazali pokazac co mam w torbie pokazałam i co psinco nie zdawałam sobie sprawy że niektórzy pracownicy są po prostu nadgorliwi-------------ale miałam ucztę----darłam sie z oburzenia na połowe sklepu --tak im dałam popalić --teraz mnie omijają szerokim łukiem---nie wszyscy sa złodziejami---ale rozumiem tez że ludzie bardzo kradną---i personel jest wyczulony na te sprawy
      • skiela1 Re: Złodziejko, ukradłaś perfumy. 20.11.10, 19:10
        Ja jednemu w Rossmanie powiedzialam ,zeby przestal za mna lazic.
        • prazanka44 Re: Złodziejko, ukradłaś perfumy. 20.11.10, 23:13
          Ba, kiedy złodzieje jednak są na świecie.
    • matt.j Re: Złodziejko, ukradłaś perfumy. 21.11.10, 09:01
      Miałem taki obciach z 10 lat temu w markecie. Zrobiliśmy wielkie zakupy i na bramkach, które nie były tak jak teraz przy kasach, tylko w węższym przejściu spory kawałek od kas, włączył się alarm. Nie żadne zaplecze tylko zostaliśmy poproszeni zaraz obok bramek. Ochroniarz na początku był bardzo niekulturalny (żeby nie powiedzieć chamski) zachowywał się tak jakby wiedział na 100%, że złapał złodziei i mógł się na nich powyżywać. Grzecznie ale dość stanowczo został poproszony o uspokojenie się i potem już grzeczniej sprawdzał, która z naszych kilkunastu reklamówek piszczy. Potem doszedł do tego co piszczy – slipy wink Pytanie o rachunek, a rachunek został w kasie. Kasowa musiała szukać rachunku w sporym pudle z niezabranymi rachunkami. Okazała się, że nie rozmagnesowała kodu. Jak ochroniarz miał rachunek to chciał się nas pozbyć. Ale slipki dalej zostały nierozmagnesowane, wkurzyłem się i kazałem mu załatwić aby nie piszczały. Fajne podejście, przyszedłbym w tych majtkach do marketu i na bramce piszczałbym za każdym razem. Pytanie jak udowodnić wtedy, że to moje a nie założyłem żeby ukraść wink Już pomijam pewnie jakąś kontrolę osobistą, stratę czasu itp. Wtedy dopiero wkurzyłbym się.
      Pan oczywiście po zdarzeniu nas przeprosił, ale to jakoś nie sprawiło, że było nam milej. Głównie chodziło o jego chamskie podejście na początku.
Pełna wersja