jedzoslaw
04.08.11, 10:44
katowice.gazeta.pl/katowice/1,72739,10059014,Prawie_dobe_jechali_nad_morze__Pasazerowie_TLK_musieli.html
"Skoro pociągów i miejsc jest zbyt mało, to czy koleje mogą ograniczyć sprzedaż biletów, żeby takie sytuacje się nie powtarzały? Sitkowska [Małgorzata Sitkowska, rzecznik Inter City] przekonuje, że nie. Mówi, że to byłoby ograniczenie dostępu do oferty, która jest wykonywana w ramach służby publicznej (pociągi TLK są objęte dofinansowaniem wynikającym z umowy z Ministerstwem Infrastruktury). I radzi: - Jeśli chcemy mieć gwarancję miejsca siedzącego, powinniśmy kupić bilet w pierwszej klasie z obowiązkową miejscówką. Bilety na drugą klasę sprzedawane są na relację, a nie konkretny pociąg, są ważne 24 godziny. Stąd też kasjer nie może poinformować pasażera, ile miejsc jest zajętych w klasie drugiej."
Czyli zapłacisz za bilet a więc służba publiczna będzie odnotowana, natomiast czy z tej służby skorzystasz to już ich nie obchodzi. Co rok, od kiedy tylko pamiętam wyjazdy pociągiem nad morze- zawsze, zawsze jest ten sam problem. Zawsze wojna o miejsca, zawsze koczowanie w kiblu lub na korytarzu. Zawsze kilkanaście godzin, bez możliwości nawet przespania tego koszmaru. Na krótszych trasach wcale nie lepiej; dojeżdżając na studia miałem okazję zetknąć się z powtarzającą się ignorancją władz kolejowych. Przez lata te same pociągi ciągle tak samo zapchane i nikt nie wpadł jeszcze na pomysł, by doczepić do nich dodatkowe wagony. Co jakiś czas wypuszczają rachmistrzów, którzy towarzyszą konduktorom i spisują dane na temat liczebności pasażerów na danej relacji. Pytam, po co im te dane, skoro nikt nie wyciąga z nich żadnych wniosków?