beata_z_rudy
08.11.11, 08:01
'W Dzień Dziecka, to była środa, zgodnie z postanowieniem sądu byli u mnie.
A wtedy taka straszna ulewa była. Dzwonię więc do niej i mówię, żeby przywiozła chłopcom kalosze, bo jutro idą do przedszkola, a mają tylko sandały.
Kazała mi się odpierdolić.
No to ja też jej wiąchę.
"Pożałujesz".
"Nie strasz mnie".
Od tamtej pory widziałem dzieci dokładnie cztery razy.
Pierwsza sytuacja: wracałem z basenu, zobaczyłem jednego na placu zabaw. Podbiegłem, stanął jak wryty i mówi: "ta, ta, ta, ta, tata, tato? Mama nam powiedziała, że już nigdy cię nie zobaczymy".
Więcej... wyborcza.pl/1,75480,10581696,Ojciec_karmiacy.html?as=14&startsz=x#ixzz1d5wNbwZQ