Dodaj do ulubionych

Wysokość zarobków: czy można o nie pytać?

11.04.12, 08:34
Pensja - to w firmach temat tabu. Okazuje się, że można spytać o to, ile otrzymuje ktoś na podobnym stanowisku. Tylko czy ta wiedza jest potrzebna?
Pieniądze
fot. Gazeta.pl
Pieniądze
- Oczywiście, że chciałbym wiedzieć, ile zarabia się na podobnych stanowiskach w mojej firmie. Ta informacja byłaby mi potrzebna do tego, żeby nie psuć rynku. A psucie rynku rozumiem m.in. jako płacenie mi mniej - mówi Ryszard Wysocki, 23-letni reżyser dźwięku z Warszawy. - Ale pytając o to przełożonego, czułbym się nieswojo. W Polsce o pieniądzach rozmawia się swobodnie tylko w gronie znajomych, a najchętniej, jeżeli chodzi o zarobki innych osób. A w pracy, czyli tam, gdzie ta informacja jest najpotrzebniejsza, trzeba się nieźle nakombinować, żeby ją zdobyć. W efekcie ludzie, zamiast negocjować stawki, przyjmują, co im się daje, bo nie wiedzą dokładnie, ile mogliby za swoją pracę oczekiwać - uważa Wysocki.

A mogliby zdobyć taką wiedzę, gdyby powołali się na orzeczenia Sądu Najwyższego z 15 lipca 2011 r. (sygn. I PK 12/11)* i wcześniejsze z 26 maja 2011 r. (II PK 304/10). Na ich podstawie pracodawca nie może zabronić pracownikom wymieniania się informacją o wysokości wynagrodzeń, jeśli ci podejrzewają, że firma płaci im mniej niż osobom na podobnych stanowiskach. Ukarać pracownika można za to w sytuacji, kiedy politykę płacową zdradzi na zewnątrz firmy. Za to może nawet stracić pracę.

Staże i praktyki

Specjalne praktyki na Euro 2012 w
Kraft Foods Polska S.A.
Ciech SA .

Oferty pracy

Expansion Manager CEEPolska, mazowieckie, Warszawa
CONSULTANT SALES&MARKETINGPolska, mazowieckie, Warszawa
Transition Coordinator/ PMOPolska, małopolskie, Krakow

Jak zdobyć pracę? Przeczytaj porady ekspertów
Orzeczenia Sądu Najwyższego od samego początku wzbudzają kontrowersje, choć tak naprawdę nie są obowiązującym prawem, a jedynie możliwością do wykorzystania. - Orzeczenia SN pełnią rolę precedensów, na które można się powoływać - tłumaczy Paweł Gniazdowski, ekspert zarządzania karierą, szef Lee Hecht Harrison DBM w Polsce. - Pracodawca może odmówić ujawnienia wysokości wynagrodzeń na podobnych stanowiskach. Jednak jeżeli pracownik lub związki zawodowe będą uparte, mogą szefa do tego zmusić, powołując się właśnie na orzeczenie - dodaje. Jego zdaniem to rozwiązanie dla pracowników przekonanych o tym, że są dyskryminowani, lub związkowców, a nie zwykłych ciekawskich.

Dlaczego w takim razie możliwość ujawnienia wynagrodzeń wywołuje tyle dyskusji? Powody są dwa. Pracodawcy zastanawiają się, czy nie zacznie dochodzić do nadużyć. - Zgodnie z orzeczeniem Sądu Najwyższego pracownik może poprosić mnie o informację dotyczącą tego, ile zarabia się w naszej firmie na podobnych stanowiskach. Nie może jednak spytać o pensję konkretnego współpracownika - tłumaczy Andrzej, przedsiębiorca z Warszawy, który zatrudnia siedem osób. - Problem w tym, że w mojej firmie kompetencje się nie dublują. Oznacza to, że ktoś, pytając o zarobki, pozna stan konta koleżanki - dodaje.

Kolejna kwestia to ingerencja w politykę płacową firmy. Po uzyskaniu informacji o pensjach innych ktoś może zacząć się domagać podwyżki. - Nie będę ukrywał, że dla pracodawcy tajność wynagrodzeń jest ważna, bo dzięki temu ma większą kontrolę - mówił w rozmowie z "Dużym Formatem" Rafał Agnieszczak, właściciel m.in. serwisu internetowego Fotka.pl. - Może wynagradzać tego, kogo chce, a nie tego, kogo musi. No i nie ma też w firmie niezdrowej atmosfery - argumentował.

Z orzeczenia SN zadowoleni się przedstawiciele związków zawodowych. Ich zdaniem daje ono m.in. kobietom potężną broń w walce z dyskryminacją. Według badań zarabiają one średnio o jedną piątą mniej niż mężczyźni. Problem w tym, że na razie niewiele osób z tej możliwości skorzystało.

- Niestety, liczba interwencji w tej sprawie ciągle jest znikoma. Orzeczenie niewiele zmienia, potrzebne jest stosowanie go w praktyce - zwraca uwagę Danuta Wojdat, pełnomocnik ds. kobiet NSZZ "Solidarność". - Bierność wynika z kilku powodów. Po pierwsze, wciąż mało osób wie, że tak można zrobić. Po drugie, środowisko pracy i strach przed konsekwencjami skutecznie blokują część pracowników. Po trzecie, związki zawodowe powinny częściej występować o tego typu informacje, do czego zresztą gorąco je zachęcam - wylicza Wojdat.

Inna sprawa to ujawnienie pensji poza firmą, za które grozi nawet zwolnienie z pracy. Powołując się na Sąd Najwyższy, można odmówić podania kwoty podczas rozmów kwalifikacyjnych. Nie można już pytać kandydatów o to, ile zarabiali w poprzedniej firmie. - To bardzo istotne orzeczenie dla kandydatów starających się o pracę. Niektórzy pracodawcy mogą chcieć wykorzystać proces rekrutacji do zbadania sytuacji swoich konkurentów - tłumaczy Paweł Gniazdowski.

A Krzysztof Domagała, specjalista ds. wynagrodzeń firmy Sedlak&Sedlak dodaje: - Może się zdarzyć, że ze względu na brak przejrzystości wynagrodzeń na rynku firma przeprowadza fikcyjny proces rekrutacyjny, żeby wybadać konkurencję. Dzięki temu wie, ile wystarczy zaproponować pracownikom, żeby do niej przeszli, lub czy zbyt hojnie nie opłaca swoich ludzi. Dodatkowo pytanie: "Ile Pan/Pani zarabiali do tej pory?" może być okazją do zaoszczędzenia kilku złotych, jeżeli kandydat poda kwotę znacznie poniżej widełek, jakie zamierzali mu zaproponować. Przypominam, że poziom płac uważany jest u nas za element konkurencji i jest prawnie chroniony.

Jak w takim razie odpowiedzieć na pytanie o dotychczasowe zarobki? - Mówiąc wprost, nie powinniśmy w ogóle go usłyszeć - mówi Małgorzata Sacewicz-Górska z agencji doradztwa personalnego Randstad. - Jeżeli tak się stanie, odpowiedzmy grzecznie, że oczekiwane przez nasz wynagrodzenie nie odbiega od tego z poprzedniej firmy lub że nie chcielibyśmy zarabiać mniej.

Ale co zrobić, gdy pada pytanie o to, ile chcemy zarabiać? - To dla mnie najbardziej stresujący moment całej rekrutacji - przyznaje 30-letnia Sylwia, która od września intensywnie szuka pracy. - Jak powiem za dużo, to mnie nie przyjmą, jak za mało, to będę zasuwać za najniższą stawkę w dziale, co nie jest motywujące. Wolałabym, żeby firma na wstępie określiła, w jakim przedziale przewidziała wynagrodzenie i jego wysokość dopasowała do moich kwalifikacji.

Domagała przyznaje, że sytuacja opisana przez Sylwię to przywilej rynku pracodawcy: - Dopóki mamy wysoki poziom bezrobocia i firmy nie muszą wabić kandydatów zarobkami, to tego nie robią.

A dlaczego mamy trudności z przedstawianiem oczekiwań finansowych? Bo otwarte rozmowy o pensjach nawet w gronie przyjaciół to dla nas nowość, choć powoli i to się zmienia. Z sondy internetowej zamieszczonej pod artykułem "Ile ty zarabiasz?" przeprowadzanej przez Wyborcza.pl od stycznia tego roku wynika, że prawie połowa z 4 tys. osób, które wzięły w niej udział, rozmawia o pieniądzach, ale tylko z najbliższymi znajomymi. Jedna trzecia omija temat szerokim łukiem, za to jedna czwarta z wysokości dochodów nie robi tajemnicy.

Są jednak społeczeństwa, które podchodzą do tego z większym dystansem. Na przykład Finowie. Nie wiemy, czy rozmowy o wynagrodzeniach to ich ulubiony sposób spędzania czasu, ale wiadomo, że tamtejsza policja ma wgląd do bazy danych, w której są zarobki wszystkich obywateli. Na tej podstawie ustala m.in. wysokość mandatów. Jeden z szefów Nokii za przejażdżkę harleyem po Helsinkach, podczas której przekroczył prędkość o 25 km/godz., zapłacił - w przeliczeniu - prawie pół miliona złotych.
Obserwuj wątek
    • sibeliuss Re: Wysokość zarobków: czy można o nie pytać? 11.04.12, 08:35
      - W Norwegii natomiast wystarczy zalogować się na specjalnym serwisie internetowym, żeby dowiedzieć się, ile zarabia kolega z biurka obok lub sąsiad - opowiada Domagała. - W Szwecji taką informację można uzyskać w urzędzie, chociaż nie podadzą nam danych osobowych, a jedynie informacje dotyczące osoby zamieszkałej pod wskazanym adresem.

      Specjaliści zgodnie przyznają, że na taką otwartość Polacy nie są gotowi. Ale większa swoboda w rozmowach o pieniądzach mogłaby się opłacić. - Dzięki jawności wynagrodzeń i jasnym ustaleniom, za co się komu należy i ile, łatwiej motywować pracowników - mówi Krzysztof Domagała. - Pracodawca unika posądzeń o nepotyzm czy faworyzowanie, a jasne kryteria na przykład premiowania zachęcają pracowników do lepszej pracy.

      Paweł Gniazdowski zwraca uwagę na inny problem: - Jak pogodzić furtkę do ujawniania zarobków pracowników firm prywatnych, którą otwiera Sąd Najwyższy z obsesyjną wręcz w niektórych innych przypadkach troską o przestrzeganie zasad ochrony danych osobowych?

      *Sąd Najwyższy w orzeczeniach z 26 maja 2011 roku (sygn. akt II PK 304/10) i z 15 lipca 2011 roku (sygn. akt I PK 12/11) stwierdził, że pracodawcy nie mogą już zakazywać pracownikom porównywania swoich pensji, jeżeli ci podejrzewają, że firma płaci im mniej niż pozostałym.
      gazetapraca.pl/gazetapraca/1,90443,11497273,Wysokosc_zarobkow__czy_mozna_o_nie_pytac_.html

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka