sibeliuss
16.04.12, 13:38
Ostatnio byłem świadkiem dość prostej rozmowy. Jedna ze stron negowała wszystko co jej zdaniem było sprzeczne z nauką kościoła rzymsko-katolickiego. Temat obejmował pewną część polityki, życie społeczne i homoseksualizm. Druga strona w pewnym momencie zaoponowała, że w takim razie wszystko co nie jest związane z pojęciem katolickiej wizji świata jest negatywne - odpowiedź była twierdząca. Usłyszałem, że każdy wyznawca każdej wiary nie musi być obiektywny i zainteresowany tym co nazywa się demokracją. Trzeba żyć w zgodnie z Bogiem i dokonywać tylko takich wyborów, które zagwarantują trwałość wiary, i jeśli się nie da pokazać drugiemu człowiekowi praw wiary (ewangelizowanie) to należy być obrońcą swojej wiary. Dodam, że były to młode osoby.
Jak bardzo się mylę nazywając taką sytuację wciskaniem wiary? Czy tak jak Świadkowie Jehowy wyznawcy innych wyznań powinni walczyć o wiarę narzucając innym swój światopogląd argumentując to swoją większością? Czy zatem demokracja jest niezgodna z religijnością? Czy mówiąc językiem Radia Maryja określającego liberalizację praw społecznych dla mniejszości homoseksualnych mianem homopromocji - jest to katopromocja?