"Obrona wiary" to katopromocja czy ewangelizacja?

16.04.12, 13:38
Ostatnio byłem świadkiem dość prostej rozmowy. Jedna ze stron negowała wszystko co jej zdaniem było sprzeczne z nauką kościoła rzymsko-katolickiego. Temat obejmował pewną część polityki, życie społeczne i homoseksualizm. Druga strona w pewnym momencie zaoponowała, że w takim razie wszystko co nie jest związane z pojęciem katolickiej wizji świata jest negatywne - odpowiedź była twierdząca. Usłyszałem, że każdy wyznawca każdej wiary nie musi być obiektywny i zainteresowany tym co nazywa się demokracją. Trzeba żyć w zgodnie z Bogiem i dokonywać tylko takich wyborów, które zagwarantują trwałość wiary, i jeśli się nie da pokazać drugiemu człowiekowi praw wiary (ewangelizowanie) to należy być obrońcą swojej wiary. Dodam, że były to młode osoby.
Jak bardzo się mylę nazywając taką sytuację wciskaniem wiary? Czy tak jak Świadkowie Jehowy wyznawcy innych wyznań powinni walczyć o wiarę narzucając innym swój światopogląd argumentując to swoją większością? Czy zatem demokracja jest niezgodna z religijnością? Czy mówiąc językiem Radia Maryja określającego liberalizację praw społecznych dla mniejszości homoseksualnych mianem homopromocji - jest to katopromocja?
    • jedzoslaw Re: "Obrona wiary" to katopromocja czy ewangeliza 16.04.12, 21:17
      Stary to problem, ale według zachodniej wizji świata należy zawsze szanować inne poglądy. Dodajmy, że chrześcijaństwo u swych początków wskazywało na rozdział władzy cesarskiej od władzy religijnej. Oznacza to, że porządek świecki jest niezależny od religijnego. Oczywiście, katolicy mogą głosować zgodnie ze swym sumieniem, ale nie mogą w imię religii obalać demokrację i zmuszać innych do swych poglądów. Demokracja ich obowiązuje. Ta młoda osoba broniąca wiary nie łamie jednak zasad demokracji, bo przecież nie występuje przeciwko niej. Obiektywnym trzeba się zawsze starać być, ale nie można wymagać od takich ludzi, by całkowicie wyrzekli się swoich poglądów w imię poszanowania poglądów innych. Zawsze, nawet będąc obiektywnymi ludzie ci będą jednak sprzyjać przestrzeganiu swoich wartości. Pytanie tylko, gdzie jest granica między obroną wartości a jawną nietolerancją.
      Można jednak być religijnym i żyć demokratycznie. Człowiek religijny zadba po prostu o to, by jego wybrańcy mieli swoje miejsce w parlamencie, ale nie musi wcale oczekiwać, że będą oni stanowić większość, która będzie dyktować innym swoje wartości. Religijność nie musi być zaborcza.
Pełna wersja