sibeliuss
16.04.12, 15:23
Lokal o północy pełny, ale pani za barem poddenerwowana, patrzy na zegarek, komentuje obecność klienteli. W części dla palących ktoś urządza imieniny, zamawiają piwo, drinki, pani z każdą minutą dostaje szału. Ewidentnie chciałaby zamknąć lokal, ma gdzieś klientów, sprzedaż, zysk. Znika na zapleczu, wraca, ale niechęć bije po oczach. Kończymy kolejne piwo, pani podchodzi i pyta czy może wystawić rachunek... Mieliśmy wypić jeszcze po kolejce, no ale nie chcieliśmy przeszkadzać. Nie wiem kiedy tam jeszcze pójdę, wiem, że znajdę właściciela i zapytam kim jest ta pani.