jedzoslaw
07.06.12, 12:25
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114882,11882296,Warszawa_na_Euro_2012___Estetyczny_armagedon__I_jeszcze.html?logged=1&v=1&pId=17764755&send-a=1#opinion17764755
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114883,11879407.html
Dziwaczne jest jednak to święte oburzenie estetów. Tak, jakby nie wiedzieli, z czym się to wiąże. Mają różne anse wobec flag na samochodach, głupkowatych kapeluszy i plakatów z Chopinem dmącym w wuwuzelę. Tymczasem, to po prostu typowy folklor towarzyszący takiej imprezie. Bo Euro to przede wszystkim impreza masowa, dla publiki masowej i operująca masowymi chwytami- prostymi i często kiczowatymi. To nie jest nie Europejski Kongres Kultury czy Warszawska Jesień. Euro to plebejski festyn i oburzanie się na jego specyfikę jest jak oburzenie księdza, który wszedł do sex-shopu, wiedząc dobrze, co to za przybytek.