sibeliuss
10.08.12, 08:51
Znajomy co roku wyjeżdża na rozmaite wyprawy, szkoły przetrwania etc. Pochłania to niemałe kwoty, koszty wyjazdu i przygotowań. Wraca podniecony i spełniony, no właśnie - czym spełniony. Nie jest trekkerem, nie jest globetrotterem. On potwierdza swoją męskość, bycie zajefajnym samcem, silnym i mocnym. On tam walczy o przetrwanie, poci się i brudzi w imię testosteronu. A to nie jest tak, że zwyczajny facet nie musi nikomu udowadniać bycia chłopem z krwi i kości? Można dbać o ciało i sprawność, można dbać o urodę, rozwijać umiejętności, tylko po co do tego dorabiać ideologię i ryzykować na granicy brawury?
Czy jest to już gra, czy zwyczajna nieumiejętność zaakceptowania samego siebie pokrywająca kompleksy?