kriss67
15.10.12, 15:30
Czołem
Już za dzień z małym okładem kolejna odsłona futbolowej wojny Polska - Anglia. Niebiosa przekornie zrządziły, że spotykamy się z Anglikami regularnie. Czy to w eliminacjach do Mundialu, czy też do turnieju Euro. No tak już sobie niebiosa wymysliły.....
Hmm, z zasady dostajemy lanie, ale tu coś ku pokrzepierniu serc. Wspomnienie z czasów prehistorycznych - dobre i to - czyli z dnia 17 października roku 1973. Sławne Wembley. Remis 1-1 i historyczny awans Polski na Mundialu w roku 1974. Anglicy za burtą. Na rozgrywanym w Niemczech turnieju Polacy w fenomenalnym stylu zdobyli trzecie miejsce.
I tu komentarz ś.p. Pana Jana Ciszewskiego z 17 października 1973 roku:
"Windą na szafot
„..Trochę się spóźniłem na konferencje prasowa przed meczem. W wielkiej Sali siedziało już 30 dobrze ubranych panów, wśród których rozpoznałem wielu starych kolegów po mikrofonie z różnych państw… Po raz pierwszy w karierze dziennikarza nie ja pytałem o wiele róznych spraw, lecz mnie pytano. A wiec „co z Lubańskim”, „kto to jest
Deyna” itp.
Byłem w żywiole, ale denerwowało mnie głosne zachowanie komentatorów angielskich. Ich nie interesował polska druzyna. Oni jak gdyby sobie z niej dworowali. Pomyślałem – ten się śmieje, kto się smieje ostatni.
Staruszek Wembley dysponował urządzeniami, których nie remontowano od dnia premiery. Na stanowiska komentatorskie jedzie się 20-osobową windą. Kiedy weszliśmy do okropnie skrzypiącego wielkiego pudła, francuski komentator z ironicznym uśmiechem zapytał mnie czy oglądałem film Pt „Windą na szafot”. A niech cie diabli wezmą – pomyślałem. Ja ci to kiedyś przypomne. Tuż przed transmisją na olbrzymim kartonie napisałem flamastrem wielkimi literami „SPOKOJNIE”. Karton umieściłem na monitorze i co chwila nań patrzyłem. Jak twierdzili później recenzenci, byłem tego dnia spokojny, konkretny i rzeczowy.
Nie będę opisywał przebiegu wydarzeń. To wszyscy znają. Po lewej stronie mojej kabiny pracował Węgier Vitray. Często wychylał się zza ściany i zaciskając kciuk dawał do zrozumienia, że wierzy w naszych chłopców. Trzy pietra niżej, na płycie boiska, trwał heroiczny bój.Prawym uchem łowiłem głos komentatora angielskiego, Allena Weeksa, jak stawał się coraz mniej pewny siebie. Pare minut przed końcem jego twarz była żałosną ilustracją tego, co w tym momencie działosię z kilkudziesięcioma milionami Anglików. Wrak nie człowiek!
Koniec meczu. Nawet tu, wysoko nad stadionem słychac było „Jeszcze Polska nie zgineła”. Kochani rodacy rzucali się sobie w objęcia, płacząc ze szczęścia. Widok ten wzruszył mnie do głębi, przestałem nad sobą panowac. Patrzyłem na bezgranicznie szczęsliwy tłum i głos mi się załamał. Oczyma wyobraźni widziałem tysiące mieszkań w Polsce, gdzie ludzie w szleńczym uniesieniu płakali jak bobry.
W chwile potem jechałem skrzypiącym urządzeniem w dół. Wpadłem wprost w ramiona Janka Tomaszewskiego który złapał mnie wpół i uniósł w powietrze jakbym był piórko…”
I pewna perłka słowna autorstwa ś.p. Pana Kazimierza Górskiego:
"17 października 1973 roku Kazimierz Górski, kończąc odprawę przed meczem Anglii z Polską, powiedział do zawodników: „A teraz wychodźcie na ten Wimblendon i grajcie tak, żeby wygrać".
Piłkarze, którzy do tej pory siedzieli w szatni ze spuszczonymi głowami, nagle się ożywili: „Panie trenerze – powiedział któryś z nich. – To nie jest Wimblendon tylko Wembley".
- „A co to za różnica – odparł Górski. – To trawa, i to trawa".
źródło:
Stefan Szczepłek, "Rzeczpospolita"
www.youtube.com/watch?v=1imEFONbClU&playnext=1&list=PLuXbnezpDJFhk2u0fr60OxGiy48Ah806E&feature=results_video
Pozdro
Krzysztof