Szacun Kaziu

23.02.13, 13:48
To powinna być legenda słoików. Człowiek spoza Warszawy, którzy stał się bardziej warszawski od większości warszawiaków:
warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34862,13441050,Dlaczego_Warszawa_kocha_Deyne___To_poeta_futbolu__.html
Pozdro .
    • kriss67 Re: Szacun Kaziu 23.02.13, 14:10
      Czołem Tomaszsmile

      A tu fragment felietonu autorstwa Pana Stefana Szczepłeka "Życie na cokole"

      ...."W Polsce tylko jeden piłkarz ma pomnik a nawet dwa. Kazimierz Deyna został w tym roku uhonorowany w ten sposób przez mieszkańców rodzinnego Starogardu Gdańskiego i przez kibiców Legii. W Starogardzie siedzi na trybunie swojego stadionu. W Warszawie stoi w futbolowej pozie mniej więcej tam, gdzie znajdował się ośrodek sportowy dla żołnierzy, w którym spędził pierwsze tygodnie po przyjeździe do stolicy. Następnym powinien być Lucjan Brychczy, pracujący w Legii jako piłkarz i trener bez przerwy od roku 1954. W Anglii już dawno miałby pomnik."

      26 grudnia 2012 roku, za dziennikiem "Rzeczpospolita"


      https://www.wprost.pl/G/cache/6/d/e/6dec8405a40b48f1fe39531bcc3f40abc5894178.jpg


      Pozdrawiam
      Krzysztof
    • czarek_sz Re: Szacun Kaziu 23.02.13, 14:17
      W swej bogatej historii Legia miała wielu znakomitych piłkarzy ale chyba żaden z nich nie odcisnął na klubie takiego 'piętna' jak Kazio Deyna. Tak, jest legendą i pozostanie legendą. Kazimierz Deyna - największy z największych którzy kiedykolwiek grali w klubie przy ul Łazienkowskiej W Wawie.
    • kriss67 Re: Szacun Kaziu 28.02.13, 07:30
      I tu jeszcze Pan Stefan Szczepłek:

      "Opowiadał mi Kazimierz Deyna, któremu w Manchesterze City kazano grać 
w ataku, jakie instrukcje otrzymywał od trenera: Pobiegniesz na pole karne 
i tam wyskoczysz w górę, gdzie będzie już na ciebie czekał stoper. Jeśli ty pierwszy trafisz go łokciem 
w twarz, to wygrałeś. Jeśli on – w następnym meczu nie grasz.

      Deyna naiwnie spytał 
– a piłka? Co cię piłka obchodzi – usłyszał w odpowiedzi."
    • morfeusz_1 Re: Szacun Kaziu 28.02.13, 09:53

      Niech żałuje wielu z młodego pokolenia że nie widziała Deyny na boisku z perspektywy trybun.
      Ja zobaczyłem kunszt jego fechtunku piłkarskiego jak na Legię z wujostwem chodzić zaczynałem.
      Wujek Jan pierwszych lekcji mi dawał . Kto na jakiej pozycji gra, kto to jest obrońca , pomocnik , kiedy jest spalony chodzący almanach piłkarski. Tata zasuwał cały czas więc z brajdakiem ciotecznym po linii jego rodziny która miała tradycje zakorzenione sportowe łyknąłem bakcyla.
      Mecze eliminacyjne, olimpiada w końcu Kazimierz Górski i 74 rok euforia... oj dużo by opowiadać....
      Deyna Kazimierz nie ruszaj Kazia bo zginiesz - tak się śpiewało na Legii wtedy
      Czyli ani on był nasz,ani on był wasz On był po prostu swój - dopracowany do perfekcji talent z tym trzeba się urodzić, nogą krawaty mógł wiązać jak to się po naszemu po warszawsku mówi !
      • tjbazuka Re: Szacun Kaziu 28.02.13, 12:31
        Nigdy Deyny nie widzialem w akcji na zywo na Legii (zaczelem chodzic na Legie jak juz wyjechal) ale widziale Kazia w akcji jak gral w reprezentacji Polski na stadionie X lecia.
        Pozdro smile
        • kriss67 Re: Szacun Kaziu 06.03.13, 17:09
          Czołem Tomaszsmile

          I tu coś jeszcze:

          "Fajny film wczoraj widziałem. „Być jak Kazimierz Deyna”, w reżyserii Anny Wieczur-Bluszcz.

          Autorem scenariusza jest Radosław Paczocha (rocznik 1977), który napisał sztukę pod tym samym tytułem (premiera w gdańskim Teatrze Wybrzeże, w roku 2010), a do potrzeb filmu przystosował go wspólnie z reżyserką.

          To nie jest film o Deynie, tylko o nas. O chłopaku, który urodził się 29 października 1977 roku, dokładnie wtedy, kiedy w meczu z Portugalią Deyna strzelił bezpośrednio z rzutu rożnego bramkę, która dała nam awans do mistrzostw świata w Argentynie. I kiedy na Stadionie Śląskim ludzie wydali z siebie okrzyk radości, po usłyszeniu nazwiska strzelca zaczęli gwizdać. Deyna grał w nielubianej w kraju Legii, a poza tym był lepszy. Wyrósł ponad innych, więc należało mu dokuczyć. Nic się od tamtej pory w obyczajach nie zmieniło.

          Wszystko w tym filmie jest. Zawiedzione nadzieje ojca, który dał synowi imię Kazimierz, marząc, że będzie kiedyś grał jak jego wielki imiennik. Walący się ustrój, kapitalizm na łóżkach polowych, zlewak w Anglii, niedouczony trener z nieodłączną butelką, przypadkowa inicjacja seksualna, ale i prawdziwa miłość.

          A w tle piłeczka z Kaziem Deyną w roli głównej. 
I klamra: kiedy rodzi się syn Kazika, jest rok 2006, Ebi Smolarek wbija dwie bramki Portugalczykom.

          Ogląda się to wszystko z przyjemnością, nie ma żartów na poziomie większości polskich komedii, na których nie wiadomo – śmiać się, czy płakać. Wszystko w dobrym guście i nawet kiedy przeklinają, to nie razi.

          Nie słyszałem w polskim filmie piękniejszej wiązanki od tej, którą chwilę przed porodem puszcza matka Kazika, znakomicie grana przez Gabrielę Muskałę. „Psy” niech się schowają do swoich bud. Świetny jest Przemysław Bluszcz jako ojciec Kazika oraz grający dziadka Jerzy Trela. Ta trójka to ekstraklasa.

          W filmie debiutowało piętnastu aktorów. Większość zagrała lepiej niż niejeden debiutant w polskiej reprezentacji."

          autor: Stefan Szczepłek, dziennik "Rzeczpospolita"
Inne wątki na temat:
Pełna wersja