O co ten cyrk?

01.12.04, 22:09
Jest sobie para z jakimś tam stażem, mają dom, albo mieszkanko. Może mają
dzieci, może psa i być może jakiś tam samochód. Opatrzyli się sobie i w sumie
można śmiało powiedzieć, że nie są dla siebie już atrakcyjni. Tajemnicą
Poliszynela jest to, że oboje kogoś mają. Ona chciałaby lub ma jakiegoś gacha,
a on ma apetyt na inną kobietę, lub ma już kochankę.
Taki stan sobie trwa, no ale związek nie jest idyllą, a oni nie są parą
gruchających gołąbków. Nadchodzi więc ten moment, że jedno z nich postanawia
ułożyć sobie życie z tym kimś, kto do tej pory stał z boku.
No i zaczyna się cyrk, że niby teraz to zdrada, że rozbijanie rodziny, że brak
szacunku, że biedne dzieci....
A ja się pytam, o co ten cały cyrk, skoro oboje nie są święci?
    • mika_1 Re: O co ten cyrk? 01.12.04, 22:13
      Bo to chyba dziala na zasadzie "co powiedza inni"... I stad caly ten cyrk...
      Taka mentalnosc!
      • herbacianka Re: O co ten cyrk? 01.12.04, 22:17
        Otóż to, pewnie tak.. Głupio by było po prostu sie zgodzić na bycie zostawionym
        czy zostawioną - choć to pewnie przyniosłoby ulgę obu stronom - głupio bo "co
        ludzie powiedzą" właśnie...
    • geograf Re: O co ten cyrk? 01.12.04, 22:30
      o zachowanie pozorów?
      o zrzucenie całej winy z siebie, na tą osobę, z którą kiedyś dzieliło się łoże, a przez to wybielenie siebie (przed innymi,a niekiedy również na płaszczyźnie sumienia....)
      ?
      • ada296 Re: O co ten cyrk? 01.12.04, 23:52
        poczucie własności
        dziwnie pojmowane
        lepiej potykać się o stary wysłużony fotel, który przeszkadza niż oddać go w
        inne (dobre...?) ręce
        • carrramba Re: O co ten cyrk? 02.12.04, 00:17
          Jeśli w pore, związek dwojga ludzi nie wypracuje sobie przyjaźni, niestety tak
          się kończy. Fascynacja druga osobą nie trwa wiecznie. Najgorsze, co moze
          spotkać takie stare małzeństwo- to przyzwyczajenie. A jak jest przyzwyczajenie,
          to brak miejsca na przyjaźń. Czy w sytuacji jaka przedstawił Sloggi, iśc za
          głosem serca i tworzyć nowy zwiazek ? Nie mam pojecia. Jeśli wszystko się już
          wypaliło miedzy ludźmi, to chyba tak. Jeśli mogą byc szczęśliwi w innych
          związkach ? To chyba tak. Ale nie wiem tak do końca, kazda taka sprawa jest
          inna. Czy warto trwać w zwiazkach, które dawno umarły ? Nalezy spytać tych, co
          właśniew takiej sytuacji byli.
          Pozdrawiam.
          • towita Re: O co ten cyrk? 02.12.04, 08:38
            Byłam w takiej sytuacji. Mój były mąż załatwił wszystkie formalności. Sprawa
            była jedna i trwała ok. 20 min. Mielismy jakiś tam majątek i dziecko. Uwierzcie
            takie rozstanie jest czymś strasznym. Później wyjazd do obcego miasta i
            układanie życia na nowo. Kiedyś byłam zadowolona ze swojego życia, teraz jestem
            szczęśliwa. Mimo wszystko uważam, że rodzina to największy skarb. Warto o nią
            walczyć i poświęcić dosłownie wszystko.
    • lelu Re: O co ten cyrk? 02.12.04, 08:33
      Sloggi przedstawił sytuację wielce hipotetyczną. W skrócie: oboje tego związku
      mają dość. W tej sytuacji, zapewniam was, że prawie w 100% cyrku nie będzie.
      Kłopoty zaczynają sie wówczas, gdy:
      1. to jedna ma dość, a druga pozostawiona zostaje sama, czy to ze swoją
      miłością, czy tez bezradna życiwo i materialnie. Tu zazwyczaj do cyrku
      powszechnego nie dochodzi. Słabszy dostaje kopa już. Cyrk jest, ale bez
      widowni, z jednym klaunem
      2. kiedy cechy osobowe stron są żyletowate, nic ich nie łączy, ale każda chce
      postawić na swoim i pokazać drugiej stronie, jak życie może być upierdliwe.
      3. cyrk zawsze jest, kiedy chodzi sprawiedliwy podział majątku. Im większy, tym
      tusz głośniejszy.
      Jest bardzo często tak, że związki bez miłości, bez przyjaźni, ale też bez
      zdrady trwają do końca, bo para zachowuje się przyzwoicie wobec dzieci i wobec
      siebie. Nie zawsze przecież tak jest, że przychodzi nowa miłość, że życie razem
      jest nieznośne. Ludzi łączy nie tylko uczucie.
Pełna wersja