sloggi
08.12.04, 23:11
Pazury zmalowane, oczy i usta też - dama, kokietuje mnie w pięćsetdwadzieścia
cztery od FSO. Niby ukratkiem, kątem oka. Modne szmatki, kilogram lakieru na
włosach (mogłaby konkurować, ze śp. Hannelore Kohl). I tak sobie jedziemy. Ja
na nią zza książki, ona przez odbicie w ciemnym oknie. Wysiadamy na tym samym
przystanku. Wchodzę do warzywniaka, widzę niesmak na jej twarzy. Kupuję
dwie siatki jabłek, pomidorów, chleb, jakieś żarło.
Doganiam pannę przy kiosku ruchu. Spotkała matkę, bo słyszę "Mamo, ....".
Matka z tobołami z Reala, i tak ruszyły od kiosku, cizia z torebeczką i ta
matka z tymi kojbrami. Nie wpadła dama na pomysł, żeby wziąć od matki siatkę.
Która głupsza - cizia bo niedomyślna, czy matka, że nie kazała wziąć siatki?
nasz uśmiech już czeka na Was