sloggi
26.04.05, 23:05
Większość bezdomnych pochodzi spoza stolicy. Pracują na czarno, a noclegownie
traktują jak hotel - wynika z badań CBOS.
Władze stolicy są zbulwersowane wynikami ankiet przeprowadzonych przez Centrum
Badania Opinii Społecznej. W tym roku miasto na pomoc kilkunastotysięcznej
rzeszy bezdomnych przeznaczyło 5 mln zł. Ratusz zapowiada, że więcej nie da
się oszukiwać.
W pięć dni ankieterzy przepytali 600 bezdomnych i pracowników 29 stołecznych
noclegowni. Chcieli wiedzieć, skąd pochodzą bywalcy schronisk, czemu nie
pracują i z czego żyją.
Zjeżdżają z całej Polski. Okazało się, że blisko trzy czwarte bezdomnych
mieszających w stołecznych noclegowniach pochodzi spoza z Warszawy.
Przyjechali tu przeważnie z małych miast i wsi. Decyzję o wyjeździe
podejmowali zwykle po utracie pracy, rozpadzie małżeństwa albo eksmisji.
Rzadziej do bezdomności doprowadzały nałogi: alkoholizm lub narkomania.
Sporadycznie zdarzało się nawet, że przeniesienie się na ulice Warszawy
proponowali im pracownicy Ośrodków Pomocy Społecznej.
-Wychodziliśmy z założenia, że skoro jesteśmy stosunkowo zamożnym miastem,
wytrzymamy, nawet jeśli jakiś procent bezdomnych będzie tu przyjeżdżał
przezimować z innych miast. Nie sądziliśmy jednak, że jest ich aż tylu -
tłumaczy Paweł Wypych, dyrektor miejskiego Biura Polityki Społecznej.
Noclegownia to nie hotel. Warszawa może domagać się od miast, w których są
zameldowani bezdomni, zwrotu pieniędzy za ich utrzymywanie. Nigdy tego nie
robiła. Czy zrobi to teraz?
- Myślimy o tym, chociaż przy takiej liczbie bezdomnych to jest trudne. Na
pewno nie będziemy dotować nowych noclegowni, a ludzie często korzystający ze
schronisk będą sprawdzani przez pracowników ośrodków pomocy społecznej.
Zarabiający nie mogą mieszkać w schronisku, noclegownia nie jest hotelem
pracowniczym - mówi Paweł Wypych. - A z tych badań wynika, że większość
naszych bezdomnych to mężczyźni, z których spora część zarabia na czarno i
kilka razy w tygodniu kontaktuje się z rodziną. Co to ma wspólnego z
bezdomnością?!
Jedna trzecia pracujących przyznała się nawet, że ma stałą pracę. Większość
jednak pracuje dorywczo. Upadł za to stereotyp bezdomnego, który żyje ze
zbierania puszek czy złomu. Częściej niż ze zbieractwa żyją z pracy na
budowach, w schroniskach, ze sprzątania oraz zbiorów warzyw i owoców. Nie są
też samotni, na ścianach schronisk wiszą zdjęcia żon i dzieci, którym
zarabiający na czarno wysyłają zaoszczędzone pieniądze.
Potrzebują psychologa. Jednocześnie prawie wszyscy deklarują, że cały czas
szukają dobrej pracy na etacie, najwięcej osób podjęłoby pracę za 1100 zł na
rękę, ale zdecydowanej większości wystarczyłoby 700 - 900 zł. Od miasta
oczekują pomocy w szukaniu posady i doradztwa zawodowego, a także np. pomocy
prawnej.Pracownicy schronisk i noclegowni podkreślają z kolei, że oprócz
pomocy w szukaniu zatrudnienia wielu prawdziwie, a nie fikcyjnie bezdomnym
przydałoby się wsparcie psychologiczne. Zwykle w siebie nie wierzą i mają
zaniżone poczucie wartości. Dlatego w mieście przydałby się program
ułatwiający wyjście z bezdomności.
/www.rzeczpospolita.pl/