sloggi
18.05.05, 00:20
Nie będzie Parady Równości. - Nie widzę powodu do krzewienia kultury gejów -
tłumaczy prezydent Kaczyński, który w zeszłym roku za zakaz przemarszu gejów i
lesbijek oberwał tortem
Parada Równości to główne wydarzenie Dni Równości. W Warszawie odbyła się
trzykrotnie. Za każdym razem uczestniczyło w niej od kilkuset do kilku tysięcy
osób protestujących przeciwko homofobii.
W tym roku organizacje gejowskie zaplanowały, że parada odbędzie się w sobotę
11 czerwca. Miała wyruszyć spod Sejmu, przejść ulicami Wiejską, Piękną, pl.
Konstytucji, Marszałkowską do pl. Defilad. - Trasę uzgodniliśmy z urzędnikami.
Mamy nadzieję, że prezydent Kaczyński nie wycofa się z tych ustaleń - mówił
wczoraj na konferencji Tomasz Bączkowski z Fundacji Równości organizującej
przemarsz. Nie wiedział jeszcze, że Lech Kaczyński już podjął decyzję. - Nie
zgadzam się na tę paradę i zdania nie zmienię - powiedział nam prezydent.
Tymczasem od kilku dni można znaleźć zapowiedź parady na stronie internetowej
urzędu z informacjami o dużych imprezach w mieście. W dodatku Lucjan Bełza,
szef miejskiego biura bezpieczeństwa, wczoraj kilkakrotnie przekonywał nas, że
analizuje jeszcze wniosek organizatorów. - Są w nim braki, np. nie ma projektu
organizacji ruchu. Trzeba będzie też sprawdzić, czy uczestnicy parady nie
zamierzają naruszyć prawa, np. w formie obraźliwych transparentów czy okrzyków
- powiedział.
Dwa lata temu, na początku kadencji, prezydent Kaczyński nie miał nic
przeciwko Paradzie. Ale już w zeszłym roku nie zgodził się na nią, choć
organizatorzy na życzenie urzędników dwukrotnie zmieniali trasę przemarszu i
trzykrotnie jego termin. Swoją odmowę tłumaczył obawą o bezpieczeństwo
publiczne i dbałością o uczucia warszawiaków. Twierdził m.in., że przemarsz
zmusi ich do udziału "w wydarzeniach o charakterze seksualnym". - Zdaję sobie
sprawę, że to środowisko będzie mnie uważało za wroga, ale niewiele mnie to
interesuje - mówił. Dziś powtarza te same argumenty. - W zeszłym roku
zaatakowano mnie za tę decyzję tortem. Cóż, polityka to ryzykowna gra -
stwierdził.
- Jestem zaskoczony - komentuje Tomasz Bączkowski. O decyzji dowiedział się od
dziennikarzy. Zapowiada odwołanie do wojewody.
miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,2714260.html