Płacenie za .... (na randce)

21.05.05, 11:49
Na początku związku mężczyzna chce się pokazać z jak najlepszej strony. To
naturalne, że chce zapraszać kobietę, która mu się podoba do restauracji,
kina, klubu czy kawiarni...


Jeśli chce mieć gest i płacić za wszystko, może się okazać, że wypłaty nie
wystarczy do końca miesiąca i będzie trzeba się zapożyczyć. A gdy kobieta lubi
luksus i przyzwyczai się do tego, że on zawsze płaci, za jakiś czas jej
wymagania mogą wzrosnąć. I co wtedy?

Na płacenie za dwie osoby w restauracji, klubie czy kawiarni nie każdego stać.
Nie każdy ma dobrze płatną pracę i zasoby na to, by kilka razy w miesiącu
zapewnić kobiecie drogie rozrywki. Wyjście do klubu: wstęp, drinki, soki, coś
do przegryzienia, a potem taksówka, nieco nadszarpuje zasoby portfela
przeciętnego Polaka.

Jeśli kobieta nie wyciąga portmonetki wchodząc do klubu czy kina, a mężczyźnie
bardzo zależy na jej towarzystwie, lepiej niech wybierze mniej kosztowne
sposoby spędzania wolnego czasu - wcale nie mniej interesujące. Spacer przy
świetle księżyca, wycieczka poza miasto czy gra w scrabble mogą okazać się
równie atrakcyjnymi formami dalszego rozwijania znajomości.

W miarę upływu czasu, gdy związek przejdzie pierwszy etap znajomości, powinna
zacząć obowiązywać zasada płacenia "na spółkę". Podobnie, gdy para rozpoczyna
życie pod jednym dachem, czy też wyjeżdża na wspólne wakacje.

Na początku znajomości kwestie finansów są dość niewygodnym tematem, jednak w
miarę upływu czasu ten problem powinien się sam rozwiązać. W sprawie pieniędzy
można nauczyć się swobodnie rozmawiać. A jeśli planujemy poważny związek, tę
umiejętność lepiej opanować w pierwszej kolejności.

(INTERIA.PL)
    • agnie_szka9 Re: Płacenie za .... (na randce) 21.05.05, 15:28
      ja tam na początku każdej znajomości ustalam, że każdy płaci za siebie! a co!
      oczywiście w duchu liczę na to, że zapłaci facet...ale różnie bywasmile

      no chyba że są to spotkania koleżeńskie, a nie randki - to nie czekam aż ktoś
      zapłaci za mnie.
      • skiela1 Re: Płacenie za .... (na randce) 21.05.05, 18:41
        Albo jest to rownouprawnienie albo niesmile
        Kazdy placi za siebie.
    • narysuj.mi.baranka Re: Płacenie za .... (na randce) 21.05.05, 22:21
      Facet placi, ale kobieta nie powinna go naciagac smile
    • clairejoanna Re: Płacenie za .... (na randce) 22.05.05, 10:47
      Zwiazku z tym, że mieszkam w kraju feministycznym, przestałam cokolwiek od
      mężczyzn wymagać. W Norwegii chłopak mnie nawet wtedy nie przypóści w drzwiach,
      kiedy mam dwie torby i plecak. Jeżeli mnie ktoś przepóści w autobusie, zaraz
      wiadomo, że to nieskandynaw.

      Ja i Piotrek podchodzimy do drzwi. Piotrek ma metr dziewiędziesiąt i jest
      wysportowany, więc nawet nie walczę o pierwszeństwo i stoję. Jak idioci przez
      chwilę przed drzwiami; po czym zapalam: "Przecież jestem w Europie!" i
      przechodzę przez drzwi czując się jak królowa.
      Następny etap to rachunek. Nawet, jeżeli jestem w kawiarni z przyjacielem i
      tłumaczę, że tym razem ja chcę zaprosić, to On się czuje zobowiązany. Jak mocno
      tupne nogą, to wolno mi się zająć rachunkiem, ale jest to długa walka wink

      Chodzi tu o to, że wszystko zależy od obyczajów i mentalności. W Europie:
      mężczyzna wychodzi z założenia, że to On ma płaci, a kobieta jest do tego
      przyzwyczajona. Przy czym nie widzę powodu, żeby to jakoś nie uzgonić. W końcu
      tu chodzi tylko o pieniądze.

      Pozdrowienia,

      CJ
Pełna wersja