tomek854
16.06.05, 17:10
inut - pol godziny ktos sie zjawi, zeby pompowac wode, a wtedy
wystawia jednego strazaka aby kierowal ruchem. Faktycznie, po pol godzinie
przyjechala straz, ale w miedzyczasie przybyla drogowka - po 2 h od mojego
pierwszego telefonu na 997. Skadinad calkiem sympatyczni panowie policjanci
powiedzieli, ze to dlatego, ze sa tylko dwa radiowozy na cale miasto a
pozalewane sa prawie wszystkie wiadukty.
Moje pytania:
1. Czy, skoro juz nie dziala 112, ktore powinno byc telefonem "od
wszystkiego" nie mozna zapewnic jakiejs wymiany informacji miedzy
telefonami
alarmowymi i przeprowadzic jasnego podzialu kompetencji? Bo tak, to tylko
zwalaja odpowiedzialnosc na innych i sa zadowolone...
2. Dlaczego strazacy mogli zostac wezwani do jednostki z powodu
nadzwyczajnej sytuacji i ruszyc do pracy, a drogowka nie mogla?
3. Od czego k... jest Straz Miejska, jezeli nie od zapewniania
bezpieczenstwa? Widzialem ich ducato na grabiszynskiej - strazakowi
spieszacemyu do pracy samochod zgasl w wodzie i probowal go wypchnac a
straz
miejska przejechala kolo niego z taka predkoscia, ze jeszcze zostal (on i
my, stojacy nieco dalej) ochlapany!