lady.oracle
16.06.05, 19:40
Kobieta zginęła od uderzenia pioruna
Piotr Machajski 16-06-2005 , ostatnia aktualizacja 16-06-2005 12:11
W centrum miasta piorun zabił 35-letnią kobietę, która szła odebrać swojego syna ze szkoły. Uderzenie pioruna w sąsiedztwie wysokich bloków to rzadkość
Tragedia wydarzyła się na ul. Spiskiej, róg Niemcewicza. Było po godz. 15, kobieta spieszyła się do Szkoły Podstawowej nr 97 odebrać 8-letnia syna. Przez boczną furtkę weszła na boisko.
Nagle zerwał się ulewny deszcz. Kobieta stanęła pod drzewem, żeby przeczekać ulewę. Do budynku szkoły zabrakło jej kilkudziesięciu metrów.
Zaraz potem strzelił piorun.
- Huk był ogromny. W życiu czegoś takiego nie słyszałem - opowiada mieszkaniec kamienicy przy ul. Niemcewicza.
Piorun trafił prosto w kobietę.
- Wezwano pogotowie, ale lekarz stwierdził zgon - mówi mł. insp. Zbigniew Skrzypczak, wiceszef policji na Ochocie.
Na miejsce wypadku przyjechał mąż kobiety. W domu u sąsiadów czekała ich 13-letnia córka. Policja wysłała do rodziny swojego psychologa.
To druga w Warszawie w ciągu ostatnich lat śmierć od pioruna. W lipcu 2001 r. piorun zabił dwoje młodych ludzi czekających na przystanku w Al. Jerozolimskich. Stali pod wysokim drzewem, dość daleko od zabudowań.
Wczorajsza tragedia wydarzyła się jednak tuż obok dużego budynku szkoły, który teoretycznie powinien ściągnąć uderzenie pioruna.
- To rzeczywiście wyjątkowy pech, ale pioruny są nieprzewidywalne - przyznaje prof. Krzysztof Haman, fizyk atmosfery. - Wyładowania atmosferyczne to struktury rozgałęzione, widać to dobrze na zdjęciach. Zdarza się, że odgałęzienie takiego pioruna trafia w najbardziej nieprawdopodobne miejsce.
Według prof. Hamana mogło być tak, że główna siła pioruna uderzyła w budynek szkoły, a kobieta została trafiona właśnie takim odgałęzieniem.
- Do zatrzymania pracy serca potrzeba naprawdę niewiele, ok. 50 miliamperów. A piorun ma ok. 30 tys. amperów - podkreśla profesor.