sloggi
02.07.05, 00:21
Czy ukochane kreskówki przekonają polskich facetów do prania, gotowania i
niańczenia dzieci? Sprawa jest na tyle poważna, że pieniądze na oduczenie
naszych panów lenistwa wyłoży Unia Europejska!
25-letnia Olga Skalska, doradca ds. projektów unijnych z Łodzi, zajmuje się
domem na zmianę ze swoim partnerem. Zakupy, porządki, pranie czy obiad robi
ten, kto wcześniej wróci z pracy albo jest mniej zmęczony. - To wynika
naturalnie. Nie ma żadnego ustalania czy późniejszego wypominania - opowiada Olga.
Olga jest wielką szczęściarą. Z badań CBOS-u wynika bowiem, że panowie raczej
się nie przemęczają. Praca kobiety w domu jest warta miesięcznie 1,3 tys. zł,
a mężczyzny - zaledwie 300 zł. Gospodynie spędzają przy garach ponad cztery
godziny dziennie, ich partnerzy - o wiele, wiele mniej.
Potwierdzają to najnowsze badania Wyższej Szkoły Ekonomicznej w Białymstoku.
Wynika z nich, że partnerstwo to jedna wielka bujda. Panowie poświęcają na
pomoc w prowadzeniu domu średnio pół godziny dziennie! Przeważnie wynoszą
śmieci, o wiele rzadziej sprzątają albo zajmują się dzieckiem. I nie lubią
urlopów macierzyńskich.
W dodatku, o zgrozo, ponad połowa facetów wciąż uważa, że najlepszy jest
tradycyjny model rodziny. Czytaj: taki, w którym kobieta robi wszystko.
Pierze, gotuje, zmywa i niańczy dzieci.
- Kobiety mają tego dość. Od kiedy skończyła się komuna i zaczęły kontaktować
się z kobietami z Zachodu, wiedzą, że może być inaczej - twierdzi Joanna
Piotrowska z warszawskiej fundacji OŚKa.
Ale jak zmienić mentalność facetów, skoro nie przemawiają do nich prośby ani
groźby partnerek? W Białymstoku myśleli i wymyślili, żeby przekonać ich
kreskówkami, które tak lubią. Do tego ogólnopolska kampania obejmie spoty
telewizyjne, konkursy na supertatę i imprezy plenerowe. - Chcemy zmotywować
panów do zaangażowania się w życie rodzinne, żeby kobiety nie musiały wybierać
między pracą zawodową a domem. Liczymy się z tym, że nie od razu zmienimy
sposób myślenia. Na początek chcemy wywołać dyskusję - mówi dr Cecylia
Sadowska-Snarska z WSE w Białymstoku.
Kampania ma też przemawiać do kobiet. Dr Sadowska-Snarska twierdzi, że zmiana
sposobu myślenia tylko panów nie wystarczy. Panie muszą dać im szansę. -
Trzeba skończyć z przekonaniem, że same zrobimy wszystko najlepiej i po prostu
dopuścić mężczyznę do prac domowych. I nie krzyczeć, jak coś zrobi nie tak -
radzi dr Sadowska-Snarska.
Prace nad kampanią już trwają. Przedstawicielki organizacji kobiecych są nią
zachwycone. - Bardzo fajna sprawa, tylko trzeba uważać, żeby panów nie
obrazić. Pokazać im, że zajmując się dziećmi, sami mogą skorzystać. Przecież
nie każdy chce być macho. Trzeba tylko głośno powiedzieć, że ma to tego prawo
- ocenia Piotrowska.
Co na to panowie? Próbowaliśmy o to zapytać znanych aktorów, sportowców,
polityków. Ale zdecydowana większość nie chciała rozmawiać o tym, czy pomagają
w domu. - Myślałem, że spyta pani o coś ważnego. A tu takie bzdury - kwitowali.
Darek, pracownik reklamy, po trzydziestce (obowiązki domowe dzielą z żoną na
pół), nie ma wątpliwości: - Faceci, którzy traktują dom jak hotel, pewnie się
z takiej akcji pośmieją, ale raczej się nie zmienią.
Gdy ostatnio dr Sadowska-Snarska była w telewizji w sprawie spotów, usłyszała
od pracujących tam mężczyzn, że "ci faceci to rzeczywiście nic nie robią". Ale
zaraz potem dodali, że mogą się zmienić. Za... 2 mln zł. Bo tyle organizatorzy
kampanii dostali na nią z Unii Europejskiej.
/gazeta/