HIstoria jednej rodziny,,,

20.08.05, 23:02
Kilkanaście lat temu wyglądając czasami przez kuchenne okno obserwowałam, jak
samotna sąsiadka wyprawia dzieci do szkoły...przeprowadzała je przez ulicę,
całowała, sprawdzała czy są pozapinane, głaskała i dzieci dalej szły same -
to zaledwie może 50 metrów...robiła za nimi znak krzyża....

wzruszało mnie to zawsze...widać było, że troszczy się o nie, że je bardzo
kocha....
po odpadającej farbie z okien, po szarych firankach i ubraniach całej rodziny
widac było, że im się nie przelewa - mimo to kobieta była zawsze
uśmiechnięta, dzieci grzeczne i radosne...
z chłopca rósł mały łobuziak a z dwóch dziewczynek ładne ale smutne lub
zamyślone panny.....

po kilku latach przerwy zobaczyłam przez okno, że syn podjechał pod dom
zachodnim samochodem na niemieckich numerach a ubrany był w garnitur....
kobieta była zadbana ale jej twarz nieco podniszczona i zmęczona....

córki widywałam sporadycznie - szare, smutne, zaniedbane....
ucieszyłam sie nawet chyba, bo pomyślałam, ze oto syn zasobny chyba pomoże
tej kobiecie finansowo, odpłaci dobrem za jej wychowanie i poświęcenie...

minęło kolejne pięć lat.....
dzisiaj od mojego ojca usłyszałam dalszą historię tej rodziny.....
mieszkają nadal obok w klatce.....
matka chodzi o kulach...jest na emeryturze.....
jedna z córek wydała się za mąż za syna sąsiadów i mieszka dwa piętra wyżej
nad matką...ma kulawego psa, o którego nie dba....
o synu nie wiadomo nic....

druga córka częściej się uśmiecha, ale jej życie nie jest takie wesołe -
mieszka z matką i ze swoim mężem pijakiem, który ją bije...mają dwoje małych
dzieci....oboje nie pracują....

ona chodzi po caritasach i pomocach społecznych skąd przynosi do domu
produkty żywnościowe i przemysłowe...chodzi po domach szukając zarobku przy
sprzątaniu, robieniu zakupów itp...
jej mąż przyniósł w ostatnim miesiącu do domu całe 200 złotych za jakąś
dorywczą pracę na czarno - dziewczyna jest szczęśliwa....

mój ojciec widuje ją jak zbiera po śmietnikach puszki po piwie i napojach...
dziewczyna zbiera meble wyrzucone przez innych na śmietnik....
stara się jak może...podobno złożyła też pozew do sądu o rozwód....

mojemu ojcu powiedziała, że mąż ją bije...ale przynajmniej jej z dziećmi w
domu siedzi jak ona musi wyjść do opieki po pomoc....bo z dwojgiem dzieci
byłoby jej ciężko....

mój ojciec był u nich w domu....drzwi do matki pokoju obite są blachą i
zamykane są na kłódkę....
trzy szafki w kuchni przeciągnięte są łańcuchem i zamknięte na kłódkę....

podobno obie kobiety się nienawidzą, kłócą i biją....

jestem wstrząśnięta....
nie rozumiem całej tej sytuacji - kto w tej rodzinie jest ofiarą, kto katem?

ta dziewczyna od jakiegos czasu sprząta mojemu ojcu....robi mu zakupy...jest
uczciwa....czasami porozmawia z moim ojcem, wypełni jego samotność, kiedy nie
ma mnie przy nim, ani pozostałej trójki mojego rodzeństwa, którzy praktycznie
do niego nie zaglądają....

czasami zje z dziećmi kolację u mojego ojca...a dzisiaj przyniosła mu ciasto
kakaowe upieczone przez siebie....

polubiłam ją, ale nie mogę zrozumieć jak można uderzyć matkę...tę kobietę,
która przez lata tak się o nich troszczyła.....

cieszę się, że mój ojciec ma w niej pomoc....
mam do siebie pretensję, że może mało czasu mu poświęcam...że wyprowadziłam
się od niego...

jestem u niego co drugi dzień....gotuję mu i sprzątam....robię mu zakupy -
utrzymuję go częściowo....czytamy te same czasopisma...oglądamy te same
filmy...

mój ojciec jest stary.....
żyje na krawędzi i wiem....że będzie mi bardzo brakowało, jak odejdzie.....

są rodziny...i rodziny.......
nie jestem szczęśliwa, że moja jest właśnie taka nijaka....odkąd zabrakło
mamy - naszego spoiwa - rodzina się rozpadła....

miało być o jednej rodzinie...jest już o dwóch.....

nie pójdę do kościoła pogadać z księdzem...
mam 126 wpisów w telefonie - nie mam takiego, pod który mogłabym teraz
zadzwonić i o tym pogadać....

dlatego o tym napisałam....

--------------

znacie takie rodziny jak rodzina mojej bohaterki?

czy Wasze rodziny są książkowo wspaniałe? czy wręcz odwrotnie?
    • miilka5 Re: HIstoria jednej rodziny,,, 20.08.05, 23:33
      F.l.y strasznie smutna ta historiasad(((
      Wspolczuje tej kobiecie(chodzi mi o matke)przeciez poswiecila swoje zycie
      dzieciom,,,i jaka odplate za to dostala,,,brak szacunku,wspolczucia i
      milosci!!!!
      Kto wie jak nasze dzieci beda z nami postapowac na starosc???Jadnak nie
      chcialabym podzielic losu tej kobiety.
      Ja mieszkam bardzo daleko od rodziny,,,wyjechalam juz jakis czas temu i jest mi
      dobrze,,a oni maja gdzie wyjazdzac na wakacje.
      Staram sie ich czesto odwiedzac ale nie zawsze jest mozliwe,,,jednak troche
      kiloskow jestsmileale na pewno zawsze bede ich kochac,szanowac,pomagac i wspierac.
      • f.l.y Re: HIstoria jednej rodziny,,, 20.08.05, 23:40
        jedna z moich sióstr jest od prawie 10 lat za wielką wodą...
        moja służbowa wiza pozwoliła na to, żebym ją kilka razy odwiedziła - niestety
        moje fundusze są w tej chwili ograniczone a ona jest ograniczona tym, że jak tu
        przyjedzie to już jej tam spowrotem nie wpuszczą....
        jest tam zupełnie sama...
        na jej miejscu dawno bym tu wróciła....
        tamten świat zmienia Polakom mentalność i dusze....
        • skiela1 Re: HIstoria jednej rodziny,,, 20.08.05, 23:47
          f.l.y napisała:


          > na jej miejscu dawno bym tu wróciła....
          > tamten świat zmienia Polakom mentalność i dusze....

          Ona musi "dojrzec"sama do tego.Ty nie bierz na swoje barki odpowiedzialnosci za
          jej powrot.
          • f.l.y Re: HIstoria jednej rodziny,,, 20.08.05, 23:59
            powiem Ci skielo, że chyba wolałabym wybrać odpowiedzialność za jej powrót
            tutaj, niż myśleć i zadręczać się tym myśleniem o tym, czy i jak często zapija
            swoją samotność....i do czego to w końcu doprowadzi...bo taka, niestety, jest
            jej rzeczywistośc... praca, dom i samotność.....i drink..jeden, drugi, trzeci...
            a potem może nie byc pracy i co wtedy?
            boje się o tym myśleć....boje się, że cos przegapię....
            • skiela1 Re: HIstoria jednej rodziny,,, 21.08.05, 00:13
              Ona nie wroci,bo jej ambicja na to nie pozwala.Zeby wrocic,trzeba miec z czym.
              Z tego co piszesz widze,ze nie ma stalego pobytu,to tym bardziej na jej
              niekorzysc.Poza tym po 10 latach do czego?Musialabys zapewnic jej
              mieszkanie,prace.....to nie takie proste choc ...mozliwe.
      • skiela1 Re: HIstoria jednej rodziny,,, 20.08.05, 23:43

        > Wspolczuje tej kobiecie(chodzi mi o matke)przeciez poswiecila swoje zycie
        > dzieciom,,,
        > milosci!!!!
        I tu jest wlasnie blad.Milosc do dzieci nie moze byc slepym oddaniem.Matka musi
        najpierw szanowac siebie,gdy nie bedzie sama do tego dazyc nikt ja nie uszanuje.
        To nie jest regula,wiem.
        • miilka5 Re: HIstoria jednej rodziny,,, 20.08.05, 23:57
          Zgadzam sie w 100% ,,,to normalne ,ze jak my siebie nie bedziemy szanowac to i
          inni nas nie uszanuja,,,ale z drugie strony matka to tez czlowiek.
          Chociaz pewnie znacie powiedzonko,,,z rodzinka dobrze sie wychodzi ale tylko
          na zdjeciach,,,nieraz cos w tym jest.
    • skiela1 Re: HIstoria jednej rodziny,,, 20.08.05, 23:37
      Na niektore sprawy nie mamy zadnego wplywu,umiera jedno z rodzicow i juz nie
      jest tak samo.Juz nigdy nie bedzie.Kiedy bylam 7 lat temu w Polsce,wtedy
      jeszcze nie wiedzialam,ze widze mame po raz ostatni.Umarla 2 miesiace po moim
      odjezdzie.Przez dluzszy czas nie chcialam przyjezdzac.Po odejsciu mamy niby nic
      sie nie zmienilo a jak wiele.Juz nic nie bylo tak samo,absolutnie nic.Moze
      dlatego wogole nie ciagnie mnie do kraju.Bardzo kocham moja siostre i jej
      chlopakow,jestesmy blisko a jak daleko,bo musze przyznac,ze miesiac razem to
      jest maximum co jestem w stanie wytrzymac.Kiedy zyla mama czasu sie nie liczylo.
      • f.l.y Re: HIstoria jednej rodziny,,, 20.08.05, 23:44
        masz skielo rację - kiedy odchodzi ta najwazniejsza w zyciu osoba - to juz nic
        nie jest jak dawniej - świat robi sie pusty a my poniekąd czujemy sie
        opuszczeni i samotni....

        i tak myślę, jak to możliwe że te dwie kobiety matka i córka w opiwywanej
        przeze mnie rodzinie - że się tak nienawidzą...?!?!?!
        • skiela1 Re: HIstoria jednej rodziny,,, 21.08.05, 00:06
          f.l.y napisała:

          >> i tak myślę, jak to możliwe że te dwie kobiety matka i córka w opiwywanej
          > przeze mnie rodzinie - że się tak nienawidzą...?!?!?!
          A zauwazylas,ze bardzo czesto tak sie dzieje w tak zwanych"dobrych domach"gdzie
          matka odgrywa role sluzacej? Z zewnatrz to inaczej widac.Patrzysz przez
          okno,widzisz dzieci odprowadzane przez matke,widzisz milosc jaka te dzieciaki
          sa otaczane.A co sie dzieje w 4 scianach?kobieta sprzata,piecze
          gotuje,pierze .to jest w porzadku gdy dzieci sa male.Gdy taki stan trwa 18 lat
          i dluzej te dzieciaki zatracaja poczucie szacunku czy respektu dla tej
          kobiety.Zaczynaja patrzec na nia jak na ofiare,ktora nic nie potrafi,nie
          zarabia.I tak zostaje,kiedy juz nie ma sily zeby zrobic cokolwiek w domu,nie
          chce oddac paru zlotych emertury wchodzi miedzy nimi nienawisc, no i tak sie
          zaczyna.....Wychowanie dziecka to bardzo ciezka praca,nie potrzba do tego
          fakultetow a jedynie madrosci i madrej milosci.Niektorym to wychodzi.
    • chaladia Re: HIstoria jednej rodziny,,, 21.08.05, 00:39
      Mieszkając 40 lat na Szmulkach widywałem takie rodziny. Znałem tych ludzi.
      Dzieci mieli dużo, bo mało kosztowały, a dostawało się "na nie" całkiem sute
      wsparcie zarówno od Ludowej Ojczyzny, jak i od Kościoła.
      Nagle, w 1989 roku to się zmieniło. Dzieci zaczęły być kłopotem. Ich wychowanie
      zaczęło kosztować. Państwo przestało za darmo lub pół-darmo dbać o ich naukę.
      Dziś te niedouczone dzieci to młodzi przestępcy, w lepszym przypadku - lumpy,
      żule, dziewczyny - jeśli ładne, to prostytutki. A i tak pieniędzy im często
      brakuje, więc idą do rodziców, obecnie często starych i niezdolnych, by się
      obronić, i zabierają pieniądze, albo to co można na pieniądze zamienić.

      A tak generalnie, to uważam, że z rodziną najlwpiej wychodzi się na zdjęciach,
      przy czym najlepiej stać z daleka.
      • agnie_szka9 Re: HIstoria jednej rodziny,,, 22.08.05, 10:14
        to przykre, może dzieci tej kobiety winią ją za biedę i swoje niepowodzenia...?


        osobiście nie znam takiej rodziny...

        To prawda, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach...
        Ale pomimo tego, że bardzo się różnimy, mamy odmienne zdania na różne sprawy,
        to w chwilach złych potrafimy się zjednoczyć.

        Choroby czy niepowodzenia powodują, że każdy zapomina o kłótniach i zadrach,
        rzuca wszystko by pomóc, by być blisko...

        mogę powiedzieć, że mam cudowną rodzinę, na którą zawsze mogę liczyć
    • skorpioniczka Re: HIstoria jednej rodziny,,, 22.08.05, 11:19
      Jak by tu zacząć??? Wcale nie trzeba wielkich rzeczy żeby znienawidzić matkę.
      Można i to w ciągu kilku minut. Jedno zdanie wystarczyło, żebym znienawidziła
      matkę. Tylko jedno. Zbierało się na to już od dłuższego czasu, masa małych
      szczególików. Właściwie to całe nasze wspólne życie było takimi szczególikami.
      Teraz żyję i ja i moje dzieci i mój mężuś. Zawsze gdzieś coś zgrzytało, a teraz
      wiemy co to było. Prawie 2 lata nie rozmawiam z matką, a mieszkamy w tym samym
      bloku. Na jej widok mam odruch wymiotny i odwracam głowę w druga stronę. Dla
      mnie umarła tamtego dnia. Na początku było mi strasznie ciężko, lekarze,
      prochy. Ale miałam przy sobie trzy kochane osoby, które nawet na chwilę nie
      zostawiały mnie samej. Moja RODZINKA: córa, synuś i mężusio. To oni mi pomogli
      otrząśnąć się z koszmaru: MATKI. Nikt nie może tego zrozumieć kto nie zna całej
      historii, ale był to horror pierwszej wody.
      • antidotumm Re: HIstoria jednej rodziny,,, 22.08.05, 11:32
        Ja mysle, ze w tej rodzinie wcale nie corka ma na pienku z matka, ale winnym
        jest agresywny ziec alkoholik.
        Wiecie, co sobie czasem mysle? Tyle sie mowi, o szkalowaniu kobiet w krajach
        muzulmanskich. Ale tam NIE MA ALKOHOLIKOW! a to rozklada rodziny, czyni z domow
        pieklo. Szczegolnie w naszym kraju, niestety!
      • antidotumm Re: HIstoria jednej rodziny,,, 22.08.05, 11:33
        Skorpioniczko, wiesz, BARDZO czesto czlowiek mowi rzeczy ktorych wcale nie
        mysli. A jesli matka jutro umrze? (Odpukac!)
        Rozstaniecie sie w gniewie.
        Wiem, to Ona powinna przeprosic.
        Ale widocznie na to nie wpadla...
        • skorpioniczka Re: HIstoria jednej rodziny,,, 22.08.05, 11:41
          Myślę, że ma to głęboko w poważaniu... Historie które opowiada mogą służyć za
          scenariusz do horroru SF. Poza odrazą do tej kobiety nie czuję nic. Nie chcę
          aby dalej mnie krzywdziła, trzydzieścikilka lat wystarczy. Nie poczuwam sie do
          bycia męczennicą dla dobrego samopoczucia matki.
          • barwa1 Re: HIstoria jednej rodziny,,, 22.08.05, 13:47
            Historia Fly może,niestety, być historią dość często powtarzającą się.
            Znam historię matki, która dbała o dzieci: były umyte, czysto ubrane, choć
            niezbyt bogato. Kobieta pracowała na dwóch etetach, jej mąż też pracował. Był
            cichutki, grzeczny. Ona chodziła w każdą niedzielę do kościoła razem z dziećmi.
            Na zewnątrz wyglądało na to, że kobieta dba, stara się, kocha...
            Ale mąż z jakiegoś tajemniczego powodu do kościoła chodził sam. Sąsiedzi
            pewnie nie zauważyli tego faktu...
            Wychowanie z Bogiem, rodzina porządna...Na zewnątrz.
            W domu piekło, przekleństwa, bicie, psychiczne poniżanie dzieci, pomiatanie
            mężem.. Tak, tak! Ta świątobliwa na zewnątrz osoba lała wszystkich domowników!
            Ubliżała im, gnoiła. Na zewnątrz: pełna poświęcenia dla rodziny, zapracowana,
            bogobojna.
            Młodszy syn przeklina dziś jej poświęcenie! Jako 11.latek wyrwał sobie włosy z
            głowy. Lekarze stwierdzili łysienie plackowate, bo grzeczniutkiej matki nie
            podejrzewali o pastwienie się nad chłopcem. Potem były stany depresyjne, myśli
            samobójcze... Założył rodzinę. Była idealna. Znowu do kościoła, mówić cicho,
            żeby sąsiedzi nie słyszeli, dzieci zadbane, bogato ubrane, mnóstwo zajęć
            pozalekcyjnych. I dzień, w którym 13.letni syn wyzywa świętą matkę wulgarnymi
            słowami, chce ją uderzyć... I bierny ojciec z poczuciem winy...Ten chłopiec
            gnębiony przez matkę.
            Ciekawe jak taka jedna historia rozmnaża się w następne!
            Naprawdę trudno oceniać po pozorach. Ludzie potrafią się maskować. Potrafią
            do tego wykorzystywać religijność.
            Zawsze mam dylemat: jak to jest z tym wybaczaniem rodzicom? Jak daleko mogą
            mieć prawo posunąć się z niewiedzy? Z głupoty? Z czego jeszcze?
            Zostawić to, nie rozgrzebywać, upchnąć? Czy pielęgnować złość, nienawiść? A co
            z ludzkim wyrównaniem? Nie myślę tu o czywiście o jakiejś zemście, ale
            osobiście usatysfakcjonowałoby mnie proste przyznanie się do błędu i magiczne
            słowo "przepraszam". Przynajmniej miałabym nadzieję, że coś zrozumieli.
            Fly! Trudna ta Twoja historia...
            A.
      • skiela1 Nie ma takiej mozliwosci 22.08.05, 17:03
        zeby czlowiek czlowiekowi nie umial wybaczyc, trzeba tylko chciec,czasami
        potrzeba wiecej czasu i zrozumienia.Zal pozostaje,pewnych spraw nie mozna
        zetrzec z zyciorysu,one tam beda ale mozna je kontrolowac.
        • wadera3 Re: Nie ma takiej mozliwosci 22.08.05, 17:13
          niektóre sprawy nie dadzą sie wytłumaczyć, nie mówię o wybaczeniu ,ale świetnie
          rozumiem Skorpioniczkę, moi rodzice mocno mnie w życiu skrzywdzili i mimo ,że
          teraz jako starzy ludzie potrzebują mojej fachowej pomocy ,
          nie protafią ani się do tego przyznać, ani tego naprawić-choć mogliby....
          przyjmują moją pomoc, z trudem, bo nie mają wyjścia dziękują mi jak obcemu,
          głupio im, to widać, ale nie przyjdzie im do głowy zeby coś zmienić....
          ja nie potrafię im odmówić i polecić "usług" młodszej hołubionej siostry...
          ehhhh, długo by o tym.....
          • skiela1 Re: Nie ma takiej mozliwosci 22.08.05, 17:17
            Mnie zastanawia,co czlowiek czlowiekowi moze zrobic zeby go znienawidzic.Kazdy
            z nas ma inny sensor emocjonalny,to tak jak z bolem jedni sa mniej albo
            bardziej wrazliwi.
            • angelofdarknesss Re: Nie ma takiej mozliwosci 23.08.05, 11:30
              Ludzie są ranieni bo na to pozwalają...u mnie w rodzinie jest podział: ja
              kontra mama, tata i siostra...to jest taka wojna...ale wiem ze wina jest moja
              bo to ja sie buntuje...czasami po prostu ich uwielbiam..są momenty że świetnie
              sie z nimi rozumiem...mogłabym sie z nimi dogadac ale mi zwyczajnie nie
              zależy...chce żyć swoim zyciem..beznadziejne nie?? może kiedys sie
              zmienie...może...

              dla mnie rodzice są przykładem ze istnieje prawdziwa miłość...ja widze że oni
              sie kochają...

              ale ja nie umiem kochac...nie tęsknie za nimi i wcale mi ich nie brakuje...
              znów ta chora obojętność...ale tak mi sie łatwiej zyje...zero zmartwień...żyje
              z dnia na dzień i nic mnie nie obchodzi...
            • wadera3 Re: Nie ma takiej mozliwosci 23.08.05, 11:53
              nie jestem specjalnie wrażliwa, ale nie trzeba zrobić "czegos takiego" żeby
              skrzywdzić, całe życie odkąd pamiętam bylam traktowana inaczej niż pozostała
              piatka rodzeństwa, może mój chrakter im nie odpowiadał,może byłam za pyskata
              zbyt niezalezna...nieważne-on najmłodszych lat tak było i nigdy się nie
              zmieniło, przez ich obojętność i niechęć musiałam jako młoda mężatka wyjechać z
              ukochanej Warszawy, nie było dla mnie miejsca w rodzinnym domu....
              (pozostali moi bracia i siostry nie mieli problemu z mieszkaniem u starych po
              ślubie) pośrednio przyczyniło się to do rozpadu mojego małżeństwa,
              moje dzieci były i są wnukami drugiej kategorii...
              Do tego stopnia ,że kiedy mój syn nagle zakomunikował, że wigilię spędzi u
              dziadków, było zdziwienie i poruszenie i komentarz....."trudno"
              Takie "trudno" pamięta się do końca życia jeśli pada z ust arcypobożnej babci
              cieszącej się na widok innych wnuków....
              Mogłabym dużo, ale po co...nie zawsze trzeba szczególnie się postarać żeby
              zranić i nie każda taka rana zabliźnia się bez śladu...
              • skiela1 Re: Nie ma takiej mozliwosci 23.08.05, 15:31
                A probowalas zapytac -dlaczego?i jaka odpowiedz otrzymalas.
                • wadera3 Re: Nie ma takiej mozliwosci 23.08.05, 17:03
                  kiedyś tak-Mama wywaliła na mnie oczy i stwierdziła oburzonym i skrzywdzonym
                  tonem,że czepiam się jej, więcej dyskusji nie było-po co?
                  • skiela1 Re: Nie ma takiej mozliwosci 23.08.05, 17:26
                    Tak,sa rozne sytuacje.Jednak nienawisc jest dla mnie strasznie mocnym
                    slowem,czasami bardzo przez ludzi naduzywanym bo to co na prawde czuja to tylko
                    zal.Trudne to jest,szczegolnie gdy czlowiek jest odtracony ,czeka sie na jakis
                    gest,i wiesz.....czasami jednego zycia potrzebasmile
                    • wadera3 Re: Nie ma takiej mozliwosci 23.08.05, 20:40
                      Szczerze?
                      żal mi rodziców, już nie siebie, wyrosłam z tego,
                      ale jak widzę ,że muszą właśnie na mnie liczyć i jest im z tego powodu głupio,
                      to żal mi ich, nawet nie mam satysfakcji ,że tak się dzieje...
                      Bardziej mj brat ma do nich za mmnie pretensję , ale oni uparcie twierdzą ,że
                      nie ma sprawy a on (tak jak ja) wymyśla problemy uncertain
                      • antidotumm Re: Nie ma takiej mozliwosci 24.08.05, 00:35
                        O, Qrcze, jestem jedynaczka i na szczescie nie czuje tych klimatow. Jestem
                        takze i matka, i nie wiem, jak mozna nie kochac bezgranicznie wszystkich swoich
                        dzieci...
        • skorpioniczka Re: Nie ma takiej mozliwosci 24.08.05, 10:25
          Żal??? Miałam kiedyś, dawno temu jako 15-16 latka.
          • angelofdarknesss Re: Nie ma takiej mozliwosci 25.08.05, 13:06
            Dlatego ja jestem obojetna na rodziców...nie obchodzą mnie wogóle dlatgo mnie
            nie ranią...nie pozwalam im na to...rania nas ludzie na których nam
            zależy...młodszy zawsze traktowany jest lepiej...ale mam mieć o to zal ze
            kochaja ja bardziej niz mnie?? To ich sprawa...
    • sloggi Re: HIstoria jednej rodziny,,, 24.08.05, 10:43
      f.l.y napisała:

      > nie pójdę do kościoła pogadać z księdzem...
      > mam 126 wpisów w telefonie - nie mam takiego, pod który mogłabym teraz
      > zadzwonić i o tym pogadać....
      >
      > dlatego o tym napisałam....
      >
      > --------------
      >
      > znacie takie rodziny jak rodzina mojej bohaterki?
      >
      > czy Wasze rodziny są książkowo wspaniałe? czy wręcz odwrotnie?
      >
      Od jakiegoś czasu myślę o mojej rodzinie w czasie przeszłym i tłumaczę sobie, że
      w życiu piękne są tylko chwile. Mam Mamęcję i tylko ona jest mi bliska. Już się
      nie zastanawiam nad koligacjami, powiązaniami i oczekiwaniami. Wysyłam co raz
      mniej kartek na święta - powiedziałem sobie trudno i w tym trwam.
      Mam w telefonie nie mniej numerów, ale nie zadzwonię, bo co kogoś obchodzi moje
      życie, przestałem się oszukiwać. O wielu sprawach mówię jasno i otwarcie,
      nauczyłem się mieć zawsze miłą aparycję i słoneczną twarz - bo takiego ludzie
      chcą mnie widzieć. Jak jestem na zakręcie to przestaję odbierać telefony, mniej
      wychodzę z domu, za to więcej rozamawiam z poduszką - choć to takie niemęskie,
      to mam to w nosie.

      Znam taką rodzinę.
      Zawsze były bójki i wódka, piła cała ogromna rodzina. Wszystkie córki wyszły za
      alkoholików i przychodziły z mężami pić do rodziców. Tylko jeden syn ożenił się
      z porządną kobietą i odizolował od rodziny.
      Najpierw zszedł dziadek, facet po 60-tce. Najmłodsza córka wyszła za mąż za
      pijaka i została w domu. Urodziła troje dzieci, potem miała wypadek i podczas
      pobytu w szpitalu otruła się jakimiś lekami. Została babcia, zięć i trójka
      dzieci. Dwóch chłopców i średnia dziewczynka. Tradycje alkoholowe były
      utrzymywane na stałym poziomie, ale babcia o dzieci dbała jak mało kto.
      Babcia zmarła mając 63 lata, z zięcia zrobił się lump. Chłopcy stali się
      dilerami narkotyków, ale nie odprowadzali haraczu więc starszego mafiozi
      wyrzucili z 10 piętra, a młodszy od kilku lat jest "w Polsce". Dziewczyna wyszła
      za mąż za szemranego męta starszego od niej o 20 lat. Trzeżwy bywa sporadycznie.
      Ona ma 26 lat, jest kaleką bo jedną nogę ma dużo krótszą od drugiej. Jest trzeci
      raz w ciąży, utrzymuje się z tego co mąż zarobi gdy nie pije i uzbiera z puszek
      aluminiowych w skupie oraz z zasiłku dla ubogich z pomocy społecznej.
      Można powiedzieć - rodzina z tradycjami.
Pełna wersja