f.l.y
20.08.05, 23:02
Kilkanaście lat temu wyglądając czasami przez kuchenne okno obserwowałam, jak
samotna sąsiadka wyprawia dzieci do szkoły...przeprowadzała je przez ulicę,
całowała, sprawdzała czy są pozapinane, głaskała i dzieci dalej szły same -
to zaledwie może 50 metrów...robiła za nimi znak krzyża....
wzruszało mnie to zawsze...widać było, że troszczy się o nie, że je bardzo
kocha....
po odpadającej farbie z okien, po szarych firankach i ubraniach całej rodziny
widac było, że im się nie przelewa - mimo to kobieta była zawsze
uśmiechnięta, dzieci grzeczne i radosne...
z chłopca rósł mały łobuziak a z dwóch dziewczynek ładne ale smutne lub
zamyślone panny.....
po kilku latach przerwy zobaczyłam przez okno, że syn podjechał pod dom
zachodnim samochodem na niemieckich numerach a ubrany był w garnitur....
kobieta była zadbana ale jej twarz nieco podniszczona i zmęczona....
córki widywałam sporadycznie - szare, smutne, zaniedbane....
ucieszyłam sie nawet chyba, bo pomyślałam, ze oto syn zasobny chyba pomoże
tej kobiecie finansowo, odpłaci dobrem za jej wychowanie i poświęcenie...
minęło kolejne pięć lat.....
dzisiaj od mojego ojca usłyszałam dalszą historię tej rodziny.....
mieszkają nadal obok w klatce.....
matka chodzi o kulach...jest na emeryturze.....
jedna z córek wydała się za mąż za syna sąsiadów i mieszka dwa piętra wyżej
nad matką...ma kulawego psa, o którego nie dba....
o synu nie wiadomo nic....
druga córka częściej się uśmiecha, ale jej życie nie jest takie wesołe -
mieszka z matką i ze swoim mężem pijakiem, który ją bije...mają dwoje małych
dzieci....oboje nie pracują....
ona chodzi po caritasach i pomocach społecznych skąd przynosi do domu
produkty żywnościowe i przemysłowe...chodzi po domach szukając zarobku przy
sprzątaniu, robieniu zakupów itp...
jej mąż przyniósł w ostatnim miesiącu do domu całe 200 złotych za jakąś
dorywczą pracę na czarno - dziewczyna jest szczęśliwa....
mój ojciec widuje ją jak zbiera po śmietnikach puszki po piwie i napojach...
dziewczyna zbiera meble wyrzucone przez innych na śmietnik....
stara się jak może...podobno złożyła też pozew do sądu o rozwód....
mojemu ojcu powiedziała, że mąż ją bije...ale przynajmniej jej z dziećmi w
domu siedzi jak ona musi wyjść do opieki po pomoc....bo z dwojgiem dzieci
byłoby jej ciężko....
mój ojciec był u nich w domu....drzwi do matki pokoju obite są blachą i
zamykane są na kłódkę....
trzy szafki w kuchni przeciągnięte są łańcuchem i zamknięte na kłódkę....
podobno obie kobiety się nienawidzą, kłócą i biją....
jestem wstrząśnięta....
nie rozumiem całej tej sytuacji - kto w tej rodzinie jest ofiarą, kto katem?
ta dziewczyna od jakiegos czasu sprząta mojemu ojcu....robi mu zakupy...jest
uczciwa....czasami porozmawia z moim ojcem, wypełni jego samotność, kiedy nie
ma mnie przy nim, ani pozostałej trójki mojego rodzeństwa, którzy praktycznie
do niego nie zaglądają....
czasami zje z dziećmi kolację u mojego ojca...a dzisiaj przyniosła mu ciasto
kakaowe upieczone przez siebie....
polubiłam ją, ale nie mogę zrozumieć jak można uderzyć matkę...tę kobietę,
która przez lata tak się o nich troszczyła.....
cieszę się, że mój ojciec ma w niej pomoc....
mam do siebie pretensję, że może mało czasu mu poświęcam...że wyprowadziłam
się od niego...
jestem u niego co drugi dzień....gotuję mu i sprzątam....robię mu zakupy -
utrzymuję go częściowo....czytamy te same czasopisma...oglądamy te same
filmy...
mój ojciec jest stary.....
żyje na krawędzi i wiem....że będzie mi bardzo brakowało, jak odejdzie.....
są rodziny...i rodziny.......
nie jestem szczęśliwa, że moja jest właśnie taka nijaka....odkąd zabrakło
mamy - naszego spoiwa - rodzina się rozpadła....
miało być o jednej rodzinie...jest już o dwóch.....
nie pójdę do kościoła pogadać z księdzem...
mam 126 wpisów w telefonie - nie mam takiego, pod który mogłabym teraz
zadzwonić i o tym pogadać....
dlatego o tym napisałam....
--------------
znacie takie rodziny jak rodzina mojej bohaterki?
czy Wasze rodziny są książkowo wspaniałe? czy wręcz odwrotnie?