mike79
03.09.05, 14:56
Pożera nas sieć
Magdalena Janczewska 02-09-2005, ostatnia aktualizacja 01-09-2005 21:58
Od internetu może być uzależnionych nawet kilkaset tysięcy Polaków! Jeśli chcą
się wyleczyć - nie mają gdzie
Według szacunków Amerykanów od internetu uzależnia się co dziesiąty jego
użytkownik. Zaczyna się niewinnie od małej pogawędki na czacie, kończy na
spędzaniu tam całej doby. "Netoholik" traci kontakt z rzeczywistością:
zaniedbuje znajomych, rodzinę, przestaje się myć i porządnie ubierać, ma w
nosie utratę pracy.
Ilu Polaków jest uzależnionych? Tego nie wiadomo. Ale jeśli przyjąć światowe
szacunki, może ich być nawet kilkaset tysięcy. Z internetu korzysta bowiem
prawie 7 mln naszych rodaków, z czego ponad połowa ma dostęp do sieci zarówno
w pracy, jak w domu. I przybywa ich z roku na rok.
Tymczasem specjalistów leczących uzależnienie od sieci jest jak na lekarstwo,
a NFZ ani myśli za to płacić. - To marginalny problem - ucina urzędniczka
warszawskiego oddziału Funduszu.
Ośrodki policzę na palcach jednej ręki
29-letni Adam, doradca finansowy z Katowic, długo nie chciał się przyznać, że
jest uzależniony. Nie pomagało tłumaczenie żony, że przed monitorem traci cały
dzień, że zaniedbuje dziecko, że od dawna nigdzie nie wychodzili, nie
wspominając już o kulejącym życiu seksualnym. Ten zazwyczaj zadbany mężczyzna
przestał się golić i zwracać uwagę na ubranie. Niemal całą dobę spędzał w
wirtualnym świecie, prowadząc pogawędki na czacie i forach. Potrafił wstać w
nocy, aby sprawdzić skrzynkę mailową! Adama z apatii nie wyrwało nawet to, że
stracił pracę. - I tak mało mi płacili i nie czułem się zadowolony. Z
komputera korzystam po to, aby znaleźć nową, lepszą. Nie róbcie ze mnie
wariata - protestował. I nadal od rana do nocy buszował w sieci.
- To bardzo typowe zachowanie osoby uzależnionej, nie dopuszcza ona nawet
myśli, że coś z nią jest nie tak, a na krytykę reaguje agresją - twierdzi
Bohdan Woronowicz z Centrum Konsultacyjnego AKMED w Warszawie, specjalizujący
się w terapii osób uzależnionych od internetu.
Jego zdaniem Polacy nie są świadomi tego, że od sieci można się uzależnić.
Bliskim też trudno to odkryć, bo nałóg jest o wiele mniej widoczny niż w
przypadku narkomana czy alkoholika.
- Niedawno trafił do mnie 25-letni chłopak - blady, wychudzony i zaniedbany. Z
powodu internetu stracił znajomych i zawalił studia. Próbował sam walczyć z
nałogiem i oddał laptopa ojcu. Wytrzymał kilka dni, dopóki nie zajrzał do
kawiarenki internetowej. Przyszedł do mnie, bo wystraszył się tego, co
internet robi z jego życiem - opowiada terapeuta.
Także w przypadku Adama z Katowic do opamiętania potrzebny był wstrząs. Żona
zabrała synka i wyprowadziła się do matki. Dopiero wtedy mężczyzna postanowił
szukać pomocy. I trafił na ścianę. W całym województwie nie znalazł terapii
dla "netoholików".
- Jedynie narkomani i alkoholicy mają swoje fundacje i terapie, pozostałe
uzależnienia są w naszym kraju traktowane per noga - przyznaje Magdalena
Szewczyk, psycholog z Ośrodka Interwencji Kryzysowej w Katowicach. - Nie mam
gdzie skierować chorego z Katowic - rozkłada bezradnie ręce.
W innych częściach Polski nie jest ani odrobinę lepiej. - W tym roku
zadzwoniło do nas ok. stu osób, pytając o taką terapię. Niestety, odesłaliśmy
ich z kwitkiem, bo nie prowadzimy takich konsultacji - potwierdza Irena
Ratajczak, terapeutka z Ośrodka Terapii Uzależnień w Poznaniu.
Ba, coraz częściej uzależniają się też dzieci. - Nauczyciele alarmują, że nie
wiedzą, gdzie je kierować. Takie ośrodki można policzyć na palcach jednej ręki
- mówi Jakub Śpiewak, prezes fundacji Kidprotect.pl, która przeprowadziła w
polskich szkołach prawie 400 warsztatów dotyczących bezpieczeństwa korzystania
z internetu.
To taki sam problem jak alkoholizm
Jedną z niewielu placówek leczących "netoholików" jest Krakowskie Centrum
Terapii Uzależnień. Przez trzy miesiące jego działalności z pomocy skorzystało
40 osób, a zastanawiało się nad nią kolejne 40. Specjalny program
terapeutyczny powstał po wydarzeniu z ubiegłego roku, gdy opinię publiczną
zelektryzowała historia 34-letniej Aleksandry L. Ponieważ kobieta całe dnie i
noce spędzała na czatach, sąd zabrał jej czwórkę dzieci i zagroził, że odda je
dopiero po terapii. Ale Aleksandra nie miała gdzie się jej poddać, a na
prywatną nie było ją stać.
Najwięcej uzależnionych trafia bowiem do prywatnych gabinetów, gdzie terapią
zajęli się specjaliści leczący alkoholików i narkomanów. Bohdan Woronowicz z
Warszawy pierwszego uzależnionego od sieci przyjął trzy lata temu. Teraz co
miesiąc zgłaszają się trzy-cztery nowe osoby. Konsultacja indywidualna
kosztuje u niego 80 zł, terapia grupowa - 20 zł.
- Jest ich o wiele więcej, ale trudno namówić ich na wizytę u specjalisty, bo
nie widzą problemu - twierdzi Woronowicz. - Dlatego coraz częściej zgłaszają
się do mnie ich bliscy, prosząc o pomoc i wsparcie.
Takich terapii dla "współuzależnionych" jest w Polsce coraz więcej. 35-letnia
Krystyna z Warszawy, żona uzależnionego od internetu, odbywa je co tydzień. -
Moje problemy są tak samo istotne jak żon alkoholików czy narkomanów - mówi. -
Ludzie muszą zrozumieć, że to bardzo groźne uzależnienie.