o kotku, który jeździł autobusem

13.09.05, 19:57
Kici, kici w autobusie

News z 10 września na stronie www.komunikacja.krakow.pl:

„Godzina 17.21. Kierowca autobusu linii 184 zgłosił, iż kot zanieczyścił
pojazd. Część pasażerów zwymiotowała. Kierowca, widząc, co się dzieje,
wypuścił pasażerów między przystankami. Po chwili okazało się, że kot narobił
na właścicielkę”.

Rafał Romanowski: Jaja sobie robicie?

Bożena Pękala, rzeczniczka prasowa MPK Kraków: – Naprawdę była taka sytuacja.
Autobusem linii 184 w stronę Kurdwanowa jechała pani z kotkiem na kolanach.
Mniej więcej za skrzyżowaniem ul. Dietla i Starowiślnej kotek narobił jej na
spódnicę. Rozniósł się straszny smród, wiadomo, świeża kupka okropnie
śmierdzi. Cztery osoby nie wytrzymały i natychmiast zwymiotowały. Zrobiło się
nieprzyjemnie.

Często zdarzają się takie sytuacje?

– Ależ skąd, to incydentalny przypadek. Kierowca wypuścił ludzi, zamknął okna,
zaparkował na poboczu, wezwał ekipę, która wymyła pojazd. Przez koci kaprys
nastąpiło chwilowe zatrzymanie ruchu. Ale sam pan rozumie, kotu pewnych rzeczy
się nie wytłumaczy.
    • zettrzy Re: o kotku, który jeździł autobusem 13.09.05, 20:02
      troche dziwne - kotki na ogol potrzebuja warunkow aby zrobic kupke
      no i dlaczego ta pani nie miala nosidelka dla kotka tylko trzymala go na
      kolanach to tez zagadka egzystencjalna
    • groha Re: o kotku, który jeździł autobusem 13.09.05, 22:49
      Jeśli ktoś odważy się napisać, że tej sytacji winien jest KOT, to ostrzegam -
      będę walczyć. Do pierwszej krwi przeciwnika. W obronie kota, rzecz jasna.
      • ashek Re: o kotku, który jeździł autobusem 13.09.05, 22:59
        sama pani rozumie...kotu sie pewnych rzeczy nie wytłumaczysmile
    • adhamah Re: o kotku, który jeździł autobusem 13.09.05, 23:02
      pies nigdy by sie tak nie zachowal tongue_out
      • zettrzy Re: o kotku, który jeździł autobusem 13.09.05, 23:04
        taaa.... pies potrafi walnac kupe na srodku chodnika i uwaza sie ze to normalne
        • adhamah Re: o kotku, który jeździł autobusem 13.09.05, 23:04
          dobrze wychowany ba betonie nie zrobi tongue_out
          • zettrzy Re: o kotku, który jeździł autobusem 13.09.05, 23:06
            to chyba jeszcze nie widzialam dobrze wychowanego psa, przynajmniej w miescie
            • ashek Re: o kotku, który jeździł autobusem 13.09.05, 23:08
              mój nie zrobi nawet przy ludziachsmile
            • adhamah Re: o kotku, który jeździł autobusem 13.09.05, 23:09
              no dobra, to że mój jest wychowany to nie znaczy ze wszystkie, ale z całą
              pewnością dorosły pies nie narobiłby właścicielowi na kolana
    • groha Re: o kotku, który jeździł autobusem 13.09.05, 23:14
      Nie licytujmy się, kto mądrzejszy: kot czy pies, bo wiadomo, że każdej takiej
      sytacji winien jest człowiek. Dodajmy - niezbyt rozgarnięty. Transport kociaka
      na kolanach, w środkach kominikacji miejskiej, bez odpowiedniego kontenerka,
      który izoluje zwierzaka i zmniejsza jego panikę, to zupełnie tak, jak wożenie
      niemowlaka bez pieluchy. Murowany podobny efekt.
      • ashek Re: o kotku, który jeździł autobusem 13.09.05, 23:17
        no efekt był efektownysmile
        zakorkowane pół ulicy w centrum i tak już zakorkowanego miasta
        a że to wszystko przez małego kotka......
        to wręcz uroczesmile
      • zettrzy Re: o kotku, który jeździł autobusem 13.09.05, 23:19
        slowo daje, ze moj kotek nie potrafilby zrobic kupki w podobnych warunkach,
        czyli w pozycji lezacej na paninych kolanach i bez piasku do pogrzebania w nim
        przed i po
        i jak ona sie nie bala ze bez nosidelka on jej po prostu moze zwiac tez nie
        rozumiem
        • ashek Re: o kotku, który jeździł autobusem 13.09.05, 23:24
          moze miał coś na kształt choroby lokomocyjnej???
          mój pies bez aviomarinu nie wsiada w zaden środek transportu, bo reaguje jak
          pasażerowie w/w autobusu.
          może kotek ma takie reakcje?

          a może , skoro był bez nosidełka to sciskała go do kolan za bardzo i stąd efekt?
          • zettrzy Re: o kotku, który jeździł autobusem 14.09.05, 02:45
            ashek napisał:

            > a może , skoro był bez nosidełka to sciskała go do kolan za bardzo i stąd efekt
            > ?

            kotek to nie tubka zeby z niego wycisnac...
    • groha Re: o kotku, który jeździł autobusem 13.09.05, 23:36
      Jedno jest pewne - kot nie sparaliżował autobusu linii 184 z premedytacją,
      celowo i ze złośliwości. To nie człowiek.
      • skiela1 Re: o kotku, który jeździł autobusem 13.09.05, 23:43
        groha napisała:

        > Jedno jest pewne - kot nie sparaliżował autobusu linii 184 z premedytacją,
        > celowo i ze złośliwości. To nie człowiek.
        A kto to wie,moze jakis zlosliwy bylsmile))
        • ashek Re: o kotku, który jeździł autobusem 13.09.05, 23:47
          > A kto to wie,moze jakis zlosliwy bylsmile))

          personifikujesz kotka??? smile)
          • skiela1 Re: o kotku, który jeździł autobusem 13.09.05, 23:48
            no moze na gape jechal i tak ze strachu sie........
            • ashek Re: o kotku, który jeździł autobusem 13.09.05, 23:52
              no jesli tak, to wychodzi na to, że to szczwana wyrachowana bestia działajaca z
              premedytacją po to, żeby uniknąc mandatu

              (a tu mi się przypomniała staruszka ukarana mandatem za jazdę bez biletu z
              innego wątkusmile - że niby też mogła...
              • skiela1 Re: o kotku, który jeździł autobusem 14.09.05, 00:09
                smile))))
                Zaraz Grocha nas opieprzytongue_out
          • tomek854 Re: o kotku, który jeździł autobusem 14.09.05, 17:36
            A czemu nie? Moj to zlosliwy jest smile Np. nie lubi bardzo mojego kolegi co mi
            siedzi na mieszkaniu jak jestem w Szkocji i za kare codziennie mu sra pod
            drzwiami do pokoju. Mi nigdy tak nie robil, nawet jak mial sraczke, to
            miaukolil zeby mu piasek zmienic. Ktos watpi, ze koty to zlosliwe bestie? >smile
            • skiela1 Re: o kotku, który jeździł autobusem 14.09.05, 17:53
              tomek854 napisał:

              > A czemu nie? Moj to zlosliwy jest smile Np. nie lubi bardzo mojego kolegi co mi
              > siedzi na mieszkaniu jak jestem w Szkocji i za kare codziennie mu sra pod
              > drzwiami do pokoju. Mi nigdy tak nie robil, nawet jak mial sraczke, to
              > miaukolil zeby mu piasek zmienic. Ktos watpi, ze koty to zlosliwe bestie? >
              > smile

              Ktos kiedys mi powiedzial"nie lubie kotow bo one takie wredne sa",cos w tym
              jest.Tak na marginesie,uwielbiam zwierzeta ale kota niestety nie.Wredne i juz.
    • groha Re: o kotku, który jeździł autobusem 14.09.05, 00:23
      Prowokatorzysmile))
    • modern_witch Zwierzak mógł być chory 14.09.05, 08:37
      zdarzają się czasem sytuacje, których nie jesteśmy w stanie przewidzieć,
      naprawdę. Tak się akurat składa, że nasz kot został znaleziony w lesie w stanie
      bliskim smierci głodowej. Nie bylo mnie przy tym, do mnie go przywieziono juz
      po znalezieniu. Osoby biorące udział w wycieczce nakarmily go serem plesniowym,
      bo tylko to miały i to tak, ze malo nie pękł. Cóż, z kota lało się na wszelkie
      możliwe sposoby potem. A nie byliśmy w żaden sposób przygotowani, zeby wziąć
      kota, żadnych koszyków etc. i przyznam, nie bylo do tego glowy, pierwsze dni
      liczyły się, żeby przeżył. Zatem co bylo robić, z kotem w stanie "lejącym",
      tyle że owiniętym ręcznikiem, jechało się autobusem, czasem i 3 razy dziennie,
      do weterynarza..., no trudno, ciuchy potem wszystkie wędrowały do pralki a za
      parę godzin znów na zastrzyk i kroplówkę. jakby mi ktoś wtedy zwrócił uwagę,
      chyba nie bylabym miła. wiecie, jakoś w tamtym momencie nie to się dla mnie
      liczylo, choć wiadomo, nie bylo to przyjemne.
      Może tamten zwierzak byl po prostu chory i jechal do weterynarza...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja