sloggi
15.09.05, 12:16
Czytelnik Gazety Wyborczej chciał kupić bilet rodzinny dla 2,5-letniego syna i
opiekującej się chłopcem babci
W kasie usłyszał jednak, że zniżka 33-procentowa się nie należy, bo "babcia to
nie rodzina".
W cenniku biletów PKP można znaleźć zniżkę 33-procentową dla rodziców lub
opiekunów podróżujących z jednym lub dwojgiem dzieci. Z takiej właśnie ulgi
chciał skorzystać pan Jacek, gdy kupował bilety dla swojego 2,5-letniego synka
i podróżującej z nim babci. Kasjerka zapytała, czy dziecko ma przy sobie jakiś
dokument stwierdzający tożsamość i pokrewieństwo z babcią.
- Nie miałem żadnego takiego dokumentu. W moim nowym dowodzie dzieci nie ma
wpisanych w ogóle, a w dowodzie babci z racji oczywistych chłopak też nie
figurował. Pani pomyślała i w końcu stwierdziła, że biletu rodzinnego sprzedać
nam nie może - opowiada pan Jacek.
O wyjaśnienia poprosiliśmy PKP. Katarzyna Dzierżak-Piotrowicz, rzecznik
krakowskiego oddziału PKP, przyznała, że kasjerka nie miała racji, odmawiając
sprzedaży biletu rodzinnego. - W przepisach nic nie ma o pokrewieństwie
dziecka z opiekunem. Z tym chłopcem mógł podróżować ktoś, kto nie jest dla
niego rodziną, i też ulga by obowiązywała - mówi.
Dodaje jednak, że dziecko powinno mieć ze sobą jakiś dokument stwierdzający
wiek. - Chodzi o to, że dzieci do lat 4 dostają tzw. zerówki, czyli bilety
bezpłatne. Dlatego musimy mieć coś, co pozwoli nam stwierdzić, ile pociecha ma
lat - tłumaczy. O jakie dokumenty chodzi? Jak wyjaśnia Dzierżak-Piotrowicz,
może to być skrócony odpis aktu urodzenia lub książeczka zdrowia.
A co można zrobić dla pana Jacka, który zamiast biletu z ulgą rodzinną musiał
kupić normalny? Jak twierdzi rzecznik, PKP może jedynie zdyscyplinować
kasjerki. - Ten pan kupował bilet u naszego ajenta w przejściu podziemnym przy
Dworcu Głównym. Jeśli będziemy wiedzieli dokładnie, w której kasie i kiedy,
pouczymy kasjerkę - obiecuje.