sloggi
05.11.05, 18:17
Od wieków robiły to same - rodziły w towarzystwie akuszerek, a potem
położnych. Nagle okazało się, że przy porodzie niezbędny jest im również
facet. I nie chodzi tu o lekarza. Chodzi o ciebie, tatusiu.
Obecność mężczyzny przy porodzie jego dziecka stała się wręcz powszednia i
obowiązkowa. Poniekąd wymusza ją moda, ale głównie wynika ona z potrzeb
rodzącej kobiety. Owszem kobieta, która rodzi sama, także poradzi sobie z
takim zadaniem. Będzie się jednak czuła osamotniona, a ojciec dziecka straci
jedyną w swoim rodzaju okazję do uczestniczenia w narodzinach swego potomka.
Co zatem powinien zrobić przyszły tata, aby w decydującym momencie nie czuć
się jak słoń w sklepie z porcelaną? Przede wszystkim powinien być przekonany,
że chce uczestniczyć w porodzie, mimo że będzie świadkiem takiej
"nieestetycznej sytuacji" i że w pewnym momencie może czuć się bezradny. Aby
nieco oswoić tę wielką niewiadomą, jaka czeka na sali porodowej, warto razem z
partnerką zapisać się do szkoły rodzenia. Nabyta tam teoria pozwoli łatwiej
zmierzyć się z praktyką w czasie porodu i po nim.
W czym może pomóc mężczyzna podczas porodu?
W początkowym etapie porodu, jeszcze w domu lub w drodze do szpitala, powinien
być przede wszystkim opanowany i uspokajać zdenerwowaną żonę. Już wtedy może
mierzyć z zegarkiem w ręku częstotliwość skurczów.
Po przyjeździe do szpitala w miarę możliwości powinien zająć się wszystkim
formalnościami związanymi z przyjęciem na porodówkę. Po wstępnych badaniach
zostanie z żoną w sali do porodów rodzinnych albo za specjalnym przepierzeniem
(jeśli nie ma oddzielnej sali, albo trwa w niej właśnie inny poród).
Podczas pierwszego okresu porodu (zazwyczaj kilka godzin) warto przypomnieć
sobie całą wiedzę zdobytą w szkole rodzenia. Mężczyzna może wtedy czuwać nad
prawidłowym oddechem rodzącej, liczyć odstępy między skurczami. Aby ulżyć
partnerce, można pomasować jej plecy. To również odpowiedni czas na to, aby
rozmową próbować odwracać uwagę kobiety od bólu. Przy nasilających się
skurczach mąż powinien być przygotowany na to, że to on właśnie może być
osobą, na której partnerka będzie próbowała odreagować. Ma prawo wtedy na
niego nakrzyczeć, uścisnąć rękę aż do bólu. Gdy kobieta zaczyna tracić wiarę w
to, że sprosta tak wielkiemu zadaniu, mężczyzna powinien ją pocieszać i
mobilizować.
Podczas drugiego okresu porodu, gdy zaczynają się skurcze parte, mężczyzna
może kobiecie podtrzymywać głowę. Bardzo ważne jest to, aby cały czas mówił
jej, jak postępuje poród, czy widzi już główkę dziecka, itd. Gdy będzie już po
wszystkim, świeżo upieczonej mamie na pewno należy się pocałunek. Tata może
(nie musi) przeciąć wtedy pępowinę, a potem, po pierwszych badaniach, po raz
pierwszy wziąć dziecko na ręce.
Według psychologów ten pierwszy kontakt z ojcem ma ogromny wpływ na późniejsze
relacje między nimi. Tata uczestniczący w porodzie zwykle nie boi się potem
brać malucha na ręce. Po porodzie rodzice i dziecko zwykle mogą pobyć jeszcze
kilka godzin razem.
Jak reagują mężczyźni podczas porodu?
Część z nich widząc nasilające się skurcze partnerki może odczuwać bezradność,
strach, przerażenie. Warto jednak zmobilizować się i nie okazywać tego żonie,
lecz wspierać ją. Zdarzają się tacy, którzy bywają dla personelu bardzo
kłopotliwi, zadając mnóstwo pytań. Być może nie wierzą w to, że ich partnerka
poradzi sobie sama ze wzmagającym się bólem. Nie ufają, że zwykle kobieta wie,
co ma w takiej chwili robić.
Niestety, część panów ogranicza swoją rolę do obsługi sprzętu foto i wideo.
Oczywiście, maluch, które dopiero pojawił się na świecie, wart jest
uwiecznienia, ale raczej dopiero wtedy, gdy już wyląduje na brzuchu mamy, a
nie wtedy, gdy wydostaje się na świat.
W kulminacyjnym momencie tatusiowie reagują różnie. Chłopaki nie płaczą? W
takich chwilach niech płaczą. Ze szczęścia.
(INTERIA.PL)