sloggi
04.12.05, 00:46
To fakt, że będąc partnerką/żoną/kobietą (niepotrzebne skreślić) niewłaściwego
mężczyzny nie mamy najmniejszej ochoty na przypominanie nam przez osoby
trzecie, że marnujemy i rujnujemy swoje życie.
Ale niekiedy to właśnie tylko i wyłącznie przyjaciołom zawdzięczamy uwolnienie
się od niewłaściwego mężczyzny.
Przyjaciele patrząc z dystansu na zakochaną po uszy kobietę widzą wyraźnie, w
jaki sposób jest ona traktowana przez partnera, zauważają niuanse w jego
zachowaniu i są wyczuleni na sygnały wieszczące przyszłe problemy.
Okazuje się, że ok. 20 proc. narzeczonych nie podchodzi do ołtarza w celu
scementowania związku, lecz rozstaje się. Może to ta część społeczeństwa,
która ma odważnych przyjaciół pragnących zareagować na czas i przestrzec przed
dokonaniem niewłaściwej decyzji.
Niekiedy stajemy okoniem wobec życzliwej rady przyjaciela, nie wierzymy, że
nasz wspaniały związek może wyglądać zupełnie inaczej dla osób postronnych.
Niekiedy tracimy przyjaciół pozostając uparcie w związku. A kiedy sami
odgrywamy rolę zatroskanego przyjaciela, ryzykujemy przyjaźnią i sympatią.
Jak się zachować, gdy coś nas uwiera patrząc na ukochanego swej przyjaciółki?
Zasada jest prosta: jeśli jej partner jest niechlujny, arogancki wobec
otoczenia, o irytującym sposobie bycia, lecz naprawdę zakochany w partnerce i
noszący ją na rękach - przemilczmy. Nasze zdanie o nim jest nieistotne dla
dobra tego związku, nasza opinia nie odgrywa większej roli.
Jeśli jednak zadbany i inteligentny mężczyzna odgrywa się na swej partnerce,
poniża ją wobec otoczenia, jest przyczyną jej niskiej samooceny - zbierzmy się
na odwagę i powiedzmy jej o naszych odczuciach - niezależnie od kosztów, jakie
w związku z tym możemy ponieść. I oczywiście im prędzej, tym lepiej (chociaż
podobno nigdy nie jest za późno).
/interia/