sloggi
05.12.05, 23:03
Faszyzacja nawet ograniczona do jakichś enklaw, marginesów, internetowych
pułapek, jest nie do przyjęcia
"Wyrazić". "Wyjaśnić". To nie to samo. Czasem udaje mi się wyrazić coś, co
jednak pozostaje niejasne, jeszcze nieokreślone, choć zdaje się mieć
przenikliwy zapach czy jakąś rozpoznawalną niepokojącą barwę. Może to słychać
szum nieokreślonego, choć natarczywego ostrzeżenia?
Czuję to też jako zmęczenie, jako protest wszystkich kości: ile można? Czy TO
znowu musi mnie otaczać, wciskać się w moje przedsięwzięcia, w czytane książki
i prawie we wszystko, co od ludzi słyszę. Mam wrażenie, że coś ciąży nad nami,
raz bardziej, raz trochę jakby mniej, ale nieustannie.
Sama widzę, że opisuję objawy depresji. Zgadza się. Taka jest moja reakcja na
to, co teraz zdaje się nastawać.
W mojej reakcji jest komponenta niedowierzania. Sama się siebie pytam, co się
właściwie stało, co mnie teraz tak dociska. Zresztą nie tylko mnie. Ale czy to
ciąży tylko mającym pewne wspomnienia, czy także młodym, którym to niczego
przypominać nie może? Czy w młodych odzywa się czasem pamięć nie-własna,
odziedziczona, może jak strach przed sykiem węża, którego doznają ptaki
wyklute w bezpiecznej hodowli? Co to było, gdy urodzona po wojnie dziewczyna
reagowała złością i poczuciem upokorzenia na pobrzmiewający w czyimś poleceniu
"pański ton", którego przecież nigdy przedtem nie słyszała. To jej prababka -
może - była pokojówką w jakimś dworze, gdzie ktoś rozporządzał: "Niech
Anusia...", "Niech Wikta...", "Niech Helenka...".
Faszyzacja nawet tylko w zakresie stylizacji, ograniczona do jakichś enklaw,
marginesów, internetowych pułapek, jest nie do przyjęcia. Co to, to nie!
Nie ja jedna doznaję wstrząsu, choć wydaje się, jakby nas, wrażliwych na to,
było niewiele.
Gdy porównuję "wszechpolskie" szeregi do agresywnego chwastu - czy to we mnie
znów nienawiść? Ta z okupowanej Warszawy, z jej pożaru? Muszę im teraz mówić
NIE - bo chciałabym nigdy więcej nie czuć nienawiści. Od wstrętu, od pogardy
już do niej blisko. Wolałabym na razie hodować w sobie raczej zdziwienie,
raczej wątpienie: czy naprawdę widzę to, co widzę, czy naprawdę słyszę to, co
słyszę. Czy się nie mylę, czując, że oni nienawidzą, że używają nienawiści, że
rozkręcają ją w sobie, nienawiść mają za naturalne i niezbędne spoiwo, które
ich razem trzyma.
Nienawiść musi być do kogoś zwrócona, w jakimś kierunku trzeba nią tryskać.
Mierzi mnie i przygniata styl endecki, nagle odrodzony i ochotnie naśladowany,
raz moralizatorski, besserwisserski, raz paramilitarny, krzepki-blond,
nakręcony, spięty do ataku, z werblami w tle (chyba nie było jeszcze werbli,
więc czemu je słyszę?).
To naprawdę jest jak zwycięskie odrastanie trującego chwastu, nie żadnego tam
piołunu czy pokrzywy, lecz tego czegoś obcego, co rośnie niepohamowanie, dziś
jeszcze to małe, tylko pod murem, ale sięgnie nad głowę, pulsując jadowitym
sokiem. Kto nam tego nasiał?
U podłoża tkwi chyba jakiś instynkt. Geje nadają się na obiekt nienawiści. Gdy
ich namierzają, napastnicy czują przyzwolenie na pogardę i na atak. Rzadko
wyraźne, częściej zawoalowane, ale łatwo wyczuwalne.
Za gejami - kto następny? ... Kto następny? Ci, co się będą wydawać słabi,
zdani tylko na siebie, ci, co zostaną wystawieni przez władzę, która ich nie
lubi, nieważne, z jakiej przyczyny.
Niebezpieczeństwo widzę w tym, że w wyniku wyborów doszli do władzy ludzie,
którzy posługują się wystawianiem, skupiający uwagę na osobach, którym mamy
wszystko zawdzięczać lub które o wszystko winić.
To jeszcze są tylko przypuszczenia i podejrzenia. Ale nie bezpodstawne, bo na
przykład geje niewątpliwie zostali wystawieni, i to kilkakrotnie. Chcąc nie
chcąc, na atak wystawia się tych, komu odmawia się praw należnych mniejszości.
Groźna sytuacja powstaje na skutek samej takiej odmowy, nawet wtedy, gdy na
pozór nie towarzyszą jej uwłaczające uzasadnienia.
Czy demokracja wymaga dziś reanimacji? Może jeszcze nie jest z nią aż tak źle.
Ale na pewno za mało było i nadal brak troski o powszechne rozumienie jej
istoty, a więc o czujność w sprawie praw mniejszości - zwłaszcza tych
wystawianych jako dogodny obiekt nienawiści.
/GW/