tomek854
31.12.05, 03:45
Wlazłem przypadkowo na forum umfany gdzie był wątek a'propos czarnobyla.
Wysmażyłem tam coś takiego: (Jak widać, ja jestem ZA).
Była jakoś przed wakacjami na forum gazeta.pl wielka dyskusja o elektrowniach atomowych. Wypowaidali się tam specjaliści,
fizycy, i ekologowie, i muszę z przykrością stwierdzić (bo popieram ekologów), że w większości nie mają oni zielonego
pojęcia o tym, czym naprawdę jest elektrownia atomowa. Mają zakodowane elektrownia = czarnobyl i już. A tymczasem na
codzień stykamy się z o wiele większymi dawkami materiałów radioaktywnych niż jest nam w stanie dostarczyć elektrownia,
choćby nawet stojąca za płotem. Już nie będę sypał danymi, ale wiecie, że Huta Katowice produkuje corocznie wielokrotnie
więcej radioaktywnych substancji niż elektrownia atomowa? I to nie jest to wywozone zabezpieczonymi pociągami i składowane
pod ziemią ale ulatuje z komina w świat?
Byłem w wakacje w szkocji na kempingu położonym jakieś 200 m od atomowej elektrowni (nieopodal Dunbar). Chciałbym zobaczyć
chętnych do kempingowania 200 m od elektrowni "Bełchatów" na przykład

I nie, wciąż mam tylko dwie ręce i jedną głowę
W szkole o budowie atomu może i uczą, ale mniej więcej tyle, ile było wiadomo sto lat temu. O radioaktywności wśród ludzi
krążą tylko mity.
Owszem, po Czarnobylu zginęło więcej niż 50 osób. 50 to są tylko Ci, co zginęli w bezpośredniej akcji ratunkowej. Z tego
co pamiętam z wykładu pana z Państwowej Agencji Atomistyki, na którym byłem kiedyś z ciekawości bo był właśnie o
Czarnobylu wszystkich osób (łącznie ze zmutowanymi dziećmi, rakami i tak dalej) było max kilkanaście tysięcy. Ja wiem - to
dużo. Ale to nie są miliony, o których mówi się. Jest też wiele innych mitów:
Czarnobyl po pierwsze nie był wypadkiem spowodowanym normalną eksploatacją elektrowni a jakimiś poronionymi
eksperymentami, do których celów odłączono obwody automatycznej kontroli. To raz. Po drugie - współczesne reaktory są
zupełnie inaczej zbudowane i bezpieczne - mozna je przyrównać do takiego ruskiego kubeczka do gotowania wody, gdzie na
dnie są dwie okrągłe tarczki. Póki jest w nich woda, gotuje się, ale jak wyparuje przestaje być przewodzony prąd i pożaru
nie ma. Po trzecie Czarnobyl jest przereklamowany - najpierw przez amerykanów, aby dowalić ruskim, a teraz przez Ukrainę,
aby wyciągnąć pomoc międzynarodową. Po czwarte napromieniowanie przeciętnego Polaka po czarnobylu nie było nawet w połowie
tak wielkie jak przy prześwietleniu RTG płuc. Poza tym: czy ktokolwiek słyszał może kiedyś o jakimś wybuchu w normalnie
pracującej elektrowni atomoej? Z chęcią posłucham, bo ja nie słyszałem. Wyciek był tylko chyba kiedyś w latach 70 w USA
wody chłodzącej, ale nic nikomu się nie stało...
Jak na razie nie mamy alternatywy dla energii atomowej. Paliwa kopalne lada chwila się wyczerpią. Nie możemy pokryć
wiatrakami całego kraju (a po za tym i wiatraki mają swoje wady). NIe mozemy zrobić wszędzie elektrowni wodnych - bo to
też dewastacja przyrody. Nie mamy wystarczająco sprawnych ogniw słonecznych, po za tym ich produkcja również jest bardzo
szkodliwa dla środowiska. Ogniwa paliwowe, czyli napęd wodorowy, wymagają wodoru, a aby ten wyprodukować potrzeba
elektryczności, czyli nic nam to nie daje.
Wybudowanie elektrowni atomowej jest bardzo drogie (o ile chcemy wybudować ją tak, aby bezpiecznie służyła być może nawet
przez setki lat). Jeszcze droższa jest jej likwidacja, dlatego trzeba wybudować ją porządnie, aby służyła nam jak
najdłużej. Nie jest to problemem, bo tak naprawdę budowa reaktora nie jest o wiele bardziej skomplikowana niż budowa cepa
(mówię to całkiem poważnie - to co się dzieje w mikroskali, to najwyższa fizyczna szkoła jazdy, ale sama budowa jest
prosta). Eksploatacja nie jest tak tania, jak nam wmawiają niektorzy zwolennicy - jest porównywalna cenowo z elektrownią
węglową. Jednak gros tych kosztów pochłaniają wielokrotnie dublujące się systemy zabezpieczeń - głównie przed wypadkami,
głupotą ludzką i atakami terrorystycznymi.
Nie wiem czy wiecie, ale gdzieś tam w Gambii czy w innym kraju środkowej afryki istnieje naturalny reaktor atomowy
działający od co najmniej kilkunastu tysięcy lat. Wygląda to tak, że przez złoża uranu płynie podziemny strumień. Niesie
on ze sobą pewne ilości uranu, które zbierają się w takim podziemnym bajorku. Kiedy uzbiera się masakrytyczna startuje
reakcja łańcuchowa która momentalnioe wyparowuje całą wodę i ponieważ nie ma katalizatora zatrzymuje się. Za jakis czas
(nie pamiętam, ale chyba rzędu godzin) woda donosi nową porcję uranu, zapełnia bajorko i wszystko zaczyna się od nowa. Ten
reaktor poddawany jest badaniom i okazuje się że okoliczna przyroda, zwierzęta itp nie wykazują znaczącyh odchyleń od
normy. Jest to też świetny dowód na to, że może istnieć bezpieczny reaktor atomowy działający świetnie bez udziału
człowieka...
Proponuję podejść do tego z rozsądkiem. Energia atomowa ma swoje wady, owszem, ale nie taki diabeł straszny, jak go
malują.
Głównym argumentem "przeciw" jest kwestia bezpiecznego składowania odpadów nuklearnych. i tutaj powiem wam, że tunele
zamykanych polskich kopalń wystarczą nam w tym celu na ładne kilka tysięcy lat. A do tej pory pewnie będziemy już mieli
windę orbitalną czy cos i z powodzeniem będziemy mogli wrzucać te śmieci do Słońca. A jemu, wierzcie mi, nie zaszkodzi to
w najmniejszym stopniu
Do tego przyszło mi do głowy: i tak już nie będziemy krajem bezpiecznym od atomu - obecnie dookołą polski znajduje się kilkanaście elektrowni atomowych, z czego wiele jest bliżej nas niż Czarnobyl