Wszystko na twojej głowie...

10.01.06, 15:26
Pracujesz. Masz dom, dziecko. Masz życie prywatne i wiele..wiele innych spraw
do załatwienia....
Masz chorego ojca w szpitalu, jego psa do karmienia i kwiatki do podlania,
żyjesz egzaminem gimnazjalnym swojego syna...w międzyczasie musisz popłacić
rachunki swoje i ojca...siostra dzwoni, że ma problem, brat ma pretensje bo
ojciec w szpitalu i Ty jesteś temu winna (?) bo się o niego troszczysz sama,
bo rodzeństwo ma go gdzieś...w pracy urwanie głowy, łączenie firm, inne ważne
sprawy, sąsiad nie daje ci spać...były mąż wszczyna kłótnie o sprawy istotne,
lecz minione...przyszły niedoszły chce cię mieć na codzień...dzieli się z
toba swoim życiem /i twoim przecież też/, swoimi problemami /no bo radościami
mniej/...co chwilę pojawia się nowa sprawa...
a ty?
a ty musisz to wszystko sama pozałatwiać...doglądnąć trzech
domów....wysłuchać spraw tylu ludzi....twój stosik książek i gazet rośnie, bo
nie masz czasu dla siebie....
zegarki pędzą jak opętane...a ty zaczynasz powoli bzikować.....dopadają cię
nerwy....niemoc i złość jednocześnie....a potem odpowiedzialność za to, co
wokół ciebie.....
wszystko, co na Twojej głowie wciąga cię jak grzęzawisko....

nie debrałam telefonu od brata....nagrał mi się: 'a niech cię szlag trafi!'..
tylko dlatego, że nie odebrałam telefonu, bo nie było mnie w pokoju gdzie ów
telefon leżał na biurku?
nie mogę już.....
dzisiaj w pracy miałam ochotę odpowiedzieć jednej takiej: od.....ol się...
ja, która raczej smile nie używa takich słów....
wiem, część tego mam na własne życzenie....

zastanawia mnie, że niektórzy ludzie nie mają takich problemów...nie
interesują się własnymi rodzicami, rodzeństwem, dziećmi itp...
rybka im...jak się mówi....

Przejmujecie się sprawami swoich bliskich? bierzecie na swoje barki
załatwianie różnych spraw? czy inni oczekują od Was pomocy? macie czasem dość?
jak sobie z tym radzicie?

albo jak odmawiacie jeśli już....?

próbowałam kiedys troche rozluźnić pewne zależności...no wyszłam na totalną
nieodpowiedzialną zołzę....która mysli tylko o sobie....

nie mogę już.....
nie daję rady....i wiecie co? nikt mi w to nie wierzy.....
    • carrramba Re: Wszystko na twojej głowie... 10.01.06, 15:59
      Ależ wierzę, sama tak mam smile
      W zasadzie, w życiu wszechobecne jest prawo serii. Po mniejszych i wiekszych
      kataklizmach, następuje okres błogiej ciszy. Więc głowa go góry, przetrzymasz i
      bedzię ok smile
      pozdrawiam smile
    • skiela1 Re: Wszystko na twojej głowie... 10.01.06, 16:11
      Mysle,ze w takich sytuacjach niezastapiona jest"metoda sitka"oddzielajaca sprawy
      mniej wazne od najwazniejszych w danym momencie.Sprawa pierwszoplanowa jest
      Ojciec.Nie mozna narzucic sobie na barki wiecej niz potrafimy udzwignac,kto nam
      reke poda gdy sie przewrocimy?...a trudnosci i inne problemy niestety nie znikna.
      Dbaj o siebie sama bo nikt nie zadba o Ciebie.

      • f.l.y Re: Wszystko na twojej głowie... 10.01.06, 16:22
        no właśnie z tą ręką jest tak, że jak ja jej potrzebuję to jej najzwyczajnie
        nie ma...wszyscy są zajęci swoimi sprawami....
        metoda sitka....
        muszę nad nią popracować...
        mam wyrzuty sumienia jak zaczynam myśleć, że czegoś mogłabym nie zrobić czego
        się ode mnie oczekuje...marazm taki, wiem że świat się nie zawali...
        chyba jestem wykorzystywana emocjonalnie...czasami mam takie poczucie i
        zaczęłam mówić o tym głośno....ale nie trafia.....
        moja siostra dzwoni do mnie o pólnocy lub przed 6tą, bo już/jeszcze nie śpi i w
        nosie ma, że mnie i syna budzi...
        dlaczego niektórzy ludzie nie myślą?

        eech...chyba trafił mi się jeden z gorszych dni....

        a Wy? też macie tyle na głowie? też jesteście z takimi sprawami sami czy macie
        pomoc innych w ich załatwianiu, opiece itp ?
        • sasha_m Re: Wszystko na twojej głowie... 10.01.06, 17:19
          Tak, ja tak mam, niestety...
          Fizyczna, organizacyjna omoc może i jakaś jest, nie chodzi więc o to, że jestem
          sama z tym wszystkim. Jestem SAMOTNA... To coś, co siedzi mi w głowie czy
          gdzieś tam w środku, takie uczucie opuszczenia, osamotnienia, nie umiem nawet
          dokładnie tego nazwać.
          Za którymś razem załapałam straszną depresję, pogrążałam się coraz bardziej i
          bardziej i chyba sięgnęłam dna. Oczywiście nikt nawet nie był świadomy, co się
          ze mną dzieje. Samotnie przez to przebrnęłam i sama się wygrzebałam - splot
          okoliczności mi w tym pomógł - trafił mi się długi wyjazd, ale od czapy taka
          rada, bo nie każdy może sobie na to pozwolić sad((
          Od tamtego czasu rzeczywiście stosuję metodę sitka: bezpośrednio angażuję się
          tylko w te sprawy, w które absolutnie muszę. A i tak jest tego niemało sad((
          staram się dbać o swoje zdrowie psychiczne, bo wiem, że depresji po raz drugi
          nie przeżyję - a mam dla kogo żyć smile
          Za bardzo się przejmuję, wiem, ale nie potrafię, nie mam sumienia inaczej.
        • magdajeden Re: Wszystko na twojej głowie... 10.01.06, 21:04
          jesteś wykorzystywana, nie tylko emocjonalnie ale zwyczajnie, fizycznie.
          wykorzytuje cie rodzeństwo, bo im na to pozwalasz. nie możesz czuć się
          odpowiedzialna za cały świat, bo ...nie jesteś i nie możesz być odpowiedzialna
          za wszystko smile
          wiem, że to trudne, ale spróbuj ustalić z rodzeństwem dyżuru przy ojcu, dyżury
          przy podlewaniu kwiatków. i opierdziel raz siostrę za telefon w nocy albo nad
          ranem, tak żeby jej trampki spadły - ty poczujesz się zadziwiająco lepiej a ona
          pomyśli następnym razem, czy zadzwonić o chorej porze.
          potzebujesz duuuużo czasu na wyprostowanie swojej sytuacji, ale jak tylko
          zechcesz to sobie poradzisz. tylko najtrudniej zechcieć
          • f.l.y Re: Wszystko na twojej głowie... 10.01.06, 21:16
            wszelkie ustalania dot ojca nie przynoszą rezultatów...a ja, żeby ojciec miał
            co jeść, godnie żyć i żeby nie czuł się samotny nadrabiam za calą naszą
            czwórkę /druga siostra za oceanem/ spotkania nie dochodzą do skutku, zawsze
            ktoś wymyśli coś, aby się wykręcić...boli mnie to, bo t dorosli ludzie z
            odchowanymi dziećmi i powinni mieć czas dla ojca, który swoje zycie poświęcił
            wcześniej dla nich...
            ojciec leżąc w szpitalu czeka na nich, a ja dzwonię do siostry prosząc by go
            odwiedziła, a jemu mowię, że ona pracuje na drugą zmianę i narazie nie może
            przyjść...
            nie chcę go ranić...jest stary...niewiele mu zostało, on pewnie sie domyśla,
            ale czy mogę mu tak wyłóżyć kawę na ławę? nie chcę by cierpiał z powodu mojego
            rodzeństwa....ma poczuć sie odrzucony?
            postaram się porozmawiać z nimi jeszcze raz, albo im to poprostu wszystko
            napiszę....sama już nie wiem.......
            po ostatiej takiej próbie nawrzucałam siostrze i nie gadałysmy przez pół roku...

            no nic....
            przestję się wyżalać, bo zasmucam to miłe forum....
            dzięki za słowa otuchy....

            mam ochotę na bunt....na wielki bunt......
            • wadera3 Re: Wszystko na twojej głowie... 10.01.06, 21:26
              Pewnie,że się zbuntuj, zawiadom rodzine,że mają sie stawić natychmiast.
              Jeśli nie, zadbaj o notariusza i testament,
              to co piszę nie jest wbrew pozorom cyniczne, to samo życie.
    • groha Re: Wszystko na twojej głowie... 10.01.06, 17:13
      Też nie umiem nie przejmować się bliskimi. Kocham ich bardzo, więc jak mogę być
      obojętna wobec ich spraw? Mam chyba wrodzoną potrzebę przejmowania się, dbania,
      udzielania pomocy. A im starsi są rodzice, tym częściej dostrzegam, że to już
      nie tylko potrzeba bliskości, ale po prostu konieczność. Ale też zauważam, że
      nie jestem już tak silna i twarda, jak dawniej, kiedy mogłam wszystko sama.
      Teraz już nauczyłam się nie brać wszystkiego na swoje plecy. Najważniejsze
      jednak, że nie muszę, bo mam na kim się wesprzeć: mąż, syn, brat i jego
      rodzina. Na szczęście są w porządku. Nie wiem, jak funkcjonowałabym, mając
      wszystko na swojej głowie. Na wszelki wypadek, wolę sobie tego nie wyobrażać.
      Więc wierzę, F.l.y., że czasem nie dajesz rady. Ale jeszcze potrafisz cieszyć
      się motylem w grudniu, czyli nie jest tak źlesmile To na pewno tylko chwilowy
      kryzys i zmęczenie.
    • magosiaa Re: Wszystko na twojej głowie... 10.01.06, 17:22
      Rozumiem cię doskonale, ale proszę zadbaj trochę o siebie, swoje potrzeby,
      odpoczynek. Siostrze powiedz, że śpisz, nich zadzwoni w odpowiedniej porze,
      bratu powiedz, żeby odwiedził Ojca (nakarmił psa itp) bo masz inne pilne
      sprawy. Spróbuj wygospodarować trochę czasu na swoje własne stałe przyjemnosci:
      joga, fitnes, kosmetyczka, plotki z przyjaciółką czy co tam lubisz. Zobaczysz,
      wszyscy świetnie dadzą radę bez ciebie. Ćwicz asertywnośći nie dawaj się
      obarczać wszystkimi kłopotami świata. Wiem, że łatwo się pisze, a trudno
      realizuje, ale spróbuj, powodzenia.
      • f.l.y Re: Wszystko na twojej głowie... 10.01.06, 20:59
        może to nie zabrzmi najlepiej, ale lżej mi nieco gdy czytam, że nie tylko ja
        tak miewam...
        siostrze mówiłam wiele razy w jakich godzinach sypiam, a ona? ona się głupio
        śmieje...a jest ode mnie o 11 lat starsza....
        nie intersuje się ojcem...a brat z rzadka do niego przyjeżdża, ale po to chyba
        tylko, żeby zobaczyć co może od ojca wyciągnąć....
        wiem, że są różne rodziny i nie ukrywam, że moja stała się okropna, gdy
        zabrakło mamy, która to wszystko jakoś zcalała....

        uśmiechnęłam się przed chwilą do siebie, bo pomyślałam, że salon to moj telefon
        do przyjaciólki smile
        wybrałam połączenie z siecią i wygadałam się....to też mi trochę pomogło...

        cgyba każdy z nas ma takie chwile, kiedy chciałby się zaszyć w jakijś głuszy i
        pobyć sam bez problemów swoich i innych....
        ja właśnie teraz tak mam...chęć ucieczki.....wsiąść w samochód i pojechać gdzie
        koła poniosą.....

        dlaczego ludzie na wsiach żyją spokojniej? czy to jest piętno miast, że ludzie
        są jak biegające mrowki?
        zaczynam bredzić....
        kończę.....

        robię herbatę......
        napijmy się herbaty...

        • wadera3 Re: Wszystko na twojej głowie... 10.01.06, 21:11
          Kochana, na wsi wcale nie jest lepiej,
          mój były,jako adwokat, miał wiele spraw miedzy dziećmi a rodzicami, którzy
          "odpisali" hektary...sądzą sie nawet o zapisany worek kartofli,
          wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma-daj no tej herbatki, co? smile
        • wiedz-ma Re: Wszystko na twojej głowie... 10.01.06, 21:19

          to moze wsiadz w ten samochod i jedz, wylacz komorke, zniknij na godzine,
          zobaczysz, swiat sie nie zawali smile
          sama tak mam, ze wiecznie mam na glowie swoje spraawy i cudze sprawy, na
          dodatek wszyscy przyzwyczaili sie, ze rozwiazuje wszystkie problemy i
          oczywiscie nikomu nie przychodzi do glowy, ze ja tez jakies miewam i czasem
          potrzebuje pomocy (no brzmi strasznie, nie?)
          odkad jednak jakis czas temu po prostu fizycznie zaczelam nie dawac rady temu
          wszystkiemu, eliminuje problemy, ktore moze rozwiazac ktos inny - skoro moj
          brat moze pomagac zalatwiac sprawy urzedowe swojej bylej dziewczynie, moze
          pomoc naszej mamie, nie musze tego robic ja itp. itd. nauka idzie mi ciezko,
          ale kazdy dzien to maly krok do przodu wink
          zycze wytrwalosci, cierpliwosci i odwagi - a co za problem, ze czasem ktos
          obrazi sie, skoro ty zyskasz cenna godzina dla siebie
          trzymaj sie
          • agnie_szka9 Re: Wszystko na twojej głowie... 11.01.06, 12:07
            Wiesz, jesteś za dobra...

            i niestety rodzeństwo to wykorzystuje.

            Cięzko cokolwiek radzić. z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęcia - no cóż,
            i w Towim przypadku to się sprawdza...

            Jak mawia mój wciąż wykorzystywany facet - kto ma miękkie serce, musi mieć
            twardą dupę. no i co? czyż tak nie jest i w Twoim przypadku?

            Nie tylko u Ciebie, moja kochana, jest taka sytuacja.

            Moja koleżanka ze studiów też była w takiej sytuacji..
            odkąd zabrakło jej Mamy, ona z bratem nie mogła się dogadać (podobno przez żonę
            brata...).

            Było jej ciężko kiedy ojciec zachorował (mieszkała z nim i była z nim bardzo
            silnie związana emocjonalnie). kiedy został sparaliżowany, ona o niego dbała,
            myła, karmiła, ćwiczyła z nim. tylko ona odwiedzała go w szpitalu...

            Kiedy umarł, nagle zjawił się brat. Ale nie dlatego, żeby jej pomóc bo została
            całkiem sama (bez męża, dzieci, rodziny...), ale dlatego żeby jak najszybciej
            zrobić porządek z książkami po ojcu i z mieszkaniem!

            Mogła liczyć tylko na znajomych...Nawet wigilię spędza z koleżankami, a nie z
            bratem...

            Fly, wiem że jest Ci ciężko...jesteś taka niezależna, dobrze zorganizowana, ale
            mało stanowcza, i niestety ludzie to wykorzystują...

            To przykre..trzymaj się i pisz...dzwoń...kiedy chcesz.

            ps. pozdrów Tatę od nassmile)
        • sasha_m Re: Wszystko na twojej głowie... 11.01.06, 12:14
          f.l.y napisała:

          > są różne rodziny i nie ukrywam, że moja stała się okropna, gdy
          > zabrakło mamy, która to wszystko jakoś zcalała....

          U mnie też zabrakło Mamy i wszystko się rozsypało... Mówią, że nie ma ludzi
          naezastąpionych, a jednak... Niby jakoś się to kręci, ale nie tak jak powinno.
    • jasmin33 Re: Wszystko na twojej głowie... 11.01.06, 14:00
      A ja Ci powiem tak( okrutnie mocno Cię lubię): postaraj się odnaleźć jakąś
      pozytywną cząstkę, taki tyci elemnent, który spowoduje usmiech na Twojej
      twarzy, mysl o tym ,a będzie Ci lepiej.
      I jeszcze jedno, bardzo ważne choć trudne : mów co czujesz, mów o swoich
      potrzebach - ludzie, a w szczególnosci bliscy, z łatwoscią zapominają ,ze też
      jestesmy ludźmi.

      Ja tak robię, no w każdym razie staram się. Pomaga smile

      A na marginesie, w Muzeum Narodowym jest cudna wystawa Juzia Pankiewicza,
      wybieram się by z bliska, na własne oczy zobaczyć jego obraazki.
      Jak będę w Wielkim Miescie, to koniecznie na małą czarną lub sok jaki Cię
      porywam!!! smile))
      • towita Re: Wszystko na twojej głowie... 11.01.06, 14:33
        Ja może nie mam takich problemów, bo trzeba przyznać, że jak rodzice są chorzy
        to na wyścigi biegają i dbają.
        Jednak miałam problemy z telefonami późnym wieczorem. Nie trafiało do nikogo,
        że Jasiek ma czujny sen, że my niedosypiamy i po prostu o 21,00 wyłączamy
        telefon.
        I powiem Ci jeszcze, że jest to fizyczny wyzysk bo psychicznie to i tak byś się
        martwiła. Znam Cię, Ty nie potrafisz przejść obok...
        Tacy ludzie mają trudniej, ale za to inaczej widzą gwiazdy smile
        • f.l.y Re: Wszystko na twojej głowie... 11.01.06, 14:45
          dzięki dziewczyny za ciepłe słowa.....
          lżej mi jest, że wiem...że jesteście....serio mówię...

          a moi bliscy? ależ mówię do nich, jasno i czytelnie, ale oni albo mnie nie
          słyszą...albo nie chcą usłyszeć....

          dzisiaj jest pierwszy dzień mojego buntu...idzie opornie, ale idzie.....

          dzisiaj też jestem sama w domu i cały czas po pracy chcę przeznaczyć dla
          siebie, obiad zjem sobie w jakimś barze, a potem tylko książka lub tv...

          mam nagrane 'Kalosze Szczęscia' - film z 58 roku, który lubię - więc podładuję
          sobie nim moje baterie życiowe....

          ps; a propos butów - przyznam się Wam do mojego wczorajszego odkrycia - od paru
          dni chodziłam w dwóch różnych kozakach...fasony są podobne do siebie bardzo,
          tylko wiązania ozdobne z tyłu mają inne....hi..hi...ale byłam ostatnio
          zakręcona, dobrze, że futro mam długie i nikt nie widział smile)
          • f.l.y jasmino... 11.01.06, 14:51
            A na marginesie, w Muzeum Narodowym jest cudna wystawa Juzia Pankiewicza,
            wybieram się by z bliska, na własne oczy zobaczyć jego obraazki.
            Jak będę w Wielkim Miescie, to koniecznie na małą czarną lub sok jaki Cię
            porywam!!! smile))
            ========

            koniecznie!!!!!!!!

            jak będziesz w Warszawie - daj mi koniecznie znać! możesz zatrzymać się u mnie,
            nawet z synami - jest gdzie spać i co jeść...i mała czarna też będzie smile
            no i pewnie forumki by wpadły, by Cię/Was? pozanć smile)

            CZEKAM!!!!!
            • agnie_szka9 Re: jasmino... 11.01.06, 14:55
              ja bardzo chętniesmile))
              zwłaszcza, że mi Ostróda przeszła koło nosasad(
            • jasmin33 Re: jasmino... 12.01.06, 10:44
              Na 99,9% będę w Warszawie już jutro! Planuję zostać do soboty, choć niedziela
              nie wykluczona. Chłopców nie zabieram. Potrzebuję oderwać się, odpocząć, nabrac
              dystansu...To ma byc czas przyjemny dla mnie.Poza tym, co tu duzo gadać,
              młodzież tez szczęśliwa ,ze chata będzie wolnawink

              f.l.y, dzwoniła bede do Ciebie i umówimy sie na jakie pogaduchy. I za
              goscinnosc dziękuję, kto wie, wszak zawracać głowy , i cięzarem być nie chcę,
              ale moze zmuszona będę skorzystać wink Zrobiłabym to z przeolbrzymiastą
              przyjemnością!

              Bo wystawę pragnę i pożądam zobaczyć!!!

              Pozdrowionka!!
              • f.l.y Re: jasmino... 12.01.06, 11:36
                jaśmino...nocujesz u mnie i kropka... smile
                nie jesteś żadnym ciężarem - miło mi będzie Cię gościć...
                muszę być jutro w pracy min. do 16.30 ale zadzwoń do mnie, jak będziesz
                dojeżdżać do Warszawy, to zorganizujemy coś...
                wyrwę się czy jak...

                a Wy ciotki klotki pełna gotowość czasowa smile
                • towita Re: jasmino... 12.01.06, 11:45
                  Będzie ciężko, bo stado dzieci i siostra w połogu, ale wieczorem będę już
                  obrobiona, więc z przyjemnością...
Pełna wersja