sloggi
17.01.06, 16:18
Policjantów ze śródmiejskiego komisariatu odwiedził ubiegłej nocy student z
Tanzanii. Przytulił się do grzejnika i nie chciał odejść
Zbliżała się godz. 3, gdy do komisariatu wszedł ciemnoskóry młody człowiek.
Jak się okazało, jego wizyta miała związek wyłącznie z pogodą. - Powiedział,
że studiuje w Łodzi, ale ma już dość i chce jak najszybciej stąd wyjechać -
opowiada młodszy aspirant Mariusz Siejka. - Spodziewał się, że u nas będzie
zimno, ale styczniowe mrozy przeszły jego oczekiwania. Był załamany, zapewniał
że dłużej takiej zimy nie wytrzyma. Widać, że był nieprzygotowany. Miał na
sobie jeansową kurteczkę, a mróz był straszny.
Młodzieniec poprosił, żeby policjanci pomogli mu wrócić do ojczyzny. - Nie
mamy takich możliwości - rozkłada ręce Siejka.
Funkcjonariusze starali się dodać zziębniętemu cudzoziemcowi otuchy.
Poczęstowali go gorącą herbatą. Mężczyzna ani myślał wyjść. Usiadł na poręczy
schodów i przytulił się do kaloryfera. Tak spędził kilka godzin, wprawiając w
zdumienie policjantów przychodzących na ranną zmianę. - Nie rozrabiał, na
pewno nie był pijany, tylko mocno zmartwiony. Nikomu nie przyszło do głowy,
żeby wyrzucać go z komisariatu - mówią policjanci.
Dopiero po godzinie 6 mężczyzna wyszedł. Niepostrzeżenie. Nie poinformował
funkcjonariuszy, czy postanowił jednak zostać w Polsce.
miasta.gazeta.pl/lodz/1,35136,3117049.html