sloggi
15.02.06, 01:32
Producenci kantują. Sprzedają masło, które wcale masłem nie jest. Naukowcy
twierdzą, że na dziesięć kostek tylko dwie są prawdziwe, reszta to podróbki.
Zgodnie z recepturą masło ekstra powinno zawierać co najmniej 82 proc.
mlecznego tłuszczu. Można dodać jedynie niektóre aromaty i barwniki. Tymczasem
większość producentów, nie informując o tym klienta, dodaje tanie oleje roślinne.
Naukowcy i studenci Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego wzięli po lupę
masła, które są na warszawskim rynku. Przebadali do tej pory blisko 30
produktów. I co? Prof. Andrzej Stołyhwo z SGGW opowiada: - Mamy na rynku
potworną liczbę masła m.in. ekstra, które jest ordynarnie fałszowane dodatkiem
bardzo tanich olejów roślinnych, głównie palmowego lub tzw. oleiny palmowej.
Takie miksy nie są zabronione, ale producent powinien klienta o tym
poinformować na etykiecie. Niestety, najczęściej to przemilcza, czyli nas
oszukuje.
Przykład: niektóre masła i osełki dr Milk firmy Laktopol z Łosic. Producent
nie wspomina ani słowem na opakowaniu, że dodał do nich - jak wykazała
uczelnia - także tłuszcz roślinny.
Wczoraj Krzysztof Trojanowski, prezes zakładu w Łosicach, stanowczo
zaprzeczał, że firma podrabia masło. - Badania SGGW nie są dla mnie miarodajne
- dodaje i obiecuje, że wyjaśni tę sprawę.
Po co producenci podrabiają masła? Bo chcą zarobić. W Polsce olej palmowy
(najczęściej sprowadzany z Malezji) jest tani. W hurcie kosztuje ok. 2,30 zł
za kg. Za kilogram masła - także w hurcie - zapłacimy prawie pięć razy więcej.
Jeśli producent zrobi mix i sprzeda go jako prawdziwe masło, może na tym
nieźle zarobić. - Moim zdaniem to gruby skandal, który uderza nie tylko w
klienta, ale i w polskiego rolnika. Sprawa jest bardzo poważna. Powinny się
nią zająć rządowe instytucje - twierdzi prof. Stołyhwo.
Fałszowanie masła na masową skalę potwierdzają też wyniki kontroli
przeprowadzonej przez Inspekcję Handlową. Po sprawdzeniu 81 próbek masła
okazało się, że ponad połowa jest sfałszowana! Inspekcja Handlowa ustaliła, że
lewe smarowidło robi aż 12 producentów. Inspekcja nie chce podać nazw
nieuczciwych firm, tłumacząc się tym, że nie skończyło się postępowanie w tych
sprawach.
Małgorzata Zielińska z SGGW, pisze pracę magisterską pt. "Badanie zafałszowań
masła na rynku warszawskim"
To skrzywienie zawodowe. Wchodzę do marketu i zastanawiam się, ile z tych
masełek czy osełek to podróbki. Bywa, że podróbka jest widoczna gołym okiem.
Można poznać ją po dotyku, bo autentyczne masło z lodówki jest twarde, trudno
je rozsmarować. Inaczej też pachnie. Najczęściej jednak oszustwo jest
doskonałe. Można je zdemaskować jedynie w laboratorium.
Bogdan Pietrzak, Inspekcja Handlowa
W identyczny sposób fałszowane są sery żółte, topione i śmietana. Producenci
wiedzą, że dla klientów ważna jest cena, a podróbki kosztują nawet o
kilkadziesiąt procent mniej od oryginału. Kilogram sfałszowanego sera żółtego
można kupić za mniej niż 10 zł. Nieuczciwi producenci bazują na tym, że
klienci nie domyślają się, że ser z nazwy edamski czy gouda może zawierać
olej. Tak samo oszukuje się na maśle nazywanym "ekstra" lub "śmietankowe".
Oszuści tłumaczą się pokrętnie. Dwie firmy twierdziły, że w ich maśle znalazł
się olej, bo niedokładnie oczyścili maszyny i urządzenia, a używają ich do
produkcji zarówno masła, jak i miksów tłuszczowych. Inny producent winę
zrzucał na mleczarnie, które miały sprzedać mu sfałszowaną śmietanę.
/nowydzien.pl/