Posadka już nie taka ciepła

15.02.06, 23:02
fakty.interia.pl/news?inf=717914
Pani Zosiu, pani weźmie z biurka tę kawę, schowa gazetkę i przestanie wisieć
godzinami na telefonie...
Niejedna pani Zosia musiała się już pogodzić z tym, że praca urzędnika
przestała być słodkim nieróbstwem na ciepłej, spokojnej posadce. Urzędnik nie
jest już panem, od którego widzimisię zależy, czy petent odchodzi zadowolony,
czy też odprawiony z kwitkiem. Teraz pan czy pani "w okienku" musi być osobą
kompetentną, obytą i zawsze uśmiechniętą.
    • hiroszima13 Re: Posadka już nie taka ciepła 15.02.06, 23:24

      Ciepła ciepła ale tylko dla wybrańców tongue_out
    • tomek854 Re: Posadka już nie taka ciepła 16.02.06, 01:47
      taaa. Może by ktoś tak takie porządki z moim urzędem pocztowym zrobił?
      • antidotumm Re: Posadka już nie taka ciepła 16.02.06, 19:09
        U mnie w Urzedzie Miasta, a nawet w Skarbowce sa zawsze b. grzeczni!
        • tomek854 Re: Posadka już nie taka ciepła 17.02.06, 02:49
          ty jesteś czak norris? surprised
    • hiroszima13 Re: Posadka już nie taka ciepła 16.02.06, 21:04

      Nie zapominajmy, że urzednicy nie zawsze mają kontakt bezpośdedni z "szarym
      obywatelem". Wiec jest wiele miejsc w pracy, w któych "pociotki" siedzę
      i prukają w stołki, a inni pracownych robią za siebie i za nich robotę,
    • impostor Re: Posadka już nie taka ciepła 16.02.06, 21:14
      czas najwyzszy!
      dosc mam tego wszechobecnego biurestwa pan w urzedach! u siebie w robocie musze
      szczerzyc banana do wszystkich klientow niezaleznie od tego czy sie dobrze
      czuje, jestem glodny, zdenerwowany itepe. i oczekuje tego samego.
      • fedorczyk4 Re: Posadka już nie taka ciepła 16.02.06, 21:27
        Dlaczego pań? A co może panowie są bardziej kompetentni i uprzejmi? To dopiro
        nowość dla mnie. Więc nie tylko pani Zosiu, ale panie Kaziu też do diabła. Nie
        same urzędniczki w urzędach.
        • wiedz-ma Re: Posadka już nie taka ciepła 16.02.06, 21:36
          panow jest zdecydowanie mniej, wiec sie mniej rzucaja w oczy,
          poza tym wystarczy wlozyc mini i sa baaardzo mili wink a panie wrecz przeciwnie
          • fedorczyk4 Re: Posadka już nie taka ciepła 16.02.06, 21:49
            Wcale ich nie jest mniej, tylko że w ramach równouprawnienia, zajmują
            kierownicze stanowiska, a baby (owszem wredne) wystawiane są na strzał. Poproś
            w kilku urzędach o rozmowę z szefem, ale nie tym pierwszego kontaktu, co to
            siedzi w nieczynnym okienku i robi rybie oko pod tapirem.Tylko z tym na którego
            dzrwiach jest dumny napis z tytułem, to zobaczymy jakiej będą płci
            (przeważajacej), kompetencji i uprzejmości jesli nie dasz sie zbyć byle czym i
            nie daj Boże będziesz zadawała pytania merytorycznie dociekliwe.
    • tomek854 Re: Posadka już nie taka ciepła 17.02.06, 03:27
      To ja apropos wkleję, co żem właśnie wypocił na temat wpieniającej mnie totalnie instytucji jaką jest studium praktycznej nauki języków obcych na mojej szacownej alma mater:
      ---
      Przyzwyczaiłem sie na wydziale FiA że
      dziekanat może być uprzejmy, kompetentny, miły i przede wszystkim życzliwy. Rzeczywistość SPNJO doprowadza mnie do szału.

      Kilka przykładów
      :
      1. Pukamy do pokoju pewnych pań - drzwi sie uchylają szerzej, jakiś chłopak wchodzi i słyszy tyradę, jakie to panie nie są
      zajęte (załatwienie naszej sprawy zajęłoby połowę tego czasu) a w końcu kkiedy udało mu się dojść do słowa w połowie zdania
      dostaje drzwiami w twarz tak, ze az leci mu krew z nosa.

      2. Do sekretariatu - czynne do 15. "Nie, ja tego nie mam, kierowniczka ma". Kierowniczka porzyjmuje od 15, czekamy godzine,
      przychodzi 2 minuty przed czasem. Pytamy o tą rzecz "nie, to jest w sekretariacie, widać pani się pomyliła, albo chciała się was
      pozbyć". Lecimy na dół - 15:01 "Nieczynne!!!"

      3. Przychodzę po wpis. Konsultacje powinne trwać 45 minut. Kolejka. Siedzę czytam. Pani po pół godziny wychodzi do toalety,
      wracając mówi do kolesia stojącego za mną w kolejce "pan da ten indeks, ja panu wpiszę ocene, bo ja juz dzisiaj nikogo nie
      przyjmuje"
      Głosy protestów. Ona - jak zwykle tyradę, jaka to nie jest zajęta i zapracowana. Pytam "to czy mogłaby pani przy okazji i mi
      wpisać, ja też tylko po wpis. "Ja przyjmuję też w poniedziałki" "ale ja mam jutro egzamin przecież" "to pana problem".
      Inna sprawa, ze kiedy by sie nie przyszlo to jak sie czlowiek nie dopcha slyszy "ja pryjmuje i w inne dni tygodnia"

      4. Robię sobie eksternistycznie język. Zakładałem, ze zdam sobie wszystko po powrocie z UK, jak się podciągnę. Mam semestr
      studiów do końca i dwa sem. języka do zdania - nie ja pierwszy tak robię. Przypadkiem w tramwaju usłyszałem jak dwie dzieweczyny
      rozmawiały, że "w tej sesji ostatnia mozliwosc zdania eksternistycznego, w nastepnej juz nie bedzie mozna". Dopytalem,
      potwierdzuly, ze chodzi o UWr. Lece, pytam - to prawda. W ostatniej chwili zapisuje sie na test, kompletnie mi nie pasuje
      termin, nic nie czytalem, po angielsku nie gadalem od roku, zdalem, na kiepska ocene. Bedac po wpis pytam, do jakiej grupy
      powinienem sie teraz zapisac - "zdecydoalismy, ze dla takich jak pan bedzie jeszcze mozliwosc zdawania w nastepnym semestrze
      eksternistycznie". "Czyli nie musze chodzic?" "Nie".
      Ok. Nastepny semestr, chce sie zapisac. "Nie moze pan - pan jest z fizyki, fizyka nie moze." "Ale przeciez semestr temu mowila
      pani ze bede mogl" "ale teraz sie zmienilo" "ale dlaczego wszyscy mogą, a fizyka nie?" "bo tak". Wytłumaczyłem pani (wzburzenie,
      acz uprzejmie) co sądzę o takim wystawianiu ludzi do wiatru "no dobrze, to ja pana zapiszę, ale żeby się pan nie zdziwił, jak
      pana wywalą z testu, bo pan go nie ma prawa pisać".

      Nie rozumiem tego. NIgdy sie nie uczylem angielskiego, ale potrafie w nim mowic i w miare plynnie sie porozumiewac. To, ze
      kiedys nie dotarlem na test kwalifikacyjny i nie pozwolono mi go pisac jeszcze raz "bo jak pan sie nigdy nie uczyl, to i tak pan
      nie ma szans zakwalifikowac sie wyzej" jakos przebolałem. Usłyszałem "jak pan taki mądry, to niech sobie pan zdaje
      eksternistycznie". Zdaję sobie eksternistycznie zatem. Jakoś mi idzie. Zadnego innego języka sobie nie wziąłem w zamian, nic ich
      nie kosztuję - tylko te kilka testów... A kłody pod nogi się wali człowiekowi takie ze masakra. Czy nie można by po prostu być
      konsekwentny?

      Dowiedzieć się niczego też nie idzie nigdy. Sekretariat ze wszystkim odsyła gdzie indziej, a dopchać się tam (90 minut
      konsultacji w tygodniu dla praktyznie całego uniwersytetu) to masakra...

      Otworzyli strone niedawno, i sie podniecają jak kaczki władzą, tak jakby było czym - jedna z najwazniejszych instytucji na UWr
      ma stronę w 6 roku XXI wieku...

      Ech. Ulzyło mi wink Jeszcze tylko dwa razy i skończyłem (no chyba, że któraś z obsmarowanych pań to przeczyta tongue_out )
      ---
      Naprawdę, za kazdym razem jak tam jestem, to sobie myślę zrzucić bombę, i zaorać. I nie jestem w tym odosobniony...
Pełna wersja