sloggi
27.02.06, 00:48
W latach dwudziestych był tylko jeden. Rudolf Valentino. Po wojnie Humphrey
Bogart, Gregory Peck i jeszcze kilku asów z Hollywood. Dziś jest ich tak
wielu, że trudno wskazać numer 1. Ale ilość w przypadku idoli oznacza mniejszą
jakość uwielbienia. Męskie obiekty pożądania.
kobieta.interia.pl/news?inf=721823