f.l.y
10.03.06, 13:21
jednemu starszemu panu popsuł się tuner tv sat - oddał do sklepu, gdzie go
zakupił do naprawy w ramach gwarancji...
uszkodzenie było takie, że tunera nie można było włączyć/wyłączyć pilotem -
reagował tylko na wyłączenie wtyczki z kontaktu
sklep reklamację i sprzęt przyjął
po 14 dniach starszy pan otrzymuje pismo z serwisu z Ząbek czy z Kobyłki, że
naprawa tunera przekroczy jego wartość /ca 300 zł/ poniewaz tuner został
zalany wodą lub sokiem!!!!
jeśli reklamujący nie decyduje się na naprawę, musi zapłacić 55 zł za
ekspertyzę i za odesłanie tunera pocztą na wskazany adres...
- jak teraz starszy pan ma udowodnić, że tunera nie zalał, no bo jak? i po
co? tuner stał sobie spokojnie w szafce rtv do tej pory
- dlaczego ma płacić za odesłanie tunera, skoro powinien móc odebrać go ze
sklepu, gdzie go oddał
- czy za ekspertyzę musi płacić? dlaczego go nie uprzedzono o dodatkowych
kosztach?
a najbardziej denerwujące w tym wszystkim jest to, że tuner napewno nie był
niczym zalany i jak to teraz udowodnić???
dlaczego tak się w Polsce dzieje, że zawsze musi być winny i ponosic wszelkie
koszta klient?
ręce opadają...
ktoś się orientuje jak można załatwić taką sprawę?