skiela1
20.03.06, 14:41
Gdy z łazienki w Urzędzie Miejskim na Targówku w Warszawie zginęło piąte
lustro, zdesperowani pracownicy przykręcili następne śrubami do ściany.
Łazienka to jedno z najpilniej strzeżonych pomieszczeń w Urzędzie Pracy w
Białymstoku: ochroniarze kilka razy dziennie zaglądają i sprawdzają, czy nikt
nie ukradł kolejnej deski klozetowej, umywalki czy pisuaru.
Nie ma dziś w Polsce urzędu, który nie skarżyłby się na złodziei. Ginie
wszystko: komórki, torebki, telewizory, laptopy, czajniki, radia, ubrania.
Złodzieje wynoszą je niemal na oczach pracowników, interesantów i ochroniarzy.
Biurowi złodzieje są nienagannie ubrani. Wchodzą do pokoju, podając się za
specjalistów lub petentów. Proszą np. o formularz, zagadują urzędnika i kradną
cenne przedmioty z biurka. Grzecznie kończą rozmowę i opuszczają urząd,
wynosząc łup w eleganckich neseserach czy markowych torbach.
Plagą wyższych uczelni są kradzieże... węży strażackich. Złodzieje sprzedają
je rolnikom jako pasy transmisyjne do maszyn. Na warszawskiej Akademii
Medycznej kradziono węże nawet po dziesięć razy w miesiącu. Uczelnia, za zgodą
straży pożarnej, musiała założyć kłódki na skrzynki. Złodzieje kręcą się po
uczelniach, udając studentów. Z niepilnowanych sal wynoszą mikroskopy, aparaty
telefoniczne, faksy. Na Wydziale Transportu Politechniki Warszawskiej
skradziono aż 16 nowych komputerów. Po tym Politechnika powołała straż
akademicką i zainwestowała w nowoczesny monitoring.
Pracownicy szpitala na warszawskim Bródnie wspominają dwóch rabusiów, którzy
przebrani za robotników z serwisu wynieśli nową kanapę i skórzane fotele z
kardiologii. Nie wzbudzili podejrzeń, bo sami poprosili o pokwitowanie odbioru.
3 razy mialam zlodziei w domu.
Wyszli z lupem..a jakze..