Skończyłam z nim...

24.03.06, 22:09
kocham go ale tak musiało być... kochałam go za mocno, o wiele mocniej niz on
mnie...
to był zwiazek trwajacy 1,5 roku ...
znacie jakies sposoby aby o tym niemysleć??
abymza chwile nie zaczeła ryczec i zebym nie słuchała smetnych melodi??
zebym nie poszła na most na który zawsze chodze i zebym pierwszy raz w zycu
nie zastanawiała sie czy nie skoczyć??
czy jestsposób abyzapomnieć o tym jakbardzoi mnie boli??
o tym jak teraz beznadziejnie sie czuje.. i jakbym mogla to bym pobiegła do
niego prosiła owybaczenie, chocby na boso...
wiem ze nie moge bo tenzwiazek mnie niszczył...
ale boje sie ze sama sobie nie poradze..
ja miałam tylko jego..
zadnych przyjaciół, nie mam nawet komu powiedzieć...
nie mam nawet komu powiedziec o tym ze moje zycie własnie dobiega konca....
a ja nad tym przestaje panować....
    • wadera3 Re: Skończyłam z nim... 24.03.06, 22:14
      cienmotyla napisała:

      kochałam go za mocno, o wiele mocniej niz on
      > mnie...

      > wiem ze nie moge bo tenzwiazek mnie niszczył...
      > ale boje sie ze sama sobie nie poradze..
      > ja miałam tylko jego...

      skoro niszczył, to o czym mówisz, odetchnij z ulgą, po prostu
      • cienmotyla Re: Skończyłam z nim... 24.03.06, 22:29
        czasem sie kocha kogos pomimo ze cie ten ktos krzywdzi....
        • wadera3 Re: Skończyłam z nim... 25.03.06, 00:00
          wiem ,i wiem ,że to chore, lecz sie czym prędzej
    • de_treville Re: Skończyłam z nim... 25.03.06, 10:18
      Moze Ci sie to wyda cyniczne, ale wedlug mnie naprawde skuteczny srodek jest
      tylko jeden, klin. A w miedzyczasie duzo pracy, hobby jakies znajdz, najlepiej
      takie, gdzie sie spotyka ludzi (zbieranie znaczkow raczej tylko Cie zdoluje) i
      pisz na forum wink Troche to potrwa, ale za jakis czas uznasz, ze to byla dobra
      decyzja i bedziesz sie z tego smiac. Glowa do gory, w zyciu nigdy nie jest tak
      zle, jak czlowiek sobie wyobraza, ze moze byc. I nie wyglupiaj sie z tym mostem.

      M.
      • cienmotyla Re: Skończyłam z nim... 25.03.06, 10:35
        najgorsze byo to ze ja naprawde nie mialam z kim o tym poromawiac, dla niego
        zrezygnowalam z niejednej przyjazni...
        a teraz zeby nie upsc juz nizej musze pisac tutaj...
        szukac pomocy...
        • carrramba Re: Skończyłam z nim... 25.03.06, 11:00
          I to własnie błąd. Nie należy rezygnować z innych znajomości /bo tak sobie ktos
          tam życzy/. Masz wolną wolę i sama wybierasz sobie znajomych. A teraz ? Poboli
          i przestanie. Za co masz przepraszac ? Zastanów sie, kto tu kogo powinien
          przepraszać. Tylko, jakie to ma teraz znaczenie ? Chyba żadnego. Może pomyśl w
          innych kategoriach : to już było,to historia. Nie płacz nad rozlanym mlekiem.
          Zajmij sie czymś. Wszystko przed Tobą.
          pozdr
          • cienmotyla Re: Skończyłam z nim... 25.03.06, 13:14
            a wiecie ze agresja sie we mnie obudziła??
            jakto sie stało i jak zdałam sobie sprawe z tego ze zaczynam albo raczej musze
            zaczac wszystko od poczatku... to walnełam4 talerze i jeden kubek na podloge...
            to bylo nawet dobre bo jak zaczelam to sprzatac to zapomnialam na chwilke o
            nim..
            a on ciagle dzwoni i pisze ze chce wrocic...
            ze sie zmieni...
            • kyniu1 Re: Skończyłam z nim... 25.03.06, 13:58
              I będzie dzwonił, przychodził itd. Ale to nie o to chodzi nawet jak wróci do
              Ciebie to czy będziesz mogła miec znowu do niego pełne zufanie. jeżeli na to
              pytanie odpowiesz sobie od razu TAK - to przyjmij go, a jezeli choć na chwile
              się zawachasz to daj sobie luzu z nim.

              Kyniu
    • kyniu1 Re: Skończyłam z nim... 25.03.06, 13:49
      Witam w klubie. Jestem dokładnie na tym samym etapie. Tyle ze to ona odeszła
      odemnie. Narazie jest etap wyprowadzenia sie i wiem dokładnie co czujesz bo
      własnie to przerabiam. Też całe moje życie było ustawione pod tą jedyną osobę a
      potem kop w dupe za rogu.
      Ale nie martw sie jest na to rozwiazanie - kolejny związek i znajomi którzy cię
      wysłuchają. Wiem że to brzmi dziwinie bo na pewno masz dość ale to jest dobre
      rozwiazanie. A skoro nie masz znajomych to ich poszukaj. Ja swoich znalazłem na
      osiedlu gdzie mieszkam. Zawsze byli tylko obcymi a gdy coś mi się powaliło w
      życiu wyciągneli do mnie rękę i przygarneli do siebie. Otworzyli oczy na swiat,
      poznali z innymi ludzmi, mowie Ci ludzie cud. A swoja droga jezeli potrzebujesz
      czego takiego to zapraszam. Moze uda mi sie pomoc.

      Kyniu
      • cienmotyla musze dac rade... 25.03.06, 22:43
        "bo albo ja zapomne, albo ty powrocisz"
        • dimanche dasz... 25.03.06, 22:45
          może zasługujesz na kogoś lepszego...
          • cienmotyla bardzo sie staram... 26.03.06, 01:00
            boje sie ze nikomu nie dam sie juz dotknąć...
            jak ja moglam byc taka naiwna...
            czemu tak jest z miloscia?
            czemu sie jej tak poddajemy?
            dlaczego nie ma lekarstwa?
            czemu jest lekarstwo na depresje a nie ma na miłość??
            co to takiego ta miłosc w ogole??
            czy jeszcze kiedys powtórzy sie w moim zyciu cos takiego??
    • tukee Re: Skończyłam z nim... 26.03.06, 01:13
      Nie martw sie. Ja kiedys chcialam zrobic lobotomie
      pl.wikipedia.org/wiki/Lobotomia
      ale na szczescie jak zamyka sie jedna furtka to druga sie otwiera, tylko trzeba
      to dostrzec. Trzymam kciuki, zauwaz kogos innego kto napewno jest obok ciebie.
      • cienmotyla Re: Skończyłam z nim... 26.03.06, 15:51
        a gdzie sie robi taka lobotomie? i za ile?
        chciałabym przy nim umrzec...
        umrzec z miłości...
        • dimanche oj, nie umierajcie, co z Wami? 26.03.06, 15:52
          Możecie być samowystarczalne i prowadzic interesujące, bogate zycie...
        • sloggi Re: Skończyłam z nim... 26.03.06, 19:54
          cienmotyla napisała:

          > a gdzie sie robi taka lobotomie? i za ile?
          > chciałabym przy nim umrzec...
          > umrzec z miłości...

          Nawiedzona jesteś.
          On Cię nie chce, a Ty chcesz dla niego umierać - no proszę Cię.
          • cienmotyla Re: Skończyłam z nim... 26.03.06, 20:39
            nie rozumiesz...
            to ja zerwałam... bo ten zwiazek mnie niszczył, ale miłosc jest slepa i dlatego
            tak mi zle...
            • frida2 Re: Skończyłam z nim... 26.03.06, 20:44
              cienmotyla napisała:

              > to ja zerwałam... bo ten zwiazek mnie niszczył

              Skoro tak to decyzja była słuszna. Nie zadrczaj się, tzn. spróbuj, wiem że to niejest takie proste.
    • frida2 Re: Skończyłam z nim... 26.03.06, 17:19
      Potrzebujesz czasu.
      Zapewniam Cię, że Ci przejdzie.
      • cienmotyla Re: Skończyłam z nim... 26.03.06, 19:38
        jeszcze kiedys czytajac swoj własny post radziłabym sobie to samo co i wy,
        mowiłabym ze bedzie dobrze..
        ja w to wierze..
        ale to wcale nie jest takie latwe,
        tu nie da sie uwolic,
        gdziekolwiek pojde, cokolwiek, zrobie, gdziekolwiek spojze widze jego..
        widze to co robilismy, jakie mielismy marzenia..
        gdy bylam na spcerze jechał autobus- nr jakim zawsze do niego jezdziłam, gdy
        ubierałam sie rano myslałam nad kolorem- ten ktory on lubi...
        ciezko mi ...
        i tak bardzo chciałabym aby to sie skonczyło..
        chciałabym zaczac zycie od poczatku, jestem swiadoma ze to nie takie proste, ze
        zycie nie toczyło sie tylko wokól niego- chociaz moje jak najbardziej tak...
        no i on jeszcze prosi bym wrociła... a ja jestem tak mało asertywna i
        stanowcza...
        nie chce pewnego dnia wrocic do niego i znow zaczynac tego koszmaru, tego jak
        byłam na kazde zawołanie...
        ale moze on sie zmienił? moze powinnam dać mu szanse??
        • dimanche Skarbie, nikt nie pwiedział, że 26.03.06, 19:43
          że bedzie łatwo, ale że w końcu sobie z tym poradzisz.
        • frida2 Re: Skończyłam z nim... 26.03.06, 19:46
          Ktoś tam wyżej mądrze napisał, jeśli nie masz żadnych wątpliwości to daj szansę, ale jeśli się wahasz to...
          • dimanche I dobrze zrobiłaś 26.03.06, 21:02
            Jeśli to był toksyczny związek, to nie żałuj. To znaczy, że się szanujesz, to
            kiedyś spotkasz kogos, kto będzie Ciebie szanował...
            • cienmotyla Re: I dobrze zrobiłaś 26.03.06, 21:05
              o tym sie przekonam dopiero za miesiecy albo lat kilka...
              • dimanche Re: I dobrze zrobiłaś 26.03.06, 21:55
                cienmotyla napisała:

                > o tym sie przekonam dopiero za miesiecy albo lat kilka...

                ale swoje powody miałaś, no więc czas się uniezależnić...
                • cienmotyla Re: I dobrze zrobiłaś 27.03.06, 00:01
                  staram sie staram...
                  cały czas zastanawiam sie czy bede potrafiła z kims byc tak blisko...
                  czy ktos mnie jeszcze dotknie, czy pocałuje, obok kogo obudze sie rano...
                  nie mam znajomych i jak ja mam kogos znalezc....
                  • barwa1 Re: I dobrze zrobiłaś 27.03.06, 11:39
                    Najpierw pbądź sama ze sobą!
                    Żadnych "klinów", a nowi znajomi się znajdą.
                    Masz szczęście, że znalazłaś jeszcze tyle siły w sobie,
                    by przerwać niszczący Cię związek.
                    Wykorzystaj te siły, by żyć, a nie to życie sobie odbierać.
                    Nie warto...
                    I przestań modlić się o "taką" miłość, bo sobie wymodlisz taki sam toksyczny
                    związek!
                    Bozia najwyraźniej Ci daje znak, że masz zmienić swoje życie!
                    Powodzenia
                    • cienmotyla Re: I dobrze zrobiłaś 27.03.06, 13:20
                      tylko jest jeszcze jeden problem...
    • cienmotyla Daje mu szanse- oznaka słabości? 28.03.06, 00:12
      W piatek ma do mnie przyjechać, zostanie na noc...
      mamy porozmawiać....
    • cienmotyla Re: Skończyłam z nim... 28.03.06, 00:12
      przeciez jak ja go zobacze...
      i tak teraz bez buzi, bez przytulenia, bez usmichu...
      tak sucho...
      • dimanche Re: Skończyłam z nim... 28.03.06, 00:27
        sorry, ale na noc to niebezpieczne...
        • cienmotyla Re: Skończyłam z nim... 28.03.06, 00:42
          az boje sie spytac czemu...
          ale niestety inaczej nie mozemy, brak warunków...
          u mnie przynajmniej bedziemy sami...
          • 1974m2 Re: Skończyła z mną.. 28.03.06, 11:56
            To był dziwny związek powiem więcej nie powinno go być ale był.Ani ona nie była
            ładna, zgrabna też nie była.Praktycznie to ona mnie ,,poderwała''(wykorzystała
            że przez dłuższy czas byłem sam).No i stało się zakochałem się w niej, nie wiem
            jak to się stało, i nie wiem dlaczego.Patrząc na nią przez różowe okulary nie
            potrafiłem dojrzeć jej wad, nie potrafiłem powiedzieć nie.Omotała mnie wokół
            palca.Każde jej chamskie zachowanie w stosunku do mnie zawsze wytłumaczyłem na
            jej korzyść.Mieliśmy zamieszkać razem, wyszykowałem mieszkanie tak jak ona
            chciała(meble,kolory ścian glazura).Nagle coś się zmieniło zaczeło brakować jej
            czasu była zajęta zapracowana, stała się bardziej opryskliwa w stusunku do
            mnie.Uwierzyłem jej ufałem jej.Rodzina tłumaczyła mi że jest to nie dla mnie
            kobieta nie słuchałem ich najwazniejsza była ONA.Posuneło to się aż do granic
            absurdu.Pewnego dnia jej znajoma zlitowała się nade mną i powiedziała mi prawdę
            ONA cię nie chcę.Był to dla mnie szok w jednej chwili zdałem sobie sprawę że
            cała sprawa jest już nie aktualna od kilku miesięcy, nagle stały się oczywiste
            kłamstwa,upokorzenia,odgrywane komedie.Nie mogłem uwierzyć jak można pozbyć
            siękogoś na zasadzie zbycia(oszukać,okłamać,wykpić wtedy sam zrezygnuje prawda
            że proste?)Jej znajoma opowiedziała mi historię mojego poprzednika (ona miała
            27 lat on 18) jak go uwiodła molestowała wykorzystała i doprowadziła do śmierci
            (miał zawał),,Jak nie wierzysz to idz na cmentarz zobaczysz....Poszedłem
            zobaczyłem tak zgadzało się powiem więcej w chwili śmierci był on
            nieletni.Wyłem z bólu(czy jest jakieś lekarstwo na miłość)Parę dni pożniej
            spotkałem ją zaczepiła mnie, była normalna mówiła normalnie.Nie mogłem z nią
            rozmawiąć nie wiedziałem czy mówi prawdę czy znowu kłamie.Odchodząc od niej
            odwróciłem się do niej posłała mi szyderczego bużiaka.I tak zamieszkałem sam w
            mieszkaniu który każdy kąt przypominał mi o niej każdy drobiazg.Chciałem się
            zemścić prosysować jej samochód albo ją nalać(zasadziłem się na nią w rocznicę
            śmierci przy grobie nieletniego kochanka-nikogo nie było były świeże znicze
            ktoś był dzień wcześniej)Próbowałem umówić się z inną dziewczyną nie wyszło
            miałem wrażenie ze JĄ zdradzam.Bardzo trudno mi było o niej zapomnieć co o niej
            zapomniałem to ją widziałem jadącą swoim samochodem.Czasem miałem ochotę rzucić
            się pod jej samochód, jak wysłała na tamten świat jednego to i drugiego.Z
            biegiem czasu przeszło mi zrozumiałem że było to wielkie nieporozumienie, ze i
            tak nic by z tego nie wyszło.i NAWET jak by zemną zamieszkał i tak by się
            póżniej ode mnie wyprowadziła-zniszczyłaby mi życie.I wczoraj moja Matka
            przypomiała mi ona o niej spotkała JĄ rozmawiała z nią pochwaliła się że ma
            nowe mieszkanie, po co?
            I wiecie co pojechałem na tą ulicę jeżdząc w tą i spowrotem szukałem jej
            samochodu(sam nie wiem po co i na co).Wiem że powrotu nie ma i sam go niechcę,
            ale boje się że gdyby zechciała mógłbym jej wybaczyć i znowy stać się jej
            marionetką.Niech będzie przeklęty dzień kiedy ją poznałem.
            • cienmotyla Skad ja to znam... 28.03.06, 18:51
              szczerze współczuje i Tobie i sobie...
              mam podobie...
              tylo ze moze nie az tak drstycznie...
              w ogole to dziwna sytuacja....
              on tez nie jest najprzystojniejszym mezczyzna dla innychdziewczyn ale dla mnie
              jest najcudowniejszy...
              tak samo i ja jego zachownia wszelkie niemiłe woobec mnie ( nie wulgarne, czy
              wbijajace poprostu niemiłe) byly przeze mnie usprawiedliwiane...
              jaktylko kto mowił odejdz od niego to zastanbawiałam sie dlaczego ten ktos tak
              mowi?? po co ja mu o tym mowiłam?? przeciez on nas nie zna, niue zna naszej
              sytuacji...
              wtedy wiedziałamze wpadłam po uszy...
              wpadłam jak on zaczał chodzic na imprezy a ja ryczałam w domu sama,
              jak spotykał sie z kolezankami w dniu kiedy mielismy sie spotkać,
              jakjedna z nich przyszła don niego aby zrobic mu obiad...
              to wszystko było taki niby niewinne...
              a jak zaczełam sie czepiac to zawsze brakowało mi argumentów zawsze..
              jego słowo przeciwko mojemu - on zawsze wygrywał,
              nie wiem czemu tak było...
              tak go kocham po prostu,
              nie wiem jak bedzie w piatek..
              on mnie kocha ja to wiem..
              ale nie moge zniesc mysli ze ja nie jestem jedyna...
              on ma duzo znajomych, kolezane, sam sie z nimi bawi,sam chodzi na imprezy
              to przez to ze od wrzesnia studiuje...
              dopuki tam nie pojechał bylo cudownie...
              wiadomo ja zazdrosna jestem okrutnie ale potrafiłamto zatrzymac w sobie..
              te spotkania z jego ex...
              ehh jednak jak mi powiedział ze on zawsze bedzie przy niej, bo ona nikogo nie
              ma, bo ona go potrzebuje (ona z nim zerwała czyli moze jeszcze cos do niej
              czuje)jak mi to powiedział powiedziałąm DOŚĆ...
              za duzo płakałam, za bardzo sie martwiłam, za bardzo zyłam nim nie soba...
              teraz jest jeszcze gorzej i jak tylko o tym mysle( a mysle prawie cały czas) to
              nie moge sie oponować...
              tymbardziej ze my mielismy tyle planów...
              mielismy razem mieszkać, pobrac sie, poznalismy swoich rodziców, poznalismy
              swoje wady i zalety...
              i teraz tak koniec...
              i teraz caly czas mysle czy bede umiała zapomniec...
              dzis posprzatałamcały dom, piwnice, swoja szafe i umyłam okna...
              wszystkko by zapomniec choc na chwile..
              nawet sie udało ale....
              nie na długo...
              tak bardzo sie boje ze nie dam rady...
              • 1974m2 Re: Skad ja to znam... 29.03.06, 09:16
                Postaraj się czymś zająć,praca lub jakieś wciągające zajęcie.Jeżeli jest to
                możliwe spróbuj gdzieś wyjechać zrobić sobie dobre wakacje.Wyrzuć wszelkie
                drobiazgi przypominającą ci byłą ,,osobę".Jeżeli go spotkasz udaj że go nie
                znasz bądzie ci ciężko ale potem będziesz czuć satyskwację zapewniam!!.Co do
                nowych związków-dopiero wtedy kiedy będziesz czuć że jesteś na to gotowa.
                (Niech nikt nie próbuje cię uszczęśliwiać na siłę).Bo inaczej będziesz szukać
                odniesień do ,,byłego" i skrzywdzisz bogu winną osobę(ja tak zrobiłem).Nie
                opowiadaj ,,nowemu" o byłym to zawsze robi złe wrażenie(pomyśli że ciągle go
                kochasz) i da sobie z tobą spokój(ja też tak zrobiłem).Pomiętaj człowiek uczy
                się na błędach postaraj się wyciągnąć wnioski z przygody z ,,byłym''.Pomyśl
                miałaś szczęście a gdyby ,,załatwił'' cię gdy było by dziecko?.(ja tak w swoim
                przypadku myślę).
                Nie wiem ile będzie to ,,trwało"Wszystko zależy indywidualnie od człowieka.Ale
                musisz to pokonać inaczej się zadręczysz.
                Wczoraj miałem wielkiego doła ale dziś czuję sie lepiej.
                • cienmotyla Re: Skad ja to znam... 29.03.06, 15:29
                  tylko w niektorych momentach chce leciec do niego, chce mu wybaczyc...
                  a on nadal dzwoni i prosi o wybaczenie...
    • cienmotyla Boje się piatku... 30.03.06, 20:20
      Bo ja chyba wciaz zyje czyms w rodzaju " o tylko sen, wszystko sie ułozy"
      a jak nie?
      • dimanche Re: Boje się piatku... 30.03.06, 20:26
        Znaczy sie obawiasz się, czy będziesz miała wystarczająco siły zakończyć to
        definitywnie? Jeśli ten związek był niszczący, to się nie wahaj, bo potem
        będziesz bardziej cierpiała...
        • cienmotyla Dziś piątek... 31.03.06, 16:09
          on jestjuz w miescie...
          jedzie do mnie..
          az cała drze....
          • dimanche Re: Dziś piątek... 31.03.06, 16:39
            cienmotyla napisała:

            > on jestjuz w miescie...
            > jedzie do mnie..
            > az cała drze....

            Musisz mieć wszystko pod kontrolą, lepiej nie drżyj, bo on się kapnie, że
            jeszcze Cię do niego ciągnie...
            • dimanche Jak spotkanie? Cieniumotyla, opowiedz 01.04.06, 12:49
              Dałaś mu szansę czy ostatecznego kosza?
              • dimanche ale nas trzymasz w niepewności 01.04.06, 15:06
                powiedzże...pogodziliście się, prawda?
              • cienmotyla Już wszystko opowiadam... 01.04.06, 15:09
                Wiec przyjechał...
                Byłam w domu sama, lciała w radio piosenka Jamesa Blunta (iscie romantycznie)
                no i wszedł do domu....
                ja patrze o anmi daje kwiaty ..
                wielki bukiet z 25 czerwonymi rózami itakie tam dodatki...
                popatrzyłam, chciałamnie wyrazac uczuc, wiec moja mina była nadal stanowacza,
                jednoznaczna i nieczuła...
                wtedy on podszedł...
                dał mi je..
                powiedziałam: " Chcesz się ładnie pozegnać?"
                on : " Nie, chcę zaczać wszystko od poczatku"
                ja: " Prosze Cię zostaw już mnie i już nigdy wiecej nie dzwoń"
                on : " Milismy przeciez porozmawiać"
                ja: " ale czy mamy jeszcze o czym?"
                : "mysle ze tak, chciałem Cie przeprosić.... To wszystko nie miało być tak...
                naprawde Cię kocham,nie wiedziałem ze robiac tak ranię cię..."
                ja: "Nie wiedziałeś??!! Jak Ci mówiłam tyle razy to tez nie wiedziałeś?!"
                on : " Z mojej strony to wygladało inaczej, na innych zasadach zyłem"
                ja: " Zasadach?? Ja tylkochciałam zebys mnie nie oewał, zebys zwrałamna mnie
                uwage nie tylko wtedy kiedy jestem Ci potrzebna, zebys czasempowiedział ze mnie
                kochasz, okazywał to... zebys nie dawał mi do zrozumienia ze jak ja nie jestem
                przy Tobie to sie dobrze bawisz.."
                on: " Wiem , wiem... teraz to widze... Przez tez tydzien zrozumiałem jak wazna
                dla mnie jestes. Ile rzem mozemy osiagnać, ze razem mozemy zajsc najdalej ze
                wszystkich"
                ja: " Już jest za późno"
                on : " Prosze Cie! Zrobie wszystko zeby z byc razem z Toba...Daj mi szanse,
                ostatnia... Prosze Cie, zmienie sie, bede sie starał , nie zniszczmy 1,5
                roku ..Wiem ze z mojej winy . ale ja nikomu nie ufam tak jak tobie... Moge Cię
                o to prosić?"

                Rozpłakałam się...


                Tej nocy spałam nie sama....

                smile)))
                obym tego nie załowała....
                • dimanche wiesz co, skoro go kochasz 01.04.06, 15:11
                  to może daj mu tą szansę...
    • cienmotyla Jaka ja jestem szczesliwa:) 01.04.06, 15:23
    • cienmotyla Pozwólcie ze was ucałuje:))) 01.04.06, 15:23
      • dimanche Re: Pozwólcie ze was ucałuje:))) 01.04.06, 15:29
        ee tam, juz lepiej się trzymaj tego swojego faceta, bedziesz się z nami
        całowała?
        • cienmotyla hehe 01.04.06, 15:37
          tak po przyjacielskutongue_outP
          • dimanche Re: hehe 01.04.06, 16:19
            cienmotyla napisała:

            > tak po przyjacielskutongue_outP

            Wszyscy tak mówią, a od czegoś się przecież zaczyna...
            • cienmotyla z NIM tez było po przyjacielsku:PP 01.04.06, 17:31
              i sie skonczyło jak sie skonczyłosmile)
              czemu przeszłosc zazwyczaj jest lepsza od terazniejszosci??
              • dimanche Re: z NIM tez było po przyjacielsku:PP 01.04.06, 17:33
                To myśl przyszłościowo, pamiętaj tylko, że miłość nie wystarczy, masz czuć się
                ważna...i traktowana serio...
                • cienmotyla no własnie... 01.04.06, 17:43
                  potworne czasy gdzie miłosc w zyciu juz nie wystarczy...
                  teraz trzeba wiele innych rzeczybybyc szczesliwym w zwiazku...
                  smutne to troche...
                  • dimanche Re: no własnie... 01.04.06, 17:47
                    Ale chyba każy chce być szanowany, bo miłośc polega tez na szacunku - tam,
                    gdzie go brakuje, tam nie ma prawdziwej miłości. Inie mylmy tez tego z
                    zauroczeniem wyłącznie erotycznym, kocha się kogoś równiez za to, jaki jest w
                    ogóle...
                    • cienmotyla tak ale... 01.04.06, 17:49
                      mi chodzi o to ze teraz jest coraz mniej miłosci w miłosci...
                      wiem ze wiesz o co mi chodzismile)
                      • dimanche Re: tak ale... 01.04.06, 19:33
                        no wiem, bo ludzie to myślą, że jak się kocha to wszystko pójdzie gładko, a tu
                        guzik - dopero teraz zaczynają się schody. Oj, sama wiem cos o tym...
                        • cienmotyla a czy jest.... 02.04.06, 00:58
                          jakis stan fizyczny człowieka który "nie boli"?? miłosc boli bo ma dwa oblicza
                          i sama w sobie nie wystarczy do stworzeni zwiazku...
                          patriotyzm tez nie wystarczy aby czuc sie szczesliwymw całosci a przede
                          wszystkim spełnionym...
                          czy jest jakies uczucie które samo w sobie jest wszystkim o czym mowi?
                          nie wiem czy pisze dosc zrozumialetongue_outP
                          • dimanche Re: a czy jest.... 02.04.06, 01:01
                            poniała
                            • tasmania69 Ludzie sie nie zmieniają..... 02.04.06, 17:01
                              Ewentualnie na chwile "naginają" sie dla innej osoby aby ją znowu od siebie
                              uzależnić-pozniej stopniowo wracaja do swoich złych nawyków. I tak w kółko.Z
                              drugiej strony nie ma ideałów i my tez nie jestesmy idealni.Trzeba sie na kogoś
                              zdecydowac i w imie milosci czasem pojsc na kompromis nie zapominajac o swoich
                              potrzebach i zasadach. Czasem warto byc egoista-to pozniej wychodzi na dobre
                              • dimanche Re: Ludzie sie nie zmieniają..... 02.04.06, 18:10
                                ale Cienmotyla jest zakochana po uszy. Zdaje sobie sprawe, że dała gościowi
                                szansę na własne ryzyko. To zależy, o co im poszło. W to jednak nie bedziem
                                wnikać...
                                • cienmotyla zakochana po uszy... 03.04.06, 00:02
                                  jak to ładnie brzmi...
                                  ale tez i troche strasznie...
                                  kiedys sobie myslałam ze nie bede potrafiła kochać...
                                  zazwyczaj jak z kims byłam to to trwało pół roku, rok...
                                  wiem jestem jeszcze zbyt młoda by mówić o "facetach mojego zycia" ale tak jakos
                                  sama w sobie czułam ze nie umiem...
                                  zawsze sie "nudziłam" popewnym czasie... juz mi sie nie chciało, juz mnie tak
                                  to nie ciagneło...
                                  wtedy dopiero zrozumiałam co to jest zauroczenie...

                                  bo roznica miedzy zauroczeniem a miłoscia to nie jest to ze nie kochasz....
                                  tylko to ze zauroczenie sie konczy a miłosc nie...

                                  szkoda tylko ze nie mozna tego odkryc zanim sie straci tyle czasu i nerwów..
                                  z drugiej strony...
                                  kazde nowe doswiadczenie buduje na wewnetrznie
                                  cos nas umacnia, cos niszczy...
                                  • dimanche zmieńmy zatem nazwę tego wątku 03.04.06, 00:06
                                    na reaktywacja-ostatnie starcie (tylko sie nie obrażaj, motylku - życzę
                                    szczęścia i odbudowania związku)
                                    • cienmotyla Ja sie nie gniewam:D 03.04.06, 00:09
                                      nie ma sprawysmile)) reaktywacjasmile
                                      czasem mysle czy chciałabym zmienic w swoim zyciu cokolwiek...
                                      mimo wszystko... chyba nie ma takiej rzeczy.. bo moze wtedy bymnie tyz wami nie
                                      było?? nie wiem...
Pełna wersja