Maz czy Dzieci?

26.03.06, 22:26

Niebywałą sztuką jest kochać męża w takim samym stopniu, jak dzieci

Świat się kręci wokół dzieci. To one są centrum wszechświata, to one mówią,
krzyczą i są zawsze słyszane. To one detronizują mężów i sprawiają, że matki
zapominają przy nich o całym świecie.

Tak przynajmniej jest w większości przypadków tzw. dobrych matek. A jakie są
te "złe" matki? Czy istnieją kobiety, które - mimo posiadania gromadki dzieci
- wciąż niezmiennie kochają swych mężów?

Okazuje się, że tak i - pomimo, że należą do mniejszości - cieszą się życiom w
dobrym związku ze swym partnerem. Zawdzięczają to ciągłemu zainteresowaniu
sprawami partnera oraz gotowością do przeżywania seksualnego uniesienia w
ramionach męża. I - dodajmy - uczciwego męża, takiego, który nie zdradza. Nie
zdradza, bo nie ma potrzeby szukać poza domem kogoś, kto chętnie ofiarowuje mu
coś z siebie.

Niebywałą sztuką jest kochać męża w takim samym stopniu, jak dzieci. Taki
rozkład uczucia zapewnia rodzinie trwałość i bezpieczeństwo, bowiem buduje
uczucie do dzieci w oparciu o silną więź z partnerem.

Zatem przysłowiowa "zła" matka to w istocie dobra żona, która potrafi
rozbudzić w sobie pragnienie bliskości nie tylko z dzieckiem, lecz także z
jego ojcem. Dzięki temu z pewnością nie znajdzie się we wciąż rosnącej
liczbowo grupie rozwiedzionych kobiet, a zachowując zdrowy stosunek do dzieci
pozwala im na przyjęcie w przyszłości zdrowej perspektywy wobec siebie i świata.

Dzieci wychowywane w tak kochającej się rodzinie są zdyscyplinowane, wiedzą,
że nie są pępkiem świata i rozumieją, że w żywym związku miłość rozwija się na
różnych płaszczyznach.

(INTERIA.PL)


W takim razie.....naleze do mniejszosci.
    • dimanche Powinnaś poradniki pisać 26.03.06, 22:41
      a ja ci je chętnie wydam...
      • skiela1 Re: Powinnaś poradniki pisać 26.03.06, 22:49
        dimanche napisała:

        > a ja ci je chętnie wydam...

        Sama nie kupuje i nie czytam poradnikow..(sporadycznie)...wiec nic z tegosmile)
      • dimanche Re: Powinnaś poradniki pisać 26.03.06, 22:51
        Czytałam gdzies, że mąż i żona powinni raz na jakiś czas porozmawiać przy stole
        bez dzieci. Natomiast dzieci powinny mieć swoje miejsce. Czasem zachodzę do
        sąsiadki, a jej 3-letnia córeczka czasem mi przerywa, jak coś zaczynam mówić,
        to chyba celowe, żeby zaabsorobować naszą uwagę sobą, ale mama nie zawsze
        zwraca jej uwagę. A powinna chyba od małego uczyć, że nie przerywa się, bo
        nieładnie. I potem takie dziecko rządzi w całej chałupie.
        • skiela1 Re: Powinnaś poradniki pisać 26.03.06, 23:13
          Matka nieswiadomie uczy dziecko braku respektu do drugiego czlowieka...tu sie
          zaczyna...
        • antidotumm Re: Powinnaś poradniki pisać 27.03.06, 14:06
          Ha! Tez tak myslalam o rodzicach trzylatkow: ze zle wychowuja dzieci, ze dziecko
          nie powinno przerywac rozmowy itp itd.
          To piekna teoria. Teram mam trzylatka przy ktorym jednego slowa nie sposob zamienic.

          dimanche napisała:

          > Czytałam gdzies, że mąż i żona powinni raz na jakiś czas porozmawiać przy stole
          >
          > bez dzieci. Natomiast dzieci powinny mieć swoje miejsce. Czasem zachodzę do
          > sąsiadki, a jej 3-letnia córeczka czasem mi przerywa, jak coś zaczynam mówić,
          > to chyba celowe, żeby zaabsorobować naszą uwagę sobą, ale mama nie zawsze
          > zwraca jej uwagę. A powinna chyba od małego uczyć, że nie przerywa się, bo
          > nieładnie. I potem takie dziecko rządzi w całej chałupie.
          • towita Re: Powinnaś poradniki pisać 27.03.06, 14:25
            Staram się uczyć tego moich chłopaków. I wiecie co? Czasem mi sie zdarza, że
            mój syn zwraca mi uwagę typu : - nie przerywaj mamusiu, rozmawiam z tatą.
            Bo sprawy niecierpiące zwłoki mają nie tylko dziecismile
            Myślę, że kocham moich chłopaków jednakowo.
            • thistle Re: Powinnaś poradniki pisać 27.03.06, 21:03
              na razie uczę mówienia po kolei. Oni potrafią,jak te dziweczęta z "Ani z
              Zielonego Wzgórza" - mówić o pięciu rzeczach jednocześnie, i doskonale
              wiedzieć, o co każdemu z osobna chodzi. Ja przedzieram się przez szum
              informacyjny...

              Mało czasu mam dla nich,więc gdy juz jestem - są pierwsze i naj.
              M.ma noce, dzień jest dziecięcą porą.
              • skiela1 Maz czy dzieci? 27.03.06, 21:21
                thistle napisała:

                > Mało czasu mam dla nich,więc gdy juz jestem - są pierwsze i naj.
                > M.ma noce, dzień jest dziecięcą porą.

                Taaa to tak w poradnikach pisza...noc dla meza dzien dla dzieci.
                Nie zawsze to idzie w parze...niestety....
                • lizavieta1 Re: Maz czy dzieci? 27.03.06, 23:38
                  1. mysle, ze po prostu kocha sie inaczej. tak jak inaczej kocha sie rodzicow i
                  meza. milosc ma to do siebie, ze mozna ju multiplikowac w nieskonczonosc tzn
                  mozna kochac coraz wiecej osob bez uszczerbku dla tych innych. najprostszy
                  przyklad to matka 2 i wiecej dzieci-pojawienie sie rodzenstwa nie oznacza braku
                  milosci do starszeggo dziecka.
                  2. artykuł jest bzdurny do kwadratu.
                  przypisuje wine za rozwoidy matkom-tak brzmi. jesli mezczyzna nie potrafi
                  zaakceptowac faktu, ze dziecko tak silnie absorbuje doroslych ludzi z racji
                  bycia dzieckiem i sam chce byc z nim na rowni to jest to narcyzm i emocjonalny
                  niedorozwoj faceta. po prostu rodzina to nie dla niego-jakis bachor bedzie mial
                  wiecej uwagi niz on. on musi byc w centrum-jego zona jest nastepczynia jego
                  mamusi-nadopiekunczej i bezkryytycznie zachwyconej nim. tyle do facetow, przy
                  zalozewniu, ze matka kocha dzieci w rozsadny sposib, nie robi z nich bozkow.
                  3. dla mnie jesli matka przerzuca sie na dziecko totalnie,obsesyjnie wrecz, to
                  znaczy, ze sama ma w sobie deficyty uczuc, niedojrzala calkiem emocjonalnie badz
                  nie czuje uczucia do meza, ktory byl swego rodzaju srodkiem do celu. takich
                  celow moze byc wiele-niebycie tzw stara panna, korzystanie z majatku meza,
                  posiadanie dziecka jako obiektu oraz nadawcy uczuc, ktorych sama nie dostala.
                  • skiela1 Re: Maz czy dzieci? 28.03.06, 00:21
                    Artykul nie jest bzdurny(jeden z niewielu w Interii z ktorym sie zgadzam).
                    Ja coraz czesciej obserwuje smutne zjawisko...kiedy na swiecie pojawiaja sie
                    dzieci,maz przestaje byc mezem...a zaczyna byc tatulkiem.To kobieta zaczyna go
                    tak traktowac...a jemu na poczatku to pasuje...pozniej troche mniej...
                    • antidotumm Inny typ 28.03.06, 13:42
                      Wsrod moich znajomych (u mnie tez) mezczyzna opiekuje sie dzieckiem na rowni z
                      kobieta, co owocuje tym, ze nikt nie czuje sie pominiety, odrzucony itp.
                      To zwiazek starego typu: słaniajaca sie ze zmeczenia zona i pomijany maz.
                      • dimanche Re: Inny typ 29.03.06, 11:08
                        Teraz mężczyzna sam potrafi naszykować się do pracy, nie musiałasm wstawać
                        specjalnie rano, żeby mu prasować koszulę. Dziś mężczyźni nie uchylaja sie od
                        obowiązków ani domowych, ani wobec dzieci (poza wyjątkami, rzecz jasna).
                        Natomiast zaobserowałam, że takie wyrównanie rół doprowadziło do tego, że
                        często na spacerze z dzieckiem, to kobieta pcha wózek, podczas gdy jej pan
                        idzie obok z rękami wkieszeniach. Uważam, że to przesada...Upada za to model
                        mężczyzny-dżentelmena. Bo nawet jak kiedyś faceci mniej pomagali w domu, to
                        odnosili się z większym szacunkiem do kobiet. A może to wpływ feminizmu? Skoro
                        jesteśta takie zaradne, to se same pchajta te wózki.
                        • warszawianka_jedna Re: Inny typ 29.03.06, 11:25
                          dimanche napisała:

                          > > Natomiast zaobserowałam, że takie wyrównanie rół doprowadziło do tego, że
                          > często na spacerze z dzieckiem, to kobieta pcha wózek, podczas gdy jej pan
                          > idzie obok z rękami wkieszeniach. Uważam, że to przesada...

                          trzeba by się dowiedzieć czy matka chciała sama pchać wózek, czy nie mała
                          wyboru.

                          Upada za to model
                          > mężczyzny-dżentelmena. Bo nawet jak kiedyś faceci mniej pomagali w domu, to
                          > odnosili się z większym szacunkiem do kobiet.


                          to żadna sztuka być dżentelmenem, jak jest się obsługiwanym przez kobiety.
                • thistle Re: Maz czy dzieci? 29.03.06, 10:20
                  nie wiem nic o poradnikach, coś tam na naukach przedślubnych mówili, ale
                  broszurki z poradni małżenskiej mole zjadły dawno temuwink

                  Dzieci mogą być zwyczajnie fajnym towarzystwem, ciagle się zmieniają, rosną,
                  wymyślają cos nowego - i naważniejsze dla mnie - mają zadziwiające poczucie
                  humoru. Takie małe bomby dobrego nastroju smile
                  Jeśli tata chce się przyłączyć, jest mile widziany. Ale równie dobrze moze w
                  tym czasie zrobić np.pranie smile
                  • towita Re: Maz czy dzieci? 29.03.06, 11:17
                    A u mnie w domu było odwrotnie - tatuś i córeczki. Ale chyba dlatego, że tato
                    pracował za granicą i jak już przyjeżdżał to mama przestawała istnieć. Do tej
                    pory (rodzice są już po siedemdziesiątce) zdarza się mamusi rzucić tekst:
                    " tylko Ty i Twoje córunie"
                    • dimanche Zazdroszczę Ci Towito 29.03.06, 11:23
                      Nie miałam ojca, bo się rozwiódł z moją mamą i nigdy go nie obchodziłam, miałam
                      krótko ojczyma, który mnie odrzucał, gdybym miała takiego ojca, który by mnie
                      dowartościowywał, dziś byłabym pewnie dowartościowana i pozbawiona kompleksów
                      których mam bardzo wiele. Zawsze czuję sie gorsza, bo przypominam sobie, jak
                      mój chrzestny (brat mamy) adorował swoje dwie córki, a ja czułasm, że nie moge
                      na to patrzeć, nie wiem czy zazdrość, czy przykro mi było, że ja tego nie mam.
                      Dobrze, że dziadek mnie zawsze zachwalał, dzięki temu nie zwariowałam, ale on
                      umarł, jak miałam 15 lat. Zaraz klawiatura spłynie słonym morzem moich łez, już
                      nie mogę...
                      • towita Re: Zazdroszczę Ci Towito 29.03.06, 11:36
                        Och Dimanche, nie wracaj do przykrych wspomnień. Masz teraz męża i on patrzy na
                        Ciebie swoimi a nie Twoimi oczyma.
                        Każdy ma jakieś czarne plamy w życiu, o których powinien zapomnieć. Ja niestety
                        też.
                        • dimanche Re: Zazdroszczę Ci Towito 29.03.06, 11:49
                          Pewnie masz rację, ale to cały cas we mnie tkwi, rzeczywiście powinnam
                          skoncentrować się na moim mężu, podziwiam go, bo ma dla mnie dużą
                          wyrozumiałość. Nieraz ja to odrzucam, bo mi się zdaje, że ja na to nie
                          zasługuję, że mi sie nie należy, bo mnie się nie da kochać.
                    • warszawianka_jedna Re: Maz czy dzieci? 29.03.06, 11:34
                      towita napisała:

                      > A u mnie w domu było odwrotnie - tatuś i córeczki. Ale chyba dlatego, że tato
                      > pracował za granicą i jak już przyjeżdżał to mama przestawała istnieć. Do tej
                      > pory (rodzice są już po siedemdziesiątce) zdarza się mamusi rzucić tekst:
                      > " tylko Ty i Twoje córunie"


                      no właśnie, matka na codzień szarpała się, zebście wyszły na ludzi a
                      wyidealizowany, wytęskniony tata, wracał na krótko i tylko spijał śmietankę.
                      Chyba wasza mama czuje się niedoceniona i przez was i przez męża.
                      • dimanche Droga Warszawanko 29.03.06, 11:47
                        Wydaje mi sie, że nie powinnas oceniać czyjegoś życia, bo nawet sama Towita
                        chyba nie ocenia tego w ten sposób...
                        • warszawianka_jedna Re: Droga Warszawanko 29.03.06, 12:05
                          tu nie ma żadnej oceny, ja tak to widzę, z perspektywy żony i matki.
                          To normalne, że bardziej doceniamy kogoś, za kim tęsknimy niż tego, kogo mamy
                          na codzień. Łatwiej i przyjemniej jest być świętym Mikołajem, niż codziennym
                          wyrobnikiem.

                          Takie sytuacje często są w rozbitych rodzinach. Matka przez cały tydzień
                          troszczy się o dziecko, pilnuje nauki, jest z nim w chorobie. A tata w
                          niedzielę, funduje mu tylko kino i McDonalda i jest kochany. Najgorsze, że w
                          razie kłopotów, matka może jeszcze usłyszeć "bo żle go wychowałaś".
                          • dimanche Re: Droga Warszawanko 29.03.06, 12:26
                            Pewnie, że łatwiej być świętym mikołajem, ale może nieraz praca polega na
                            częstych wyjazdach i to wcale dla obu stron nie jest łatwe. Ojciec tęsknił za
                            dziećmi, to starał się to im wynagrodzić w dwójnasób, normalne. To nie znaczy,
                            że się nimi wcale nie interesował. Mój mąż pracuje w zawodzie i w firmie, w
                            której często wysyłają na kilkumiesięczne wyjazdy zagraniczne. Jak chce
                            pracować, musi jechać, nie ma wyboru. Cięzko było tę pracę znaleźć, więc jej
                            nie może tak łatwo stracić...
                            • towita Re: Droga Warszawanko 29.03.06, 12:54
                              To nie do końca tak. Moja mama jest typem choleryka, jak coś nie wychodziło to
                              w łeb i koniec. Tato natomiast (jak byłyśmy małe pracował normalne 8 godzin)
                              miał anielską cierpliwość. W przypadku konfliktów w szkole zawsze trzymał naszą
                              stronę, mama odwrotnie. Może to i prawda, że ojcowie bardziej kochają córki a
                              matki synów?
                              • warszawianka_jedna Re: Droga Warszawanko 29.03.06, 13:34
                                towita napisała:

                                > To nie do końca tak. Moja mama jest typem choleryka, jak coś nie wychodziło
                                to
                                > w łeb i koniec. Tato natomiast (jak byłyśmy małe pracował normalne 8 godzin)
                                > miał anielską cierpliwość. W przypadku konfliktów w szkole zawsze trzymał
                                naszą
                                >
                                > stronę, mama odwrotnie. Może to i prawda, że ojcowie bardziej kochają córki a
                                > matki synów?

                                To chyba wynika z podświadomej rywalizacji. Jako kobieta, matka w jakiś sposób
                                musiała konkurować z wami o względy ojca. Często sie zdarza, że ojciec jest tak
                                zachwycony dorastającą córką (bez podtekstów), że przestaje zauważać walory
                                swojej żony.
                                • dimanche ach ci ojcowie 29.03.06, 13:41
                                  Myślę, że żona sama musi dbać o swoje walory, a że ojciec na punkcie córek
                                  szaleje, to faktycznie często się zdarza. Przykład moja kuzynka - ojciec
                                  ukrywał przed matką, jak np. miała naście lat i się upiła. Tylko nie wiem, czy
                                  to takie wychowawcze? Ale efekt jest taki, że ma wysokie poczucie własnej
                                  wartości, dzieki temu ojcu. Mnie takie samouwielbienie niestety nie grozi, poza
                                  tym jestem bardzo samokrytyczna, ona wcale...Rozpieszczanie przez ojca miało tu
                                  na pewno spory wpływ...
                            • warszawianka_jedna Re: Droga Warszawanko 29.03.06, 13:45
                              dimanche napisała:

                              Ojciec tęsknił za
                              > dziećmi, to starał się to im wynagrodzić w dwójnasób, normalne.


                              można się tylko cieszyć, że mimo rozłąki, jest trwała więź między dziećmi a
                              ojcem. Rozmawiamy tu raczej o tej drugiej, mniej spektakularnej, pracy u
                              podstaw, którą w takich chwilach jest obarczona matka. Ważne jest, żeby mąż
                              docenił jej wysiłki.
                              • towita Re: Droga Warszawanko 29.03.06, 13:49
                                Nooo, powiem Wam, że swoją mamę, jej pracę u podstaw - wstawanie w nocy,
                                pranie pieluch, pielęgnacja w trakcie choroby niemowlęcia, doceniłam dopiero
                                jak zostałam matką.
                                • warszawianka_jedna Re: Droga Warszawanko 29.03.06, 13:54
                                  towita napisała:

                                  > Nooo, powiem Wam, że swoją mamę, jej pracę u podstaw - wstawanie w nocy,
                                  > pranie pieluch, pielęgnacja w trakcie choroby niemowlęcia, doceniłam dopiero
                                  > jak zostałam matką.

                                  to chyba dobrnęłyśmy do sedna wink
                                • dimanche praca u podstaw 29.03.06, 13:55
                                  a mój ojciec brał udział w moim życiu przez pierwsze 2 lata i pomagał, prał
                                  pieluchy, a potem mu się znudziło...Dużo w moim wychowaniu pomagali mamie
                                  dziadkowie (jej rodzice, oczywiście), ale ze mną nie było problermów, byłam
                                  takim grzecznym dzieckiem - tyle, że miałam skłonności do gadulstwa...a dziś w
                                  czasach dominacji mediów trudniej wychowac dziecko, zapewne...
                    • thistle Re: Maz czy dzieci? 29.03.06, 16:10
                      zasada niedostępnościwink
                      w sumie u nas też to działa - tata jest na codzień, w tygodniu, mama tylko w
                      wekendy, więc jest "napadana" przez Maluskiewiczów na zapas - na cały tydzień.
                      Razem rodziów w sumie nie widują, poza wakacjami i urlopami, więc nie ma
                      kontrowersji w temacie zabawa/obowiazki - kto jest w domu, ten robi
                      wszystko, co jest do zrobienia. Ale to już chyba norma.
                      Dimanche - wiem teraz,dlaczego warto robić, co robię,dziekujęwink
                      Trzymaj się ciepłowink
    • towita Re: Maz czy Dzieci? 29.03.06, 14:18
      Ale wracając do meritum myślę sobie, że miłość do dzieci - ogromna i
      bezwarunkowa obojga rodziców pomaga takiej parze dożyć w szczęściu późnej
      starości.
      • dimanche I niech słowa Towity będa puentą 29.03.06, 14:25
        naszej obszernej dyskusji...Szczęśliwe małżeństwo rodziców = szczęśliwe
        dzieciństwo ich dzieci. Niestety, nie każdemu było dane wychowywać się w pełnej
        rodzinie. A w pełnej, to nawet jeśli ojciec często wyjeżdżał, to była
        śwwiadomość, że jest duchowo, bo myśli, tęskni i niedługo wróci...
        • warszawianka_jedna Re: I niech słowa Towity będa puentą 29.03.06, 14:40
          dimanche napisała:

          > ...Szczęśliwe małżeństwo rodziców = szczęśliwe
          > dzieciństwo ich dzieci.


          też tak myślę wink

          • skiela1 Re: I niech słowa Towity będa puentą 29.03.06, 15:27
            Czyli popieramy autorke artykulu....


            "Zatem przysłowiowa "zła" matka to w istocie dobra żona, która potrafi
            rozbudzić w sobie pragnienie bliskości nie tylko z dzieckiem, lecz także z
            jego ojcem. Dzięki temu z pewnością nie znajdzie się we wciąż rosnącej
            liczbowo grupie rozwiedzionych kobiet, a zachowując zdrowy stosunek do dzieci
            pozwala im na przyjęcie w przyszłości zdrowej perspektywy wobec siebie i świata."
Pełna wersja