jak to jest?

15.04.06, 00:17
Tak czytam dzisiejszy s@lon i zauważam pewną prawidłowość, mianowicie,
jakaś taka ogólnonardowa demonstracja poglądów religijnych nastąpiła.
Wszyscy są na nie. Uważają, że święta so "be", że nikt już ich naprawdę nie przeżywa tylko biega od sklepu do sklepu z przerwami na machanie ścierką.
Gdzieś tam niżej jest watek o "katolickiej tolerancji", a właściwie
jej braku, ale dlaczego takimi stereotypami wciaż się posługujemy?
Czy uważacie, że wszyscy są tacy? Czy każda wierząca i praktykująca
osoba musi kojarzyć się z księdzem Rydzykiem i ogólnie pojętym dewotyzmem?

Ateiści denerwują mnie, bo ciągle mówią o Bogu
[Heinrich Boll]
    • anula36 Re: jak to jest? 15.04.06, 00:25
      forum to dosc specyficzny przekroj spoleczenstwa, ktorym swieta sie zle kojarza-
      bo tez pewnie wyniesli taki obraz z domu i w zwiazku z tym nie wlaczaja sie w
      celebrowanie swiat, tylko kontestuja i narzekaja- zamiast dac dobry przyklad
      swiat uduchowionych bez sciery i zakupow.
      To ze forumowicze nie przezywaja, nie znaczy ze nikt nie przezywa.
    • karrimatta Re: jak to jest? 15.04.06, 00:38
      Ja poznałam dwa lata temu pierwszych pozytywnych katolików.
      Tzn. dotąd miałam styczność ze swoistą obłudą, gdzie ojciec rodziny prał matkę
      po pysku, po czym szedł z nią pod rękę do kościoła. Moi rodzice powiedzieli mi,
      że ochrzcili mnie jedynie ze względu na sąsiadów (co ludzie powiedzą -
      mieszkaliśmy na wsi) itp itd.

      Miałam okazję spotkania jednak ludzi, którzy faktycznie - będąc świadomi swych
      przeróżnych grzeszków i grzechów - wierzyli w Boga praktykując tą wiarę w
      kościele katolickim.
      Dla nich sakramenty były ważne, była ważna czystość przedmałżeńska, choć
      dochowanie jej przekroczyło ich siływink

      Mimo że nie mam łaski wiary, wybrałam się dwa lata temu na rekolekcje - jak się
      okazało nietypowe. Mogłam tam zobaczyć ludzi, którzy swoim życiem naprawdę
      poświadczali wiarę w Boga - uzdrowionych alkoholików, hazardzistów, ludzi
      chorych na nieuleczalne choroby, rodziców uzależnionych dzieci. Mi ich wiara
      imponowała. Przyznałam się im tam, że nie wierzę w realność Chrystusa, że moje
      dziecię nie jest chrzczone mimo kilku lat. I zostałam przyjęta bardzo ciepło,
      wręcz uznali, że to niezwykłe, że przyszłam, że miałam odwagę im o tym powiedzieć.

      Mam też babcię, która wierzy i wierzy naiwnie acz szczerze. I której jednym z
      ulubionych zajęć jest nabijanie się z księdza R. i rzeszy jego fanów, znam też
      księży, którzy opowiadają tak świętokradcze dowcipy, że aż ja bałam się roześmiać...

      U mnie w domu święta niestety ograniczają się do żarcia, poganiania przy
      sprzątania przy jednoczesnym wrzasku, robienia zakupów itp. itd. Niestety...
      • karrimatta ale jednak... 15.04.06, 00:43
        jakoś ten świąteczny nastrój się pojawił. Słuchałam dziś pięknych pieśni
        wielkopostnych kościoła prawosławnego. Od kilku dni próbuję wyjaśnić
        5cioletniemu bąblowi, co to znaczy zmartwychwstać ("To on się obudzi w
        niedzielę, tak? A kto mnie do niedzieli będzie strzegł?"). Mam zamiar iść ze
        święconką do Kościoła, no i jednak jakaś tam refleksja się snuje po głowie: o
        cierpieniu, idei miłości i poświęcenia, o budzeniu się do nowego...
        • yannis Re: ale jednak... 15.04.06, 09:20
          > jakoś ten świąteczny nastrój się pojawił. Słuchałam dziś pięknych pieśni
          > wielkopostnych kościoła prawosławnego

          Piękne, prawda?
      • cienmotyla Re: jak to jest? 15.04.06, 00:43
        moj jest katolikiem, ja nie wiem ale raczej nie... dogadujemy sie... nie
        wtracamy w te sprawy
      • skiela1 Re: jak to jest? 15.04.06, 00:59
        k
        > U mnie w domu święta niestety ograniczają się do żarcia, poganiania przy
        > sprzątania przy jednoczesnym wrzasku, robienia zakupów itp. itd. Niestety...

        to jest jedynie wina braku dobrej organizacji.
        Sprzatnac mieszkanie mozna miesiac wczesniej.Zakupy tez.

        • karrimatta Re: jak to jest? 15.04.06, 01:10
          ja to wiem.
          Dla mojej rodzicielki, z którą mieszkam nie jest niestety akceptable by
          wysprzątać mieszkanie wcześniej, bo wtedy nie jest wystarczająco "świeże". A
          prawo do organizowania ma wyłącznie ona. No ale ten rok zdzierżę jeszcze, bo
          wyprowadzka tuż tużsmile))

          Generalnie święta wspominam bardzo fajnie z wczesnego dzieciństwa - bo to był
          czas spotkań z licznymi kuzynami i całą resztą rodziny, atmosfera była radosna i
          wszystko wtedy było ciekawe: i kościół i pusty grób i szukanie tego, co
          przyniósł zając...
    • skiela1 Re: jak to jest? 15.04.06, 00:53
      Kazde swieta to "rodzinny czas",...ktory nie dla kazdego jest mily z takich czy
      innych powodow.Ktos nie lubi brata,siostry..wiec mowi,ze nie lubi swiat a tak na
      prawde to problem tkwi gdzie indziej.

      Zauwaz,ze na forach przewaga sa ludzie bardzo mlodzi,oczywiscie,ze swieta sa
      "be"-to jest czas kiedy to rodzice wymagaja od nich zeby troche pobiegali z ta
      sciera,zeby pomogli...no ile mozna przed kompem siedziec....

      No i trzecia sprawa,czy kazdy wierzacy i praktykujacy musi kojarzyc sie......?
      Nie.To tylko widac na forach internetowych.
      Dzis wierzacy poszedl na Doge Krzyzowa...,lub pomagal w domu,nie mial czasu na
      internet,a reszta ... nie majaca nic innego do roboty krytykuje swieta.Cos trzeba.
      • antidotumm Re: jak to jest? 15.04.06, 01:09
        Bo my, na tym forum, jestesmy banda libertynow. Ot co.
        • cienmotyla Re: jak to jest? 15.04.06, 01:11
          a co to jest libertyn?
          • skiela1 Re: jak to jest? 15.04.06, 01:34
            cienmotyla napisała:

            > a co to jest libertyn?
            banda wyzwolencowsmile)))
            • cienmotyla Re: jak to jest? 15.04.06, 01:39
              dziekujesmile
    • tomek854 Re: jak to jest? 15.04.06, 02:56
      > Gdzieś tam niżej jest watek o "katolickiej tolerancji", a właściwie
      > jej braku, ale dlaczego takimi stereotypami wciaż się posługujemy?

      To nie był stereotyp, to był taki sobie przykład na który się nadziałem przypadkiem. Nie zamierzam wyciągać z niego ogólnych wnioskow.

      Ja sam nie jestem katolikiem, ani w ogóle w żadnym kościele się nie widzę (no, może poza tym, że bardzo podobają mi się idee pastafariańskie). Znam jednak parę osób, które święta obchodzą bardzo głęboko. I o ile moi przyjaciele z P. głęboko w neokatechumenacie obchodzą to bardzo mistycznie i to mi zupełnie nie odpowiada, to już na przykład zazdroszczę mojej przyjaciółce z B. Ale nie przeżywania świąt jako takich, a tego, jak ważne jest to dla niej jako wydarzenie rodzinne... U mnie nigdy tego nie było (a jeżeli, to sztuczne i dęte). Być może gdybym miał tak w rodzinie jak ona, to chętnie bym gnał na każde święta. A tak - parę wolnych dni, kiedy można się zaszyć w domu i pobimbać lub popracować. NIby fajnie, ale chyba fajniej by było porobić coś odmiennego niż zwykle...

      Kiedyś próbowałem na święta wyrywać się w góry z przyjaciółmi - ale każdy musi "odbębnić pańszczyznę" po rodzinie i nie ma z kim jechać...

      Smutne to.
      • dimanche Re: jak to jest? 15.04.06, 09:49
        dla mnie święta są bardzo ważne, bez nich nie wyobrażam sobie mojego życia, ...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja