tooo-tiki
30.04.06, 11:52
Konieczność odkurzenia, wytarcia kurzów, zmycia naczyń budzi we mnie
niesamowitą wrogość, złość, antypatię do wszelakich ruszających się stworzeń.
Tłumaczę dziecięciu, że jeśli chce mieć miłą mamę, to ma zachować czystość. A
tu młoda wczoraj dwa piloty szafki z ubraniami przeprowadziła, nie licząć
trzech kompletów ubrań do prania, o prasowaniu tegoż później w ogóle nie
wspominając. Nic mnie tak nie jest w stanie ostatnio rozwścieczyć, jak
perspektywa sprzątania. A do tego dodać należy, że nie znoszę bałaganu, w
bałaganie nie wypocznę, nie zrelaksuję się, do stanu ciężkiego przygnębienia
doprowadza mnie wieczorny widok pokoju, w którym ciuchy wiszą na fotelu i
szafach, maskotki pod łóżkiem, klocki wymieszane z puzzlami na dywanie.
Dziwna jakaś jestem czy co?