tomek854
12.05.06, 02:52
Był sobie uroczy, mięciutki, dobry miś. Uwielbiał spacery, szczególnie kiedy na dworze świeciło słoneczko, ćwierkały ptaszki, było zielono i radośnie. Pewnego dnia wyjrzał za okno swojego małego, przytulnego domku i zobaczył swoje ulubione drzewo całkiem skąpane w złocistych, ciepłych promieniach słońca. O tej porze roku drzewo było całkiem zielone, a miś natychmiast zauważył, że jest aż upstrzone od świergoczących w jego bezpiecznych gałęziach kolorowych ptaszków. Miś przeciągnął się rozkosznie i rzekł do siebie: "Och, to przecież idealne warunki na dłuuuugi spacer!"
Nie namyślając się długo wyszedł z domku. Zaczął iść ścieżką, która prowadziła pośród pól wypełnionych bajecznie kołyszącymi się, złocistymi łanami pszenicy do niewielkiego lasku nieopodal. Gdy tak szedł, nie mógł nadziwić się jak piękny jest świat i jak cudownie jest spacerować w takim ciepełku, wśród pięknie pachnących roślinek, mnóstwa uroczych żyjątek, które zajmowały się swoimi sprawami i nie wadziły sobie nawzajem. "Życie jest piękne!", powiedział do siebie, a cała przyroda zdawała się mu wtórować.
W połowie drogi do lasku miś zobaczył motylka. Nie był to jednak zwykly motylek, lecz najpiękniejszy, jakiego miś do tej pory widział. Jego skrzydełka były turkusowe z czarnymi obwódkami i złocistymi wzorkami w kształcie kółeczek, które skrzyły się w letnim słońcu, gdy motylek wachlował nimi z iście królewską powagą i godnością. Miś podszedł ostrożnie do motylka, nie chcąc go spłoszyć, motylek jednak poderwał sie do lotu i skierował się w stronę lasku.
Miś poczuł w sobie dziecinną chęć, aby pobiec za motylkiem; oczywiście nie chciał zrobić mu krzywdy i nawet nie myślał o tym, by go złapać. Motylek wleciał do lasku, a miś, całkiem zadyszany, lecz jakże szczęśliwy, tuż za nim. Gdy wbiegł w cień stuletnich drzew, majestatycznie kołyszących się nad jego głową, ogarnął go cudowny chłodek, tak potrzebny po wysiłku. Miś przystanął na chwilkę i odetchnął świeżym, pachnącym, leśnym powietrzem. Po chwili pobiegł dalej, motylek bowiem znikał już za zakrętem.
Miś dobiegając do zakrętu nie zauważył wystających korzeni, potknął się, przeleciał kilka metrów i wylądował brzuszkiem na minie przeciwpiechotnej.
Nieopodal, zaraz po drugiej stronie lasku kicał sobie akurat mały, uroczy zajączek. Ucieszył się, wskakując do lasku, bowiem źle znosił upały, poza tym uwielbiał zapach igliwia i ściółki. Gdy tak sobie kicał to w jedną, to w drugą stronę, radosny i zadowolony z życia, usłyszał całkiem blisko spory huk. Zaniepokojony pokicał szybciutko ścieżką w stronę drugiego końca lasku. Gdy dotarł do naszego feralnego zakrętu, ujrzał misia i powiedział: "Och misiu! Ależ cię rozpluszowiło!".