skiela1
09.06.06, 16:23
Bardziej niż gejów nie lubią w Warszawie już chyba tylko rowerzystów. I
rowerzystek. Spróbujcie przejechać się jednośladem po mieście. Później
potrzebować będziecie terapii.
- Pikuuuuś!!! Uważa pani z tym rowerem! - słyszę krzyk. Usiłuję nie najechać
na Pikusia, który załatwia się pośrodku rowerowej ścieżki. Ścieżki rowerowe to
idealne trajektornie niedzielnych spacerów familijnych. Wymijam dzieci, młode
matki z wózkami i staruszki. Na pasach hamuję w ostatniej chwili, (mimo że mam
zielone!) tuż przed samochodem, który owszem, pieszego przepuścił, ale rower?
Rower to nie pieszy.
Wjeżdżam na ulicę. Autobus mija mnie z głośnym trąbieniem, kierowca wymachuje
groźnie. Przed Empikiem od strony pasażu Wiecha przypinam rower do jedynego w
tej okolicy słupka.
- Tu nie wolno - wyłania się ochroniarz.
- A gdzie wolno?
- Z drugiej strony są takie rurki - pada precyzyjna odpowiedź. Odpinam rower.
Okrążam Juniora. "Rurek" nie widzę.
- Gdzie mogę zaparkować? - pytam innego ochroniarza.
- Tu nie wolno. Może z drugiej strony?
Jasne. Dojeżdżam do Kinoteki:
- Z rowerem nie wolno!
- Czy coś w ogóle wolno?
- Nie z rowerem.
Jadę z wizytą do znajomych.
- Tylko roweru nie zostawiaj na dole, bo ci ukradną - radzą. Usiłuję go
wpakować do windy, czyli postawić pionowo na jednym kole. Sapię i stękam wobec
oporu materii.
- Z rowerem do windy!? - słyszę za plecami. Wciąż sapiąc przygnieciona
kierownicą odwracam się uprzejmie połową twarzy.
- Mam go wnieść na dziewiąte piętro? - pytam.
- A co pani sobie myśli? Z rowerem do windy nie wolno! - krzyczy starszy pan.
Jego towarzyszka robi się purpurowa: - Winda jest dla ludzi, a nie dla
rowerów. A pani to w ogóle podejrzana jakaś! Policję wezwiemy!
Rezygnuję z wizyty i pedałuję na dziedziniec Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie
trwa koncert. W bramie zastępuje mi drogę ochroniarz.
- Dlaczego?
- Bo ktoś się o ten rower może zabić.
Aha. Odjeżdżam swoim śmiercionośnym pojazdem w siną dal. I ostrzegam: będę nim
jeździć i tak! Mimo że po ścieżkach rowerowych psy biegają i dzieci. Mimo że
na ulicach trąbią na mnie autobusy, a na chodnikach przeklinają przechodnie.
Będę jeździć, mimo że nie wolno! Dlatego, że nie wolno! Ha!
Ciezkie jest zycie rowerzysty