Wojna płci czyli siła kontra uczucie

24.07.06, 20:13
Podobno kobiety pochodzą z Wenus, a mężczyźni z Marsa - to powiedzenie,
chociaż oklepane, świetnie odzwierciedla relacje między przedstawicielami
płci. Bo choć podobno Ewa powstała z żebra Adama, ich potomkowie nijak się ze
sobą dogadać nie mogą, a wielka wojna między kobietami i mężczyznami trwa od
zarania dziejów. Inna rzecz, że gdyby się wreszcie dogadali, to pewnie
posnęlibyśmy z nudów.
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,60935,3503351.html
    • simpson.50 Re: Wojna płci czyli siła kontra uczucie 24.07.06, 20:37
      proponuje zajrzec:
      zdrowie.onet.pl/1256332,2041,0,1,,dlaczego_mezczyzni_nie_chca_sie_zenic,psychologia.html
      boja sie, bo:

      1). Mężczyźni z młodszego pokolenia odwlekają ślub, jeśli w ogóle zamierzają go
      brać. Tymczasem, jak wynika z badań, zdecydowana większość młodych kobiet
      chciałaby wyjść za mąż, i to niekoniecznie dlatego, że męskie szowinistyczne
      społeczeństwo poddało je od dzieciństwa ukierunkowującemu treningowi (gumowy
      słodki dzidziuś, kuchenka, mebelki jak prawdziwe).
      Ale raczej ze względu na to, że są bystre i widzą jak jest: małżeństwo jest
      układem dobrze zaspokajającym potrzeby kobiety, jeśli tylko potrafią one się w
      nim przytomnie umościć.

      2). Z kolei dla mężczyzny, ślub to inwestycja coraz mniej opłacalna. Jeśli
      wierzyć antropologom, małżeństwo monogamiczne samo w sobie jest porażką
      podstawowej strategii prokreacyjnej samca, bazującej na zapłodnieniu maksymalnej
      liczby partnerek. Mężczyźni byli zmuszeni z tego wzorca zrezygnować, bo
      nadprodukcja przypadkowo poczętych dzieci przestała być akceptowalna moralnie,
      społecznie i ekonomicznie. Przestawili się zatem z ilości na jakość i zaczęli
      dbać o mniejszą liczbę dzieci poczętych z jedną partnerką, a nie z wieloma. To
      sytuacja dla kobiet bardzo korzystna.


      3). Niestety od jakiegoś czasu mężczyźni są w matrymonialnym odwrocie. Wprawdzie
      nie wszyscy – życie pokazuje, że tradycjonaliści, którzy w razie czego posłuch w
      łóżku i w domu wymuszą pięścią, żenią się akurat dość chętnie i bez obaw.
      Ociągają się raczej mili chłopcy, za których chętnie byśmy wychodziły, czyli ci,
      którzy szanują i lubią kobiety, i zostali wyedukowani w kulturze związku
      partnerskiego. Co ich powstrzymuje? W dzisiejszych czasach seks jest dostępny
      bez ślubu, dzieci przestały się dzielić na małżeńskie i inne, a legalna żona nie
      jest gwarantowanym, bezpłatnym robotnikiem do obsługi wspólnego gospodarstwa.
      Mężczyzna może mieć więc poważne wątpliwości, czy małżeństwo jest mu do
      czegokolwiek potrzebne.

      4). Zwłaszcza że kandydatki na żony wymagają dużo, a dają nie tak znów wiele.
      Chcą dla siebie jednocześnie przywilejów tradycyjnie męskich (wolność,
      autonomia, samorealizacja), ale również tych uznawanych za raczej kobiece
      (bezpieczeństwo materialne i społeczne oraz oparcie). W dodatku trudno im się
      zgodzić na koszty związku: konieczność dostosowania się do drugiej osoby,
      obowiązki, odpowiedzialność. Nie muszą i nie chcą prasować koszul, gotować
      codziennych obiadków, mieć wyłączności na reprezentację rodziny na wywiadówkach
      i być dyspozycyjne seksualnie na żądanie. Ale z drugiej strony oczekują, że mąż
      wypełni PIT, naprawi pralkę, da w prezencie najnowszy krem odmładzający za 700
      zł i zawsze obiegnie samochód dookoła, aby otworzyć drzwi.

      5). My, współczesne kobiety, chcemy mieć wszystko natychmiast, bez wysiłku i
      poświęceń. Zastawiamy więc na naszych mężczyzn liczne pułapki, tyle że w
      ostatecznym rozrachunku same w nie wpadamy. Politykę finansową ustalamy w duchu
      zasady „Co moje, to moje, a co twoje, to jeszcze zobaczymy”. Żądamy szacunku dla
      naszej pracy zawodowej („Zrób dzieciom kolację, bo ja mam raport do zrobienia na
      jutro.”wink, ale jej finansowe owoce traktujemy jako własny prywatny dochód, który
      zagospodarowujemy zgodnie z naszymi potrzebami, podczas gdy zarobki męża mają
      być pod naszą kontrolą.

      6). W zakresie prokreacji wyznajemy bezkompromisową formułę „Mój brzuch należy
      do mnie”. Chcemy rozstrzygać o zajściu w ciążę, a nawet jej utrzymaniu lub nie,
      ale mężczyźnie nie dajemy prawa do decyzji o poczęciu („No tak, to fakt,
      mówiłam, że biorę pigułki, bo od dwóch lat biorę... Ale zapomniałam, że akurat
      zrobiłam przerwę, bo mi lekarz zalecił. No i stało się. Co, nie jesteś
      zadowolony? Jak nie chcesz, to sobie poradzę, sama urodzę i wychowam.”wink, ani o
      tym, czy dziecko ma się urodzić („Jak będę chciała, to usunę, a tobie nic do
      tego.”wink.

      7). Nie chcemy być traktowane jak zabawki seksualne – laleczki dostępne na
      życzenie dla rozładowania rozmaitych męskich napięć, ale same traktujemy naszych
      partnerów jak misie-pluszaki, w których ramiona wtulamy się, gdy jest nam zimno,
      smutno i źle, szepcząc przy tym „Chcę się tylko przytulić... taka jestem
      nieszczęśliwa... na nic nie mam siły”. Żądamy, by nasz nowoczesny partner
      rozumiał, że bliskość fizyczna może być wyrazem nie tylko pragnień seksualnych,
      ale i czułości, natomiast same nie zamierzamy uznać, że konstrukcja typowego
      mężczyzny uniemożliwia wytrzymanie dwóch tygodni czysto platonicznych
      przytulanek. Otóż, takie numery wypada robić tylko tatusiowi, który musi znieść
      stoicko, że w pełni rozwinięta nastolatka pakuje mu się do łóżka, szlochając
      „Tato, boję się, miałam taki zły sen...”. Jednak na tatusia miało się tylko
      jedną szansę w życiu, a mąż zasadniczo służy do czego innego.

      8).Oczekujemy, że – zgodnie z zaleceniami tygodników kobiecych – nasz partner
      zapewni nam po kilka orgazmów na życzenie, znajdzie punkt G i wszystkie inne
      punkty, rozbudzi w nas nieznane nam dotąd pokłady seksualności, a przy tym
      będzie jak po Viagrze (chociaż poczułybyśmy się zdradzone i oszukane, gdyby
      rzeczywiście ją zażywał), ale nie zamierzamy w najmniejszym stopniu zachowywać
      się uwodząco, bo przecież erotyczna prowokacja poniża kobietę i czyni z niej
      podległą samicę. Bez fałszywego wstydu pokazujemy partnerowi nasze fizyczne
      defekty, bo jeśli kocha, to musi akceptować nas w pełni.

      9).Uważamy, że mężczyzna powinien uczestniczyć we wszystkich obowiązkach
      domowych, również – a może zwłaszcza – takich, których nie lubi: zmywaniu,
      praniu czy zmianie pieluch, a same bardzo się obruszamy, gdy wyraża zdziwienie,
      że nie pojechałyśmy do wulkanizatora z przebitą przez nas oponą. („Ja miałam to
      zrobić? Chyba sobie żartujesz?! Przecież nie dałabym rady, zresztą nawet nie
      wiem, gdzie jest ten warsztat.”wink.
      Chcemy, żeby nam opowiadał o swoich sprawach zawodowych, a nie lekceważąco
      zbywał „Przecież i tak to cię nie interesuje”, ale po trzech minutach relacji o
      ważnych negocjacjach, gdzie odegrał pierwszoplanową rolę, wykrzykujemy „To Marek
      też tam z tobą był? Nic mi nie mówiłeś, że już wrócił. A wiesz, że jego żona
      chyba ma kogoś?”.

      10). Sądzimy, że powinien spędzać więcej czasu z rodziną, nie pracować
      wieczorami i w weekendy, ale gdy mówi, że wobec tego zrezygnuje z dodatkowego
      zlecenia i zarobi mniej, niepokoimy się „A co z naszą działką? Przecież mieliśmy
      ją w tym roku ogrodzić, wykarczować i rozejrzeć się za jakimś niedrogim
      projektem”. Gdy znękany małżonek próbuje nas przekonać, że nie da się
      jednocześnie pracować mniej i zarabiać więcej, mówimy znacząco, że inni jakoś
      potrafią, pozostawiając jego domyślności, czy uważamy go za niedołęgę, czy
      raczej za cwaniaczka sprytnie wymigującego się od bycia z dziećmi. Chyba nigdy
      nie miałyśmy takiej szansy stworzenia korzystnego dla kobiet modelu relacji
      męsko-damskich jak teraz. I tę właśnie szansę krok po kroku marnujemy. Za kilka
      pokoleń nasze następczynie będą się mogły rozkoszować towarzystwem damskich
      bokserów oraz mężczyzn homoseksualnych z wyboru, rozmnażających się przez
      klonowanie.


      Powyższy tekst stanowi fragment najnowszej książki autorstwa znanej psycholog i
      psychoterapeutki Zofii Milskiej-Wrzosińskiej "Para z dzieckiem", wydanej przez
      wyd. Jacek Santorski & Co Agencja Wydawnicza.
      Zofia Milska-Wrzosińska "Para z dzieckiem", wyd. Jacek Santorski & Co Agencja
      Wydawnicza, Warszawa 2005

      • to.ja.kas Re: Wojna płci czyli siła kontra uczucie 24.07.06, 20:58
        Kobiety sa okropne. ja tez sie nie ozeniesmile)))))
        • simpson.50 Re: Wojna płci czyli siła kontra uczucie 24.07.06, 21:02
          to.ja.kas napisała:

          > Kobiety sa okropne. ja tez sie nie ozeniesmile)))))

          no nie, zeby baba o babiach takie rzeczy pisala?
          a moze to Miriam (czarna owca), ta psycholog?
          • to.ja.kas Re: Wojna płci czyli siła kontra uczucie 24.07.06, 21:05
            Nie, ale sama widze co sie dzieje. Chcemy feminizmu. Ok, sama jestem za, ale
            feminizm + przywileje płci powoduja ze to mezczyzni sa pokrzywdzeni.

            Ogólnie uwazam, ze głupota nie jest przypisana do płci. Rozkłada sie w
            populacji po równo wink
            • simpson.50 Re: Wojna płci czyli siła kontra uczucie 24.07.06, 21:21
              to.ja.kas napisała:

              > Nie, ale sama widze co sie dzieje. Chcemy feminizmu. Ok, sama jestem za, ale
              > feminizm + przywileje płci powoduja ze to mezczyzni sa pokrzywdzeni.
              >
              > Ogólnie uwazam, ze głupota nie jest przypisana do płci. Rozkłada sie w
              > populacji po równo wink

              nawet nie trzeba feminizmu, wystarczy zwykle rozpieszczenie w molodosci, czy
              unikanie ludzi, nasycenie wzorcami ksiecia i brazylijskiech seriali...

              no ale ktora sie przyzna, ze "nie jest feministka", a zachowuje sie jak
              przyklady z felietonu? czy niektore egzemplarze sa tak obludne, czy glupie, ze
              nie widza co robia?
              • to.ja.kas Re: Wojna płci czyli siła kontra uczucie 24.07.06, 21:25
                Jz mowiłam, głupota i obłuda i te malo pozadane i te pozytywne cechy nie sa
                przypisane do płci.

                Brazylijskie seriale mnie ominęły moze dlatego, ze wychowana byłam na ksiazkach
                nie TV a jako mloda niewiasta pokochałam teatr. Ale to pewnie cos takiego jak
                osławione Harleqiny? naczytaja sie jeden z druga i wydaje mu sie ze swiat to
                bajka a on/a odgrywa w nim głowna role.
                Dziekuje ja wysiadam smile
            • dobrotka06 Re: Wojna płci czyli siła kontra uczucie 26.07.06, 12:03
              Skąd ona to wzięła ta pani?!! Przecież to chore! A może to ja jestem
              nienormalna z moim wyobrażeniem o związku partnerskim? Wychodzi na to, że baby
              hetery gnębią biednych, zahukanych facecików, którzy salwują się ucieczką
              ratująć swoje psyche przed katastrofą... To ja chyba jestem z innej planety sad
              • simpson.50 Re: Wojna płci czyli siła kontra uczucie 26.07.06, 12:07
                dobrotka06 napisała:

                > Skąd ona to wzięła ta pani?!! Przecież to chore! A może to ja jestem
                > nienormalna z moim wyobrażeniem o związku partnerskim? Wychodzi na to, że baby
                > hetery gnębią biednych, zahukanych facecików, którzy salwują się ucieczką
                > ratująć swoje psyche przed katastrofą... To ja chyba jestem z innej planety sad


                przejrzyj na oczy kolezanko
                to ze masz dach nad glowa, nie znaczy czyba, ze czasem nie patrzysz przez okno?

                to przenosnia. popatrz na ulice, poczytaj prase, wlacz tv, przejrzyj fora
                internetowe, blogi, posluchaj kolezanek .....


                chyba, ze wolisz bawic sie w kangura, glowa w piach i po problemie...
Pełna wersja