skiela1
06.09.06, 00:24
""Piękny letni wieczór. Moja koleżanka, zanim zasunęły się drzwi windy,
uśmiechnęła się do swojego ukochanego, który odprowadzał ją po kolejnej randce
i powiedziała: „Misiu, przynieś mi jutro kwiaty!”
„Misiu” oczywiście prośbę spełnił i na następnym spotkaniu już mogła wtulać
twarz w przepiękny bukiet czerwonych róż danych w dodatku prosto z serca.
Dziwna sytuacja? Ani trochę. On by przecież dał jej te kwiaty, on z radością
by jej nieba uchylił, dobrych chęci mu nie brakuje... tylko nie wpadł na taki
pomysł. A moja mądra znajoma po prostu o tym wiedziała i uświadomiła mu swoją
potrzebę. Pełna harmonia, ład i słodycz.
Niestety nie ma róży bez kolców. Gdzieś tam przecież w zakamarkach umysłu
czaiła się myśl „O ile bardziej słodko byłoby gdyby jednak się domyślił...”
Cóż, kobieta to takie dziwne ustrojstwo, które potrzebuje adoracji,
docenienia, uznania. Jako piękno w krystalicznej postaci wymaga zachwytu i
uwagi. Źle funkcjonuje bez „Cudownie wyglądasz!”, „Do twarzy ci w tym
kolorze!” i kwiatów tylko dla niej. Nawet panie z minimalną miłością własną
potrzebują rozpieszczania jak powietrza, co Marcel Achard zgrabnie ujął
słowami „Kromka chleba i dwa komplementy całkowicie wystarczają kobiecie, aby
przeżyć dzień”...""
Mam pokrecona kolezanke,ktora kupuje sobie prezenty pod choinke...ladnie
pakuje,kladzie pod drzewko.
To niby od meza...bo on taki niedomyslny...a poza tym ...zawsze jej cos kupi
czego ona i tak nie lubi.
Jak my jestesmy takie dziwne ustrojstwa to co mozna powiedziec o plci przeciwnej?