Taka mała ciekawostka

19.10.06, 13:24
Prezydenci Ewy Curie
Córka Marii Skłodowskiej-Curie niebawem skończy 102 lata. Mieszka od 50 lat w
Nowym Jorku. Polsce trzeba było przypominać o jej setnych urodzinach.
Życzenia wysłano do... Paryża



Podczas niedawnej wizyty w Nowym Jorku Lech Kaczyński zawiesił na piersi 101-
letniej Ewy Curie-Labouisse, córki Marii Skłodowskiej-Curie, przyznany rok
temu przez Aleksandra Kwaśniewskiego Krzyż Komandorski Orderu Zasługi RP. W
1938 r. Ignacy Mościcki odznaczył ją Krzyżem Oficerskim Polonia Restituta. Na
awans o jeden szczebel na drabinie zaszczytu i pamięci narodowej czekała 68
lat. Gdyby wymienić listę polonijnych postaci wyróżnionych tym samym stopniem
tego orderu, czytelnicy w lwiej części nie potrafiliby pojąć, o kogo chodzi i
co stoi za nominacją. Wybitna córka polskiej noblistki dołącza do tego grona.
Kim była Maria Skłodowska-Curie , wie każdy. Choćby z tego powodu, że nikt
inny z Polaków nie został dwukrotnie uhonorowany Nagrodą Nobla. Mało tego,
nie zdarzyło się żadnemu Polakowi ani Polce, aby Nobla dostali on(a) i jego
(jej) współmałżonek. Nie przytrafiło się, aby prócz tego Noble trafiły
jeszcze do córki i zięcia oraz żeby inny zięć odbierał tę nagrodę dla
kierowanej przez siebie organizacji. To się nie tylko nie zdarzyło nikomu
innemu znad Wisły, ale w ogóle nikomu na świecie.

Wstyd Ewy

Wytworna dama o pięknych rysach twarzy i sportowej sylwetce 60-latki wpatruje
się we mnie roziskrzonymi oczami, których blask podkreślają refleksy światła
na sznurze pereł na jej szyi. Siedzimy w salonie rezydencji na manhattańskim
Sutton Place, pod najbardziej prestiżowym w Nowym Jorku adresem. Na stole, w
wielkim wazonie sto biało-czerwonych róż, jakie przynieśliśmy na setne
urodziny pani domu ze Stanisławem Rysiem, moim kolegą rotarianinem.
Towarzystwo postaci pamiętających o tej rocznicy zacne. Od sekretarza
generalnego ONZ po prezydentów Francji i Stanów Zjednoczonych.
Niestety, bez oficjalnych akcentów polskich. W Warszawie „nie wiedzieli”,
nowojorski konsulat nie miał głowy do pamiętania (bo jubilatka nie jest
znanym wytwórcą wędlin ani też spedytorem czy działaczem Kongresu Polonii
Amerykańskiej). Ona jest tylko pisarką i autorką książki o swej matce,
wydanej w kilkunastu językach i niemal 80 krajach (w tym kilkanaście razy w
Polsce). Tylko dziennikarką, korespondentką z najważniejszych frontów II
wojny, autorką słynnego zbioru reportaży na ten temat. Była tylko politykiem,
specjalnym doradcą sekretarza generalnego NATO w okresie przeciwstawiania się
hegemonizmowi sowieckiemu w latach 50. Tylko dyplomatą, wybitną postacią
UNICEF walczącą o prawa dzieci na całym świecie. Tylko pianistką koncertującą
w wielu krajach. Tylko córką wielkiej Polki, o której pamięć walczyła jak
lwica, doprowadzając do wprowadzenia jej trumny (ojca też) przez prezydenta
Francji do paryskiego Panteonu. Ewa Curie-Labouisse mówi z uśmiechem: –
Medali noblowskich w rękach rodziny jest pięć. Dwa mamy, jeden ojca, po
jednym siostry Ireny i jej męża Fryderyka. Mój małżonek, Henry Labouisse,
otrzymywał go jako dyrektor generalny UNICEF. Jedyną osobą, która nie dostała
tego medalu, jestem ja. Wstyd dla rodziny...

Paryski adres, zakopiańskie wakacje, amerykański wojaż

Ewa urodziła się 6 grudnia 1904 r. w Paryżu jako druga – młodsza o siedem lat
od Ireny – córka Marii i Piotra Curie. Osobistego wspomnienia ojca nie
zachowała, zginął bowiem pod kołami powozu, gdy miała niespełna półtora roku.
Dziewczynki otrzymały staranne wychowanie obejmujące rozwijanie przymiotów
ducha (m.in. lekcje fortepianu i języka polskiego), ale i ciała, w tym
zajęcia z gimnastyki, pływania, fechtunku, a nawet jazdy na egzotycznym
wówczas jeszcze rowerze. W 1911 r. Maria zabrała córki w podróż do Polski, do
przebywającej w sanatorium w Zakopanem siostry Bronisławy. Tam zakosztowały
jazdy konnej, górskich wędrówek, nocowania w szałasach i nocnych biesiad przy
ogniskach.
– Te wakacje u cioci Broni zapamiętałam na zawsze. One zdecydowały o jak
najlepszym obrazie Polski, ojczyzny mojej matki, kraju dzielnych, otwartych i
gościnnych ludzi. Te wakacje chyba przesądziły także o moim otwarciu na świat
i ludzi, przyrodę i przygodę, pasję poznawania i zdobywania. Niewątpliwie
miały wpływ także na wybór drogi zawodowej... – mówi Ewa Curie.
Ukształtowała ją także inna podróż. Mając 16 lat, towarzyszyła matce i 23-
letniej Irenie w podróży do Ameryki. Maria Curie przyjmowana była po
królewsku, a jej rezolutne córki wzbudzały powszechne zainteresowanie.
Program obejmował m.in. przyjęcie w Białym Domu wydane przez prezydenta
Warrena G. Hardinga, podziwianie Niagary, łapanie mustangów na lasso w Santa
Fe czy podróżowanie na mułach przez kanion Kolorado. Podobnie zajmujące były
liczne rauty i bale, spotkania z prasą, nie mówiąc o wykładach mamy
noblistki. Powróciły do Paryża 28 czerwca 1921 r., a udająca się na studia od
jesieni Ewa „wiedziała” już, że będzie kiedyś albo znaną pianistką, albo...
dziennikarką i pisarką, ogólnie zaś filozofką. Z pewnością jednak nie
fizyczką, bo w tej roli obsadzona była już Irena.
Poszła do Sévigné Collčge, najlepszego miejsca dla panny z takich sfer.
Zdobyła tytuły z nauk przyrodniczych i filozofii, dodatkowo w konserwatorium
odebrała wykształcenie pianistyczne. W 1925 r. debiutowała solowym koncertem
w Paryżu. Krytycy przepowiadali pięknej Ewie wielką karierę.

Public relations... do końca

Kiedy w 1926 r. Irena poślubiła Fryderyka Joliota i wyprowadziła się z
paryskiego apartamentu matki, Ewa przyjęła rolę pani domu. Nie tylko
urządziła dom po nowemu, ale także ochoczo wzięła się do organizowania
sławnej i zajętej matce czasu wolnego i życia towarzyskiego, organizowała
spotkania, kontaktowała się z prasą. Towarzyszyła jej w większości podróży po
Francji oraz zagranicznych, m.in. do Szwajcarii, Włoch, Belgii. W 1932 r.
brała udział w pasjonującej podróży przez Hiszpanię, gdzie obu paniom Curie
towarzyszył Tomas Masaryk, ówczesny prezydent Czechosłowacji. Znajdowała przy
tym wszystkim jeszcze czas na koncertowanie. W tym samym roku z inicjatywy
Marii Curie otwarto w Warszawie Instytut Radowy, któremu noblistka podarowała
gram radu wartości 100 tys. dol. Ewa aktywnie uczestniczyła w aranżacji tego
wydarzenia. Robiła wielkie wrażenie. W ogóle jak na owe czasy, a także
konserwatywny gust matki, Ewa była wcieleniem kobiecej emancypacji i
nowoczesności. Ubierała się bardzo nowocześnie, nosiła wysokie obcasy, nie
stroniła od wyrazistego makijażu.
W dokładnej opozycji do Marii, nieodmiennie ubranej w skromne czarne
sukienki, prosto uczesanej, dalekiej od ekstrawagancji. Matkę i córkę różniły
także poglądy na sztukę, gusta kulinarne, bywało – polityczne. Tym, co je
bezdyskusyjnie łączyło, było uwielbienie dla pisarstwa Rudyarda Kiplinga.
Z pozoru pisarza dla... chłopców. Chyba duch przygody i kult dla prawdy
natury zaklęty w „Księdze dżungli” był dla nich obu inspiracją.
Ewa poświęciła i podporządkowała młodość swej matce, towarzysząc jej do końca
i będąc przy łożu śmierci w szwajcarskim Sancellmoz, alpejskim kurorcie,
bezsensownie rekomendowanym jej przez lekarzy, gdzie tylko nastąpiło szybkie
załamanie jej zdrowia. O ile Ewa pozostała wierną córką, Maria pozostała do
końca matką. „Och, moje drogie biedactwo – strofuje na krótko przed śmiercią
Ewę. – Co za okropne obcasy. Nie, nie przekonasz mnie nigdy, że kobiety są
stworzone do chodzenia na szczudłach”. Odchodzi 4 lipca 1934 r. w wieku 66
lat.
Pogrzeb z udziałem najb liższej rodziny odbędzie się na cmentarzu w Sceaux w
rodzinnym mieście Piotra Curie i u jego boku. Przybyli z Polski brat Józef i
siostra Bronisława wrzucą do grobu garść polskiej ziemi. Nim to nastąpi,
dojdzie podobno do próby wywarcia przez rodzeństwo Marii nacisku na córki
    • anmanika Re: Taka mała ciekawostka 19.10.06, 13:28
      w sprawie charakteru pochówku. Maria nie brała z Piotrem ślubu kościelnego, nie
      chciała też mieć kościelnego pogrzebu. Rodzina z Polski nalegać ponoć będzie na
      pośmiertne pojednanie Marii z Bogiem. Ostatecznie księdza jednak nie
      poproszono. Córki otrzymają kondolencje od prezydenta RP, Ignacego Mościckiego,
      który napisze: „Polska traci w śp. Pani Curie-Skłodowskiej nie tylko uczoną,
      która imię swej ojczyzny wsławiła w całym świecie, ale i wielką obywatelkę,
      zawsze przez całe życie czujnie stojącą na straży interesów swojego narodu”.

      Pomnik matki

      Było dla wszystkich naturalne, że Ewa będzie stać na straży pamięci matki i
      wzniesie jej pomnik pamięci. Energicznie zabrała się do pisania jej biografii.
      By nic jej w tym nie przeszkadzało, w Auteuil wynajęła mieszkanie, do którego
      przewiozła wszelkie dokumenty matki, korespondencję, notatki. Jesienią 1935 r.
      zorientowała się, że musi sięgnąć do polskich korzeni, zrozumieć lepiej, ile w
      matce było Skłodowskiej, a ile Curie. Udała się więc do Polski.
      W 1937 r. we Francji, Anglii, Włoszech, Hiszpanii i USA oraz kilku innych
      krajach ukazała się równocześnie biografia „Madame Curie” autorstwa Ewy Curie,
      stając się od razu światowym bestsellerem. W Stanach, w tym samym roku,
      otrzymała National Book Award w kategorii literatury faktu, a „New Yorker”
      nazwał ją jedną z tych rzadkich książek, które „czynią nas dumnymi z
      przynależności do rodzaju ludzkiego”. W ślad za sukcesem czytelniczym wytwórnia
      filmowa Metro Goldwyn Mayer w 1943 r. zekranizowała tę powieść.
      Przetłumaczona została na wiele języków, a w Japonii jest do dziś lekturą
      szkolną. W Polsce ukazała się w 1938 r. Jej premiera była świętem, a autorkę
      prezydent RP uhonorował orderem.
      Polacy wielki sentyment żywiony dla Marii Skłodowskiej-Curie ulokowali teraz w
      jej córce. Ewa odwzajemniła ten romans filmem „Kraj mojej matki”, w którym
      przedstawia Polskę z dużym sentymentem.

      Wojna Ewy

      Światowy rozgłos biografii matki nie odsuwa bynajmniej Ewy od jej muzycznych
      pasji. Pisze do prasy paryskiej recenzje muzyczne, tłumaczy na francuski
      amerykańskie musicale. Od czasu do czasu koncertuje.
      Po upadku Francji w 1940 r. przedostaje się do Anglii i wstępuje do armii de
      Gaulle’a. Otrzymuje stopień oficerski służby kobiecej. Poświęca się pracy
      korespondenta wojennego, odwiedzając w latach 1941-1943 większość frontów II
      wojny. Plonem staje się zbiór reportaży „Journey Among Warriors” („Podróż wśród
      wojowników”wink wydany w Stanach pod koniec 1943 r., a następnie nominowany do
      Nagrody Pulitzera. Ten 502-stronicowy klasyk wraz z serdeczną dedykacją autorki
      jest ozdobą mojej biblioteki.
      Po zwycięstwie nad Hitlerem de Gaulle powierzył Ministerstwo Informacji
      pisarzowi i dramaturgowi Jeanowi Giraudoux, a ten kierownictwo departamentu ds.
      kobiet – Ewie Curie. Koncepcja była taka, by radykalnie przebudować i podnieść
      pozycję kobiet we francuskim życiu społecznym i publicznym. Oddaje się temu z
      zapałem. Jest inicjatorką wielu projektów zrównujących prawa kobiet i mężczyzn.
      W latach 1945-1949 jest wydawcą paryskiego dziennika „Paris-Presse”.
      W kwietniu 1949 r. Ewa Curie entuzjastycznie popiera powstanie Sojuszu
      Północnoatlantyckiego jako struktury zdolnej powstrzymać hegemonizm
      stalinowski. Kiedy w kwietniu 1952 r. pierwszym sekretarzem generalnym NATO
      zostaje brytyjski arystokrata, baron Hastings Lionel Ismay, proponuje on Ewie
      stanowisko specjalnego doradcy. Obecność córki Marii Curie, dzięki odkryciom
      której było możliwe skonstruowanie broni atomowej, na wysokim stanowisku w NATO
      legitymizowała niejako potencjalne użycie tej broni przeciw ZSRR.

      Curie & Labouisse

      W 1952 r. 50-letnia Ewa Curie poznaje swego równolatka, znanego amerykańskiego
      dyplomatę francuskiego pochodzenia Henry’ego Labouisse’a, nowo mianowanego
      ambasadora USA w Paryżu. Jest od siedmiu lat owdowiały. Między dwojgiem
      polityków stopniowo rozkwita uczucie, którego finałem będzie ślub 19 listopada
      1954 r. Ewa odchodzi z pracy w NATO. Henry kończy swą misję we Francji. Zostaje
      szefem ONZ-owskiej Agencji Pomocy i Pracy dla Uchodźców Palestyńskich (UNRWA).
      Ewa rozpoczyna pracę w UNICEF – funduszu na rzecz dzieci, co okazuje się jej
      prawdziwą pasją. W 1962 r. Henry Labouisse zostaje ambasadorem USA w Grecji, a
      jego małżonka dyrektorem wykonawczym UNICEF w tym kraju. W 1965 r. Henry
      Labouisse awansuje na stanowisko dyrektora generalnego UNICEF i odbiera
      pokojową Nagrodę Nobla przyznaną tej organizacji. Kierować będzie nią przez
      kolejnych 15 lat, doprowadzając do rozkwitu. Ewa dzielnie będzie mu
      towarzyszyć. W misjach pomocy dzieciom odwiedzi 109 krajów, zyskując pozycję
      niemal równą mężowskiej.
      W 1967 r. Ewa uczestniczyć będzie w otwarciu Muzeum Marii Skłodowskiej-Curie w
      Warszawie w stulecie urodzin matki. Przyjedzie po wielu wahaniach, i wbrew
      postanowieniu, że jej noga w komunistycznej Polsce nie postanie. W 1979 r.
      oboje odwiedzą Polskę. Henry otrzyma Order Uśmiechu. Zafascynowany ideą tego
      dziecięcego odznaczenia doprowadzi do uznania go przez ONZ za międzynarodowe.
      Wkrótce później przejdzie na emeryturę.
      Państwo Labouisse kibicować będą polskiej „Solidarności”. Jednak ostatecznego
      finału jej bezkrwawej rewolucji w 1989 r. dożyje tylko Ewa. Henry odejdzie dwa
      lata wcześniej w wieku 83 lat.
      20 kwietnia 1995 r. w paryskim Panteonie odbędzie się uroczystość z udziałem
      prezydentów François Mitterranda i Lecha Wałęsy oraz Ewy Curie-Labouisse.
      Umieszczone zostaną tu trumny Marii Skłodowskiej-Curie i Piotra Curie. Nasza
      wielka rodaczka będzie pierwszą w historii kobietą, która tam spocznie. Jak
      powie mi Ewa, początkowo zamierzano przenieść tam tylko Marię. Kategorycznie
      zaprotestowała wtedy przeciwko rozdzielaniu rodziców. Stało się tak, jak
      chciała. Rodzice pozostali na zawsze razem. Także w Panteonie.
      W 1999 r. Ewa Curie wzbudzi sensację, pojawiając się na uroczystości
      odsłonięcia pomnika Armii Krajowej przed Sejmem RP. Motyw będzie patriotyczno-
      rodzinny. Po pierwsze, chodzić będzie o oddanie hołdu niekomunistycznej wizji
      Polski. Drugim motywem będzie postać autora monumentu, Jerzego Staniszkisa,
      męża Elżbiety Szalej, wnuczki siostry Marii Curie – Heleny. Ostatecznym faktem,
      jaki przekonał Ewę do Polski i niejako legitymizował ją w jej oczach, było
      chyba, tak naprawdę, przyjęcie nas do NATO. Organizacji, której zręby sama
      tworzyła. Po to również, aby dać niepodległość ojczyźnie swej matki.

      Struktura pamięci

      Ewa Curie jest wyraźnie wzruszona i kwiatami, i pejzażem Powiśla autorstwa
      Janusza Olszewskiego. Lubelskie to w ogóle kawał historii rodzinnej, o której
      pisze w biografii matki: „Skłodowscy pochodzili z drobnej szlachty, niegdyś
      zresztą dość zamożnej, potem w początkach XIX w., zubożałej. Ich gniazdem
      rodowym były Skłody w ziemi łomżyńskiej. Jednakże już ojciec Władysława, Józef,
      opuścił rolę, trochę dlatego, by poprawić swą sytuację materialną, lecz przede
      wszystkim, ponieważ miał szczery pociąg do nauki. Po różnych dramatycznych
      przejściach w walkach o Polskę, osiadł on w Lublinie, jako dyrektor gimnazjum”.
      Józef Skłodowski, który wywiódł rodzinę z zaścianka na miejskie salony, był
      rodzinnym bohaterem, wzorem pozytywisty i patrioty w jednym. Po niemal 12
      latach kierowania najlepszą szkołą w Lublinie, krótko przed powstaniem
      styczniowym odszedł na emeryturę. Prowadził kolejne majątki, szanowany przez
      ludzi był wybierany na wójta i sędziego gminnego. Zmarł nagle w 1882 r. w
      podlubelskich Kijanach. Jego syn Władysław miał wtedy 50 lat, wnuczka Maria 15,
      a prawnuczka Ewa miała się urodzić za lat 22.
      Na prośbę stuletniej Ewy pilnie relacjonuję całą wiedzę o Józefie, rodzinnym
      bohaterze. Na pytanie, czy jego gimnazjum lubelskie jeszcze stoi, odpowiadam,
      że nie
      • anmanika Re: Taka mała ciekawostka 19.10.06, 13:32
        odpowiadam, że nie tylko stoi, ale ma się dobrze, mieszcząc Wydział Pedagogiki
        i Psychologii Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej zresztą, którego pierwszymi
        doktorami honorowymi byli jej córka Irena z mężem Fryderykiem Joliotem. Wiem
        dobrze, bo sam w tych murach cztery lata studiowałem.

        Równanie prezydenckie

        Ewa Curie przez ponad wiek była świadkiem i uczestnikiem historii, w tym także
        polskiej. Zrobiła wszystko, co mogła dla swej wielkiej matki i co jej serce
        podpowiadało dla Polski. Prezydent II RP (Mościcki) o niej pamiętał,
        uhonorował, odznaczył. Prezydent III RP (Wałęsa) spotkał, ale zapomniał. Jego
        następca (Kwaśniewski) po przypomnieniu, uhonorował. Prezydent IV (?) RP
        (Kaczyński) odznaczył, choć nie sam przyznał. Można by, bilansując, powiedzieć,
        że w historycznym ciągu związków Ewy Curie z prezydentami RP Mościcki
        efektywnością odpowiada Wałęsie, Kwaśniewskiemu i Kaczyńskiemu. Czyli: M = W +
        K1 + K2. Czy gdziekolwiek indziej takie równanie jest możliwe?
        • skiela1 Re: Taka mała ciekawostka 19.10.06, 13:50
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=11207&w=48958648&a=48958648

          tutaj zdjeciesmile
    • grazia.eni Re: Taka mała ciekawostka 19.10.06, 14:50
      Dziękuję za przypomnienie. Postać Marii Skłodowskiej-Curie jest mi bliska też
      dlatego, że moja szkoła podstawowa nosiła Jej imię. Wspominało się Ją często, bo
      w tamtych czasach była też "bezpiecznym" tematem. Do dziasiaj pamiętam hymn szkolny:
      "Są duchy wielkie, co w dziejach ludzkości
      Jaśnieją blaskiem, jak płomienne znicze..." itd.
      O córce kilka lat temu czytałam, bodajże w "Wielkim formacie".
      Wśród tłumu osób pseudo - sławnych trzeba często przypominać o tych, którzy
      naprawdę na pamięć zasługują.
      Ps. Nie dostać Nobla, ale obciach wink
Pełna wersja